Pamięć absolutna czyli matka potrafi

Zdarza się czasem, że na tak zwane “dzień dobry”, ledwo co się oczy otworzy, trzeba przywdziać kostium superbohatera, pożyczyć od Hermiony zmieniacz czasu i zaopatrzyć się w hurtowe ilości relanium. Które to relanium ja nie wiem czy z kawą dobrze współgra, szczególnie jeśli się ją przelicza na litry, ale co tam. Chodzi o to, żeby być wyluzowanym i nie stresować się nadmiernie o poranku, a jednocześnie zdobyć tę szaloną umiejętność zrobienia dwudziestu rzeczy na raz. Druga połowa już jest w pracy, Ty dążysz do tego, aby się nie spóźnić do swojej, w międzyczasie musisz zostawić dziecko pod czułą opieką żłobkowych cioć. Niby proste zadanie, ale! Kiedy za oknem ciemno jak wiadomo gdzie, oczy się jeszcze kleją, łóżko toczy walkę i chce zatrzymać Cię przy sobie jak najdłużej, absolutnie nie ma możliwości wstania na tyle wcześnie, żeby na luziku zdążyć przywitać się z nowym dniem. Czytaj dalej Pamięć absolutna czyli matka potrafi

Chodnikowe ciekawostki

Mój uroczy małżonek był kilka tygodni temu świadkiem następującej sytuacji. Mama z synkiem stoją na chodniku, po drodze do żłobka. W zamiarze mają kiedyś dotrzeć do rzeczonego, ale na razie stoją. Chłopczyk przygląda się uważnie kostce brukowej, mama stara się zachęcić go do zrobienia chociaż kilku kroków naprzód. Małżonek mój w tym czasie zdążył dojść do żłobka, rozebrać Szymka, oddać go w ręce cioci i wrócić do miejsca, w którym poprzednio stała mama z synkiem. Z tym, że oni nadal tam stali. Dokładnie w tym samym miejscu. Mama przepraszającym głosem zagadnęła, że co ona ma biedna zrobić jak wózek jest złem numer jeden, a on tylko na nogach chce. I że kiedyś pewnie do tego żłobka dojdą, prędzej (haha) czy później. Czytaj dalej Chodnikowe ciekawostki

To jest nos czyli Robinson i Piętaszek w miejskiej dżungli

Nieco ponad rok temu leżałam w szpitalu i próbowałam rozwalić mur z ogromnym napisem “burza hormonów” w swoim wyczerpanym organizmie. Doradczyni laktacyjna biegała między salami jakby ktoś jej podłączył turbodoładowanie, była potrzebna w dziesięciu miejscach na raz, pielęgniarki robiły co mogły żeby ją odciążyć i pomóc młodym mamom karmić swoje dzieci. Nie chciałam się poddawać, ale byłam już bliska załamania. I wtedy jedna z pielęgniarek powiedziała mimochodem “trzeba sobie wyobrazić bezludną wyspę, na której jest tylko mama i dziecko”, po czym wyszła z sali. Czytaj dalej To jest nos czyli Robinson i Piętaszek w miejskiej dżungli

Jestem chora. Tak na 30%, bo na więcej nie mam czasu.

Pamiętacie ten czas, kiedy w przedszkolu albo podstawówce okazywało się, że jesteście chorzy? Mama przychodziła po Was, a pani przedszkolanka konspiracyjnym szeptem oznajmiała, że “chyba ją coś bierze, niech ją pani obserwuje”. Kaszel, katar, gorączka, gardło boli, wiadomo – nic przyjemnego, ale niech pierwszy rzuci gripexem, kto z miejsca nie dostrzegał w tym pozytywnych stron. Po pierwsze zostawaliśmy w domu, pod ciepłą kołderką, nie musieliśmy rano wstawać, leżeliśmy w piżamie cały dzień i byliśmy królami i królowymi życia, mimo marnego samopoczucia. Marnego przez jakiś dzień lub dwa, umówmy się, tak źle przez cały czas nie było. Mogliśmy sobie wymyślać co zjemy, bo przy słabym apetycie mama była gotowa stanąć na rzęsach żebyśmy cokolwiek zjedli. Naleśniki, ryż z jabłkami, racuchy, kluski na parze, hulaj dusza. Nikt nie miał też sumienia ograniczać nam oglądania bajek, bo gdzież by przecież takiej bidulce. Swoją drogą za wiele tych bajek i tak się nie naoglądaliśmy, wtedy jeszcze nie leciały ciurkiem przez cały dzień na dwustu czterdziestu kanałach dla dzieci. Przede wszystkim jednak zyskiwaliśmy uwagę, którą darzyli nas wszyscy członkowie rodziny, litując się nad nami i współczując tej paskudnej anginy czy tam zapalenia oskrzeli. Czytaj dalej Jestem chora. Tak na 30%, bo na więcej nie mam czasu.

Nomada w trakcie przeprowadzki czyli matka na spacerze

Wychodzisz z domu. Nie na długo. Godzinkę może, w porywach dwie. No dobra, może trzy.  Nadal gdzieś z tyłu głowy migają Ci te słodkie obrazki z Instagrama pt. #spacerek z #mojewszystko. Na szczęście już trochę grasz w tę strategiczną grę zwaną macierzyństwem i wiesz, że to pic na wodę. Ściema, szybka sesja zdjęciowa, w którą jest zaangażowane milion osób w tym ktoś od rozśmieszania dziecka, ktoś od robienia zdjęć i gdzieś na końcu ktoś, kto dźwiga zawartość małej ciężarówki.  Czytaj dalej Nomada w trakcie przeprowadzki czyli matka na spacerze