Angażowanie dziecka w prace domowe – mały pomocnik na pokładzie!

Przyglądam się ostatnio mojemu dziecku, coraz większemu i bardziej samodzielnemu. I tak się zastanawiam, czy ja dobrze robię, kiedy proszę go o pomoc w różnych domowych czynnościach. Jednocześnie czuję radość i przepełnia mnie duma, że radzi sobie coraz lepiej podczas rozpakowywania zakupów czy odkurzania. Postanowiłam zapytać o to na Facebooku. Odpowiedzi w komentarzach były jednoznaczne – „tak, nasze dzieci biorą udział w życiu domu!”. Tak, odkurzają. Tak, układają zabawki na półkach. Uff, odetchnęłam z ulgą. Czyli ze mną wszystko okej. 

Jeśli jesteś mamą, która wciąż ma wątpliwości czy to dobry pomysł, żeby angażować nawet najmniejsze maluchy w czynności domowe, to ten tekst jest dla Ciebie. Albo jeśli zastanawiasz się co jeszcze mogłabyś podrzucić dziecku do roboty 😉

Angażowanie dziecka w prace domowe – historia prawdziwa

Wiadomo, że różnie z tą pomocą bywa. W przypadku takich 2-latków na przykład, trzeba się przygotować na to, że efekt może być różny. W sensie, że za każdym razem inny (raz się odkurzy dokładniej, raz mniej dokładnie, wiadomka). Różnić się może również od naszych oczekiwań. Wszystko może też (a raczej będzie na pewno) dłużej trwać. Ale przecież nie o to nam chodzi. Celem bowiem jest zaszczepienie w dziecku takiej błyskotliwej myśli, że za dom odpowiadamy wspólnie, całą rodziną.

Poza tym, nie wiem jak Wy, ale ja to średnio się umiem angażować w dziecięce zabawy. To znaczy umiem, ale nie na długo. Układanie puzzli, czytanie książeczek – to tak, jak najbardziej. Ale rozmowy lwa z żyrafą albo gaszenie niewidzialnego pożaru (po raz tysięczny) to nie jest najciekawsze zajęcie, jakie mogłabym sobie wymarzyć. Po jakimś czasie zaczynam się wiercić, kręcić i wymyślać co by tu zrobić, żeby przerwać te zwierzęce small talki czy wielkie misje ratownicze. 

W domu zawsze jest coś do zrobienia. Wykorzystajmy to na swoją korzyść 😉

Żeby nie było – nie zamierzam swojemu dziecku zabierać dzieciństwa. Nie będę go na siłę odrywać od zabawek żeby zapierdzielał z odkurzaczem. Ale jeśli może mi w czymś pomóc (a w przyszłości zrobić to sam), to ja się pytam: czemu nie?

Mały pomocnik w akcji

W jakich czynnościach domowych może uczestniczyć 2- i 3-latek

  • Odkurzanie – był taki moment, kiedy nie mogłam odkurzać, bo Szymek od razu zabierał mi odkurzacz i nic z tego nie wychodziło. W końcu kupiłam mu zabawkowy odkurzacz i od tej pory odkurzaliśmy razem. Ostatnimi czasy coraz częściej słyszę: “mogę pożyczyć twój?”. No cóż, zgadzam się i muszę przyznać, że coraz dokładniej mu to wychodzi. 
  • Mycie podłogi – tutaj mam trochę palpitacje serca zazwyczaj, bo już widzę oczami wyobraźni te mazy na podłodze i zero efektu sprzątania. Ale tak źle jeszcze nie było, a umycie podłogi we własnym pokoju to zawsze satysfakcja , c’nie? 😉
  • gotowanie – o wspólnym gotowaniu to ja chyba przygotuję osobny wpis (dajcie proszę znać czy chcecie!). Generalnie 2-latki mogą spokojnie mieszać składniki w misce (np. na naleśniki czy pankejki) albo posmarować kanapkę serkiem (jeśli mają odpowiedni nóż ofkors)
  • odnoszenie rzeczy do kosza na pranie
  • pranie (wkładanie rzeczy do pralki)
  • wieszanie prania – Szymek wiesza skarpetki. Oczywiście, że krzywo i oczywiście, że potem to poprawiam. Ale w momencie wieszania nic się nie odzywam. 
  • rozpakowywanie zakupów – przy okazji rozmawiamy o zakupach, powtarzamy nazwy wszystkich produktów i mówimy co można zrobić np. z papryki albo marchewki 🙂
  • rozładowywanie zmywarki
  • odkładanie zabawek na półkę
  • odnoszenie poszczególnych rzeczy na swoje miejsce – Szymek bardzo lubi odnosić np. wyprasowane ubrania do szafek. Albo kiedy daję mu zadania do wykonania – tylko wtedy muszę być precyzyjna, np. „odnieś zeszyt na biurko”, „odnieś chusteczki do szuflady w sypialni”, bo takie rzucenie „odnieś rzeczy na miejsce” nie przyniosłoby pożądanego efektu 😛
  • podlewanie kwiatków
  • układanie parami skarpetek po ich ściągnięciu z suszarki (to też fajna zabawa sensoryczna – 2w1 :D)

Co jeśli dziecko nie przejawia żadnych chęci współpracy?

Moje sposoby to:

  • Przede wszystkim nie zmuszać. Pierwsza zasada powinna zatem brzmieć: luzujemy rajty! Dwulatek też może być zmęczony albo mieć gorszy dzień (o czym zdarza nam się zapominać). Mimo wszystko dla takich maluchów to zwykle frajda móc uczestniczyć w “dorosłym” życiu. Czują się wtedy ważne i widzą, że są częścią domowej wspólnoty, w której każdy ma swoje zadania.
  • Misja ratunkowa! – “Szymek, uwaga! Te skarpetki leżące na ziemi potrzebują naszej pomocy! Misja! Musimy je przetransportować do kosza na pranie!” – działa w 99%, zazwyczaj w odpowiedzi pada „już odpalam!” albo „ruszamy do akcji!” 😉
  • Przywołanie ulubionego bohatera – pewnie większość mam (o ile nie wszystkie) zna książeczki o Kici Koci. W jednej z nich Kicia Kocia sprzątała. Mój ulubiony moment to ten, kiedy Kicia Kocia mówi, że będzie się bawić w sklep, a tata pyta gdzie się będzie bawić jak nie ma miejsca. Często go przywołuję i mówię, że Kicia Kocia nie miała miejsca na sklep i musiała posprzątać 😉  
  • Dobra zabawa – kto włoży wszystkie czerwone klocki do pudełka, kto wciągnie więcej paprochów z ziemi itp.

A jak to wygląda u Was? Twoje dziecko Ci pomaga? Bierze udział w czynnościach domowych? A może masz jakieś fajne sposoby na zaangażowanie do nich dziecka? Daj znać w komentarzu!

Mogą Ci się spodobać również:

2 komentarze

  1. Ej, dodanie tonu sensacji oraz przełamanie zdania jakimś ochem / achem naprawdę DZIAŁA! 😀 Polecam. I u nas akurat Pucio jest największym książkowym autorytetem: zwłaszcza przy myciu zębów. Podziwiam Szymka, że wkłada poskładane ubrania do półki, mój syn raczej wywala z komody ciuchy i robi co jakiś czas ich gruntowny przegląd. Ale do innych obowiązków domowych garnie się że ho ho i sam mi przypomina np. o podlaniu kwiatków. To słodkie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *