To jest nos czyli Robinson i Piętaszek w miejskiej dżungli

Nieco ponad rok temu leżałam w szpitalu i próbowałam rozwalić mur z ogromnym napisem “burza hormonów” w swoim wyczerpanym organizmie. Doradczyni laktacyjna biegała między salami jakby ktoś jej podłączył turbodoładowanie, była potrzebna w dziesięciu miejscach na raz, pielęgniarki robiły co mogły żeby ją odciążyć i pomóc młodym mamom karmić swoje dzieci. Nie chciałam się poddawać, ale byłam już bliska załamania. I wtedy jedna z pielęgniarek powiedziała mimochodem “trzeba sobie wyobrazić bezludną wyspę, na której jest tylko mama i dziecko”, po czym wyszła z sali. Czytaj dalej To jest nos czyli Robinson i Piętaszek w miejskiej dżungli

Jestem chora. Tak na 30%, bo na więcej nie mam czasu.

Pamiętacie ten czas, kiedy w przedszkolu albo podstawówce okazywało się, że jesteście chorzy? Mama przychodziła po Was, a pani przedszkolanka konspiracyjnym szeptem oznajmiała, że “chyba ją coś bierze, niech ją pani obserwuje”. Kaszel, katar, gorączka, gardło boli, wiadomo – nic przyjemnego, ale niech pierwszy rzuci gripexem, kto z miejsca nie dostrzegał w tym pozytywnych stron. Po pierwsze zostawaliśmy w domu, pod ciepłą kołderką, nie musieliśmy rano wstawać, leżeliśmy w piżamie cały dzień i byliśmy królami i królowymi życia, mimo marnego samopoczucia. Marnego przez jakiś dzień lub dwa, umówmy się, tak źle przez cały czas nie było. Mogliśmy sobie wymyślać co zjemy, bo przy słabym apetycie mama była gotowa stanąć na rzęsach żebyśmy cokolwiek zjedli. Naleśniki, ryż z jabłkami, racuchy, kluski na parze, hulaj dusza. Nikt nie miał też sumienia ograniczać nam oglądania bajek, bo gdzież by przecież takiej bidulce. Swoją drogą za wiele tych bajek i tak się nie naoglądaliśmy, wtedy jeszcze nie leciały ciurkiem przez cały dzień na dwustu czterdziestu kanałach dla dzieci. Przede wszystkim jednak zyskiwaliśmy uwagę, którą darzyli nas wszyscy członkowie rodziny, litując się nad nami i współczując tej paskudnej anginy czy tam zapalenia oskrzeli. Czytaj dalej Jestem chora. Tak na 30%, bo na więcej nie mam czasu.

Nomada w trakcie przeprowadzki czyli matka na spacerze

Wychodzisz z domu. Nie na długo. Godzinkę może, w porywach dwie. No dobra, może trzy.  Nadal gdzieś z tyłu głowy migają Ci te słodkie obrazki z Instagrama pt. #spacerek z #mojewszystko. Na szczęście już trochę grasz w tę strategiczną grę zwaną macierzyństwem i wiesz, że to pic na wodę. Ściema, szybka sesja zdjęciowa, w którą jest zaangażowane milion osób w tym ktoś od rozśmieszania dziecka, ktoś od robienia zdjęć i gdzieś na końcu ktoś, kto dźwiga zawartość małej ciężarówki.  Czytaj dalej Nomada w trakcie przeprowadzki czyli matka na spacerze

Wakacje z niemowlakiem – mission completed!

Przełom września i października. Niby ostatnimi czasy lato jeszcze walczy, jeszcze wysyła słońce z misją niesienia radośnie witaminy D, a jednak już czuć powiew jesieni. Najsłabsze ogniwa spadają z drzew, poranki chłodne, o wieczorach z winem na balkonie też powoli można już zapominać aż do przyszłego roku. I to jest świetny czas na to, żeby przedłużyć sobie lato. Zwykle wtedy ja i mój szanowny małżonek pakujemy walizki, wsiadamy w samolot i fruu sru, lecimy w stronę słońca. 

Rok temu temat został zawieszony z powodu moich nadprogramowych 14 kg, z których większość gromadziła się na brzuchu. W tym roku postanowiliśmy dać się ponieść fantazji i sprawdzić czy wakacje z dzieckiem mają faktycznie tyle wspólnego z wakacjami co urlop macierzyński z urlopem. Czytaj dalej Wakacje z niemowlakiem – mission completed!

Strach ma tylko wielkie… rzęsy?

Umawiam się do kosmetyczki. Na rzęsy. Odkąd przy okazji infekcji oka w styczniu musiałam się ich pozbyć, jakoś nie było okazji by zrobić je ponownie. Pomijając fakt, że przy dziecku takie fanaberie to sobie można wsadzić. W pewną część ciała. 

Ale trudno, już tyle minęło czasu, okazja jest idealna, bo zbliżający się wyjazd, więc czemu z niej nie skorzystać? Kto by się malował codziennie na wakacjach, palmy czekają, morze szumi i co, jeszcze mam stać przed lusterkiem? A potem wejdę do wody i wszystko się zmyje? No nie. Nie, nie, nie.  Czytaj dalej Strach ma tylko wielkie… rzęsy?