Wyzwanie „Ograniczam cukier” – podsumowanie!

Bałam się, zabierałam jak pies do jeża, podchodziłam bliżej i zaraz robiłam krok w tył. Po czym stwierdziłam, że trudno, raz się żyje, zaczynam!

Wyzwanie, które dotyczyło ograniczania cukru w naszej diecie trwało 14 dni. Pierwszy raz robiłam coś takiego i nie wiedziałam jaka będzie reakcja. Śmiech? Zakrywanie oczu z zażenowania? Nie! Okazało się, szczególnie w pierwszych dniach, że nastała pełna MOBILIZACJA. Zostałam wprost zasypana wiadomościami, niektóre były z prośbą o wspieranie w trakcie wyzwania, niektóre ze zdjęciami dokumentującymi wykonanie zadania, ilość była taka, że nie potrzebowałam i tak żadnego cukru – endorfiny uwalniały się same przez cały dzień, ilekroć wzięłam telefon do ręki 😉  Czytaj dalej Wyzwanie „Ograniczam cukier” – podsumowanie!

Eluwina! Czyli czy ja się dogadam z własnym dzieckiem?

Wczytałam się ostatnio z nieskrywanym zdziwieniem w wyniki tegorocznego konkursu na Młodzieżowe Słowo Roku. Początkowo wydawało mi się, że czytam w języku zielonych ludków z czułkami na głowie. Albo w jakimś, nie wiem, ugrofińskim czy coś w ten deseń.

Okazało się jednak, że to polskie słowa. Polskie, aha. Czyli powinnam rozumieć, tak z grubsza chociaż, a jednak coś mi tu nie grało. Wygrała “alternatywka” – pomyślałam sobie, że chyba spoko całkiem, rozumiem nawet, to taka mała alternatywa przecież. Okazało się, że nie, że mój stary mózg tego nie ogarnia niestety. Nie wiedziałam też, że chętnie zostałabym “jesieniarą” (miejsce 2.), gdybym tylko miała ku temu warunki, czytaj brak biegającego dziecka skutecznie burzącego spokój jesieni. Nigdy w życiu nie wpadłabym też na to, żeby witając się z kimś zakrzyknąć radośnie “eluwina!”. I tak oto dowiedziałam się, że ze mnie to jest po prostu “boomer”.  Czytaj dalej Eluwina! Czyli czy ja się dogadam z własnym dzieckiem?

Pamięć absolutna czyli matka potrafi

Zdarza się czasem, że na tak zwane “dzień dobry”, ledwo co się oczy otworzy, trzeba przywdziać kostium superbohatera, pożyczyć od Hermiony zmieniacz czasu i zaopatrzyć się w hurtowe ilości relanium. Które to relanium ja nie wiem czy z kawą dobrze współgra, szczególnie jeśli się ją przelicza na litry, ale co tam. Chodzi o to, żeby być wyluzowanym i nie stresować się nadmiernie o poranku, a jednocześnie zdobyć tę szaloną umiejętność zrobienia dwudziestu rzeczy na raz. Druga połowa już jest w pracy, Ty dążysz do tego, aby się nie spóźnić do swojej, w międzyczasie musisz zostawić dziecko pod czułą opieką żłobkowych cioć. Niby proste zadanie, ale! Kiedy za oknem ciemno jak wiadomo gdzie, oczy się jeszcze kleją, łóżko toczy walkę i chce zatrzymać Cię przy sobie jak najdłużej, absolutnie nie ma możliwości wstania na tyle wcześnie, żeby na luziku zdążyć przywitać się z nowym dniem. Czytaj dalej Pamięć absolutna czyli matka potrafi

Oooh sugar, sugar!

Przy okazji postów na temat rozszerzania diety (cz. 1 tutaj i cz. 2 tutaj) przyszło mi do głowy, że powinnam bliżej przyjrzeć się składnikowi, który nie bez przyczyny znajduje się w nazwie bloga. Cukier. Chciałam się trochę rozprawić z tą nazwą, zdając sobie sprawę, że dla osób nie kojarzących jej z nazwiskiem autorki może być cokolwiek myląca 😉

Aby rozprawy z cukrem stało się zadość, postanowiłam się porządnie doedukować. Ja wiem, że cukier niezdrowy, że słodycze to w ogóle zło z tymi swoimi olejami palmowymi i innymi cudami. Lubię przygotować coś zdrowego do kawy, wcale nie mniej słodkiego od sklepowych ciast, a nie zawierającego góry cukru. Co nie zmienia faktu, że jednak ten składnik jest obecny i czasem ciężko z niego zrezygnować. Taka czekoladka, no mniam. I zawsze znajdzie się powód. Bo zły dzień. Bo pada. Bo kawa. Czytaj dalej Oooh sugar, sugar!

Pamiętasz, była jesień? czyli starość nie radość

Rok temu siedziałam w swoim kanapowym centrum operacyjnym dochodząc do siebie po wydarzeniach dziejących się 7 tygodni wcześniej. Obok mnie leżał niespełna dwumiesięczny bobas. Na przemian spał, jadł i wylewał żale na swój niedojrzały układ pokarmowy (czyt. ryczał wniebogłosy). Ja siedziałam, karmiłam go, odkładałam, szłam do łazienki, wracałam, karmiłam, odkładałam, szybko coś jadłam, potem znowu karmiłam, odkładałam, w międzyczasie tysiąc razy lulając i próbując okiełznać ten świdrujący płacz. Czytaj dalej Pamiętasz, była jesień? czyli starość nie radość

Ależ to jest ciężki temat!

Przeciętna matka zanim jej dziecko skończy kilka lat usłyszy jakieś pierdyliard razy, że “na pewno jej ciężko”, oczywiście od zatroskanych jej losem osób tzw. postronnych.. Zwykle z takim charakterystycznym westchnieniem, podparciem głowy ręką i spojrzeniem w sufit: “tobie to musi być ciężko”. To tak wiecie, jak ktoś nie wie co powiedzieć, ale myśli, że jak się naoglądał DISKOWERY to nie wypada rozmawiać tylko o pogodzie. I widzi Twoje dziecko w fazie buntu na cały świat, które jest akurat niewyspane, bo sąsiad odpalił wiertarkę albo po prostu jest jesień, cimno-zimno i jemu się nic nie chce. Albo właśnie coś mu się bardzo chce, tylko po prostu nie wie co i im bardziej nie wie, tym bardziej chce. A tu głos zza stołu: “musi ci być ciężko z takim maluchem”.  Czytaj dalej Ależ to jest ciężki temat!