„Ale masz fajnie, dwa tygodnie w domu!” czyli koronawirus welcome to

Nie jest mi dane podzielić się z Wami tekstami, które mam w głowie i których nie jestem w stanie z braku czasu przenieść na klawiaturę. Nie jest mi dane również dokończyć tych, które już czekają w blokach startowych i chciałyby wybiec do ludzi, za co serdecznie Was przepraszam. 

Ale, ale! Teraz będę miała przecież mnóstwo czasu! Żłobek zamknięty, czekają mnie dwa tygodnie w domu, bez pracy, na luziku, w dresiku, bez mejkapu, bez mejli, powolutku, bez spiny, żyć nie umierać moi drodzy, żyć nie umierać!

W końcu wolne!

Szczególnie się cieszę ze swojej sytuacji, kiedy słyszę głosy od swoich bezdzietnych znajomych, jak to ja mam teraz fajnie. Jestem przeszczęśliwa wręcz. Bo wszyscy rodzice idą na przymusowe wolne jeśli zamknięty jest żłobek, przedszkole czy szkoła. W firmie w związku z tym pustki, a pracy nie ubywa, z racji czego wszyscy ci, którzy zostali, muszą pracować dwa razy intensywniej. Bezdzietnym nie przysługują takie prawa, oni nie mogą schronić się w domu, choćby nie wiem jak bali się wirusa, bidulki. Nikt im nie zapłaci jeśli w panice postanowią nie wystawiać nosa poza kołdrę. A rodzice proszę bardzo – z naszych wspólnych pieniędzy otrzymają wynagrodzenie za to, że nie pracują. 

Poza tym bez jaj, siedzenie w domu jest takie super. Dialog autentyk zasłyszany w windzie:
– Boże, co ja będę robić z dzieckiem w domu przez te dwa tygodnie?
– Haha, no właśnie, co tu robić, z nudów możesz wszystkie szafki posprzątać, ja bym tak zrobiła, bo na to zawsze brakuje czasu, a ty masz dwa tygodnie wolnego. 

Z nudów, rozumiecie? Z nudów ja sobie szafki posprzątam. Wszystkie jakie mam, żadnej nie odpuszczę. Przy półtorarocznym dziecku ja sobie Z NUDÓW posprzątam szafki. Bo mam dwa tygodnie WOLNEGO! Przecież to tak oczywiste, że aż nie mogę uwierzyć, że sama na to nie wpadłam. Sprzątanie szafek zawsze spoko, czemu nie, szczególnie jak się ma wolne. 

Wolne się ma. Przy dziecku się ma wolne, pamiętajcie. Dziecko się obsługuje samo, a rodzic jest od tego, żeby utrwalać wszystkie słodkie chwile w pamięci aparatu i wrzucać je potem na Instagrama z milionem hasztagów pt. “jestembojesteś”. Bo to tylko tak działa, w jedną stronę. Słodycz płynie od dzieci i nic więcej, one nie oczekują niczego w zamian. A, zapomniałam dodać, że dzieci nie jedzą, nie mają gorszych dni, śpią w nocy po 12 godzin i jeszcze ze 2 godziny w dzień, układają sobie spokojnie klocki, a rodzice w tym czasie piją ciepłą kawę, bo nie mają co robić. No i szafki sprzątają. Z nudów. 

W dodatku w ogóle nie wpływa na dzieci fakt, że nie jest wskazane obecnie wychodzenie gdziekolwiek. Wcale się nie dziwią, że one są zdrowe, ale nie mogą chodzić do żłobka czy przedszkola i pobawić się z innymi dziećmi. Wcale nie dostaną pod koniec tego siedzenia w domu pierd*lca i nie doprowadzą swoich rodziców na skraj cierpliwości. Będą się cieszyć, że mogą sobie posiedzieć w domowym zaciszu, w końcu się wyspać, byczyć się w łóżku do południa i spędzić czas na radosnych rozmowach z rodzicami i rodzeństwem o życiu i obecnej sytuacji. No żyć nie umierać, zaiste. 

Umierać może nie, ale oszaleć – niewykluczone. 

A teraz tak na serio, jakby ktoś  przypadkiem nie wyczuł ironii. To nie jest komfortowa sytuacja dla żadnego rodzica, siedzenie w domu z dzieckiem przez dwa tygodnie. Poza tym przypominam wszystkim zazdrosnym, że ten osławiony “zasiłek” działa dokładnie tak samo jak zwykłe L4. Czyli nie chodzę do pracy, ale moja wypłata wynosi w tym czasie 80%. To nie jest jakaś dodatkowa ekstra kasa. Gdybym chciała być chamska to powiedziałabym, że nie po to wracałam do pracy żeby teraz dostawać tyle samo co na macierzyńskim. Ale nie jestem, więc nie powiem, tylko sobie to tak wewnętrznie wyartykułuję, w Natalii. Oczywiście żeby nie było wątpliwości, jestem jak najbardziej za wszelkimi działaniami prewencyjnymi i nie mam żadnego problemu z tymi 80%, ale na litość boską, niech mi nikt nie mówi, że mam fajnie, bo mogę sobie posiedzieć w domu. Ja będę naprawdę szczęśliwa kiedy będę mieć po prostu zwykły urlop, moje dziecko będzie zdrowe i będę mogła spędzić z nim wtedy wspaniałe dwa tygodnie. Pojedziemy tu i tam, odwiedzimy ciekawe muzea, weźmiemy udział w różnych warsztatach, koncertach, spotkaniach, wyszalejemy się w salach zabaw, pójdziemy na basen, plac zabaw, na dobry obiad do restauracji, na ciastko do kawiarni, spotkamy się z rodziną i znajomymi. Wtedy tak, będę odliczać dni do urlopu i nie będę się mogła doczekać tych wszystkich cudowności i czasu spędzonego z dzieckiem. Teraz, kiedy i tak wszystko jest zamknięte, wychodzenie gdziekolwiek jest niewskazane, a tym samym rodzic musi stać się kaowcem z prawdziwego zdarzenia i stanąć na głowie żeby dziecku zapewnić jakieś rozrywki przez ten czas (nie mówię tu o dzieciach szkolnych), nie jest to w żadnym wypadku komfortowa sytuacja i daleka jestem od myślenia, że oto właśnie otrzymałam dwa tygodnie wolnego. No nie, kochani, to tak nie działa. 

Mogą Ci się spodobać również:

10 komentarzy

  1. Musle, że wszystkie madki są oburzone tym tekstem, kiedy autorka opisuje aktualna sytuacje, która nie jest wygodna dla nikogo. Wg mnie nie chodzi tu o narzekanie, a wręcz przeciwnie- o irytację i bezsilność wobec panujących warunków życia podczas epidemii. Zgadzam się z autorka, że fajnie byłoby spędzić razem czas z dzieckiem, kiedy można swobodnie wyjść z domu i robić co się chce, a nie, kiedy trzeba siedziec cały czas w domu. Nie wiem jak inne dzieci ale mój Synek też nie jest tym zachwycony. No chyba że wasze dzieci spędzają cały dzień przed TV i to jest dla nich rozrywka

  2. Przykro sie to czyta. Mimo wszystko dobrego czasu w tym wszystkim ze swoimi dziecmi. To moga byc piekne chwile.
    Pozdrawiam!

    1. Nigdzie nie napisałam, że to nie będą piękne chwile. Polecam serdecznie czytanie ze zrozumieniem.

    2. Zgadzam się. Jakby siedzenie z dzieckiem w momencie kiedy najważniejsze jest wspólne bezpieczeństwo to straszna kara..
      @Krysia: Zauważ , że autorka nie ma sobie nic do zarzucenia tylko uważa że czytelnik nie potrafi czytać ze zrozumieniem.

      1. Hmm, nie wiem co miałabym mieć sobie do zarzucenia pisząc prawdę – to będzie ciężki czas dla wszystkich rodziców. Nigdzie nie napisałam, że to będzie dla mnie kara i nie narzekam na to, że spędzę czas ze swoim dzieckiem. W dalszym ciągu polecam czytanie ze zrozumieniem + zorientowanie się w temacie pt. „Ironia”, przyda się nie tylko do zrozumienia tego tekstu.

  3. Serio? A jak masz chore dziecko i musisz z nim w domu posiedzieć to też tak marudzisz? Przecież to Twoje dziecko i to na dodatek małe, ono potrzebuje matki i się pewnie cieszy że jesteś w domu. Też mam 3latka w domu, chorego, plus końcówka w ciąży i siedze z nim cały czas. Nie ma lekko, no ale bez przesady. Smutno się to czyta, że obecne matki takie przez los pokrzywdzone bo muszą z Własnym dzieckiem czas spędzić w domu..

    1. Nie znam matki, która będąc w domu z chorym dzieckiem przez 2 tygodnie byłaby z tego powodu szczęśliwa. Zresztą napisałam na końcu, że bycie w domu z dzieckiem owszem, to jest super, ale ta sytuacja jest inna i nie zgadzam się na to, żeby ktoś mówił, że ja to mam super, bo sobie siedzę w domu, a on to musi pracować. Poza tym jak dziecko jest chore można się podzielić zwolnieniem z drugim rodzicem, teraz takiej możliwości nie ma.

    2. No to niech mąż siedzi, a Ty pracuj jeśli nie chcesz z dzieckiem siedzieć bo 2tygodnie to za dużo. Nikt Cię nie zmusza.

      1. Nie prosiłam o rady. Nie znasz sytuacji – nie radź. Ja nigdzie nie napisałam, że dwa tygodnie spędzone z dzieckiem to dla mnie za dużo, polecam czytanie ze zrozumieniem.

  4. No wiesz, nie bez powodu po porodzie masz coś, co nazywa się URLOPEM macierzyńskim, a popularność zdobywa też SIEDZENIE w domu. Te nazwy nie wzięły się znikąd, przestańmy się oszukiwać, to tak naprawdę czas na manikiry, pedikiry, netfliksy i internety. A tak serio, to nigdy w domu nie ma nudy, ja się zastanawiam, co ja robiłam ze swoim czasem przed urodzeniem dziecka. Jest tyle rzeczy do zrobienia, obowiązki – owszem, ale też rzeczy dla siebie! Teraz tak jakby tej doby jest mniej, a rzeczy jeszcze więcej, jak uda mi się wszystko ogarnąć, to zawsze mnie nachodzi ta myśl, jak to było rok temu. Niestety stwierdzam, że część dni spełzło na niczym, kompletnie nieefektywnie spędzony czas, nawet dobrym relaksem nie można tego nazwać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *