Nie mogę gadać, jestem w rurze czyli wściekłe dziecko na pokładzie

Każdy moment rozwoju dziecka rządzi się własnymi prawami. I każdy, niestety, oprócz tych jasnych, ma także ciemne strony, które najbardziej dają w kość rodzicom. Kiedy Szymek się urodził słyszałam od wielu osób, że najtrudniejsze są pierwsze trzy miesiące, szczególnie jeśli maluch będzie miał kolki, ale “potem to już nauczysz się dziecka i dziecko Ciebie, zaprzyjaźnicie się i będziecie żyli długo i szczęśliwie”. Sratatata. Nikt wtedy nie  wspominał o tym, że po kolkach przychodzą zęby. Potem skoki rozwojowe. Gorsze dni. I tak dalej, i tak dalej… Czytaj dalej Nie mogę gadać, jestem w rurze czyli wściekłe dziecko na pokładzie

Wyjście bezpieczeństwa

Dziś miało być o czymś innym. Zupełnie innym. Miał być całkiem macierzyński tekst, na całkiem poważny temat, czyli jak zwykle, wiadomo, nuda i trochę sucharów, że niby matka taka do przodu. Ale słuchajcie, życie lepiej wie. Jak to mówią – mamę oszukasz, tatę oszukasz, życia nie oszukasz.  Czytaj dalej Wyjście bezpieczeństwa

Wyzwanie „Ograniczam cukier” – podsumowanie!

Bałam się, zabierałam jak pies do jeża, podchodziłam bliżej i zaraz robiłam krok w tył. Po czym stwierdziłam, że trudno, raz się żyje, zaczynam!

Wyzwanie, które dotyczyło ograniczania cukru w naszej diecie trwało 14 dni. Pierwszy raz robiłam coś takiego i nie wiedziałam jaka będzie reakcja. Śmiech? Zakrywanie oczu z zażenowania? Nie! Okazało się, szczególnie w pierwszych dniach, że nastała pełna MOBILIZACJA. Zostałam wprost zasypana wiadomościami, niektóre były z prośbą o wspieranie w trakcie wyzwania, niektóre ze zdjęciami dokumentującymi wykonanie zadania, ilość była taka, że nie potrzebowałam i tak żadnego cukru – endorfiny uwalniały się same przez cały dzień, ilekroć wzięłam telefon do ręki 😉  Czytaj dalej Wyzwanie „Ograniczam cukier” – podsumowanie!

Eluwina! Czyli czy ja się dogadam z własnym dzieckiem?

Wczytałam się ostatnio z nieskrywanym zdziwieniem w wyniki tegorocznego konkursu na Młodzieżowe Słowo Roku. Początkowo wydawało mi się, że czytam w języku zielonych ludków z czułkami na głowie. Albo w jakimś, nie wiem, ugrofińskim czy coś w ten deseń.

Okazało się jednak, że to polskie słowa. Polskie, aha. Czyli powinnam rozumieć, tak z grubsza chociaż, a jednak coś mi tu nie grało. Wygrała “alternatywka” – pomyślałam sobie, że chyba spoko całkiem, rozumiem nawet, to taka mała alternatywa przecież. Okazało się, że nie, że mój stary mózg tego nie ogarnia niestety. Nie wiedziałam też, że chętnie zostałabym “jesieniarą” (miejsce 2.), gdybym tylko miała ku temu warunki, czytaj brak biegającego dziecka skutecznie burzącego spokój jesieni. Nigdy w życiu nie wpadłabym też na to, żeby witając się z kimś zakrzyknąć radośnie “eluwina!”. I tak oto dowiedziałam się, że ze mnie to jest po prostu “boomer”.  Czytaj dalej Eluwina! Czyli czy ja się dogadam z własnym dzieckiem?

Pamięć absolutna czyli matka potrafi

Zdarza się czasem, że na tak zwane “dzień dobry”, ledwo co się oczy otworzy, trzeba przywdziać kostium superbohatera, pożyczyć od Hermiony zmieniacz czasu i zaopatrzyć się w hurtowe ilości relanium. Które to relanium ja nie wiem czy z kawą dobrze współgra, szczególnie jeśli się ją przelicza na litry, ale co tam. Chodzi o to, żeby być wyluzowanym i nie stresować się nadmiernie o poranku, a jednocześnie zdobyć tę szaloną umiejętność zrobienia dwudziestu rzeczy na raz. Druga połowa już jest w pracy, Ty dążysz do tego, aby się nie spóźnić do swojej, w międzyczasie musisz zostawić dziecko pod czułą opieką żłobkowych cioć. Niby proste zadanie, ale! Kiedy za oknem ciemno jak wiadomo gdzie, oczy się jeszcze kleją, łóżko toczy walkę i chce zatrzymać Cię przy sobie jak najdłużej, absolutnie nie ma możliwości wstania na tyle wcześnie, żeby na luziku zdążyć przywitać się z nowym dniem. Czytaj dalej Pamięć absolutna czyli matka potrafi

Oooh sugar, sugar!

Przy okazji postów na temat rozszerzania diety (cz. 1 tutaj i cz. 2 tutaj) przyszło mi do głowy, że powinnam bliżej przyjrzeć się składnikowi, który nie bez przyczyny znajduje się w nazwie bloga. Cukier. Chciałam się trochę rozprawić z tą nazwą, zdając sobie sprawę, że dla osób nie kojarzących jej z nazwiskiem autorki może być cokolwiek myląca 😉

Aby rozprawy z cukrem stało się zadość, postanowiłam się porządnie doedukować. Ja wiem, że cukier niezdrowy, że słodycze to w ogóle zło z tymi swoimi olejami palmowymi i innymi cudami. Lubię przygotować coś zdrowego do kawy, wcale nie mniej słodkiego od sklepowych ciast, a nie zawierającego góry cukru. Co nie zmienia faktu, że jednak ten składnik jest obecny i czasem ciężko z niego zrezygnować. Taka czekoladka, no mniam. I zawsze znajdzie się powód. Bo zły dzień. Bo pada. Bo kawa. Czytaj dalej Oooh sugar, sugar!