Chodnikowe ciekawostki

Mój uroczy małżonek był kilka tygodni temu świadkiem następującej sytuacji. Mama z synkiem stoją na chodniku, po drodze do żłobka. W zamiarze mają kiedyś dotrzeć do rzeczonego, ale na razie stoją. Chłopczyk przygląda się uważnie kostce brukowej, mama stara się zachęcić go do zrobienia chociaż kilku kroków naprzód. Małżonek mój w tym czasie zdążył dojść do żłobka, rozebrać Szymka, oddać go w ręce cioci i wrócić do miejsca, w którym poprzednio stała mama z synkiem. Z tym, że oni nadal tam stali. Dokładnie w tym samym miejscu. Mama przepraszającym głosem zagadnęła, że co ona ma biedna zrobić jak wózek jest złem numer jeden, a on tylko na nogach chce. I że kiedyś pewnie do tego żłobka dojdą, prędzej (haha) czy później.

Nie ukrywam, uśmialiśmy się jak norki. Stała w jednym miejscu-haha-bo dziecko nie chciało iść-haha-chodnik taki ciekawy-hahahaha

Zapomnieliśmy o jednym. Ważnym. Przysłowiu.

Nie śmiej się dziadku z cudzego upadku.

Idziesz z dzieckiem na spacer. Ładujesz je do wózka, zaopatrujesz się w cały majdan na wypadek wojny nuklearnej i ruszasz. Dziecko obserwuje otoczenie, chilluje w wózku, Ty za sterami, jest sielanka. Po jakimś czasie nadchodzi spodziewany etap znudzenia, wyciągasz więc ze swojej przepastnej torby coś żeby zająć malucha i idziecie dalej, aż do momentu kiedy wózek staje się wrogiem numer jeden i zaczyna parzyć w tyłek. Niechętnie, ale bierzesz dziecko na ręce, chcąc uniknąć wizyty smutnego pracownika MOPSu spowodowanej doniesieniami przerażonych sąsiadów. 

Dziadek się śmiał, to samo miał.

Jeśli jesteś na tym etapie spaceru, który teoretycznie powinien się nazywać “droga powrotna do domu”, a oczami wyobraźni widzisz parującą kawę, czekającą na Ciebie w ekspresie, bo taka jesteś sprytna bestia i wstawiłaś przed wyjściem, musisz ten radosny obrazek jak najszybciej porzucić. W muzeach raz do roku prowadzona jest akcja pt. “Dzień wolnej sztuki”. Generalnie chodzi o to, żeby nie lecieć z wywalonym jęzorem przez wszystkie sale, zrobić selfie i wyjść, tylko żeby wybrać sobie jedno-dwa dzieła i kontemplować. I ja nie wiem jak to się dzieje, ale dzieci w wieku 1+ ogarniają o co w tym chodzi. Wytarabani się taki z wózka, ledwo się nauczył chodzić, ale on już wie. On już kontempluje. I to jak! Każdy element kostki brukowej, każda anomalia powstała na jej powierzchni, każdy paproch, pyłek, robaczek, listek, kawałek trawy. Najważniejsze to nic nie przegapić. Po dokładnej analizie i setkach próśb umęczonej matki zapada decyzja: idę dalej. Niech jednak matka nie cieszy się przedwcześnie, gdyż “dalej” oznacza prawdopodobnie w porywach kilka kroków. Dwa metry dalej są już inne plamy na kostce, rośnie inna trawa, leżą inne paprochy. Daj Boże żeby to były dwa metry w kierunku domu. Zwykle jednak następuje odwrót, bo przecież każdy głupi wie, że im dalej od domu tym bardziej intrygujący chodnik.

Ciekawe czy amerykańscy naukowcy mają już w planach zbadanie jakim cudem panele w domu nie są w stanie przykuć uwagi dziecka na dłużej niż 0,0001 sekundy, a kostka brukowa wspina się na wyżyny ciekawości. Gdzie tam panele zresztą, żadna zabawka, ŻADNA nie wygra z kostką w konkurencji “zainteresuj mnie czymś, bejb”.

Kontemplacja trwa więc w najlepsze. Ty za to, pogodzona z losem, żegnasz się w myślach ze swoją ciepłą kawą, osuwasz się na najbliższą ławkę i postanawiasz oddać się błogiemu relaksowi, kiedy nagle ten mały myśliciel rzuca się w szaleńczy bieg. Nie jest to najłatwiejsze zadanie, ale zbierasz się w sobie i biegniesz za nim. O co ci chodzi dziecko, obraziła Cię ta kostka czy co? Nic bardziej mylnego. Po prostu w oddali mignął “ciiiciiii” czy tam “kiiiciii” czyli w języku tubylców po prostu kot. I taki to koniec kontemplacji na dziś.

yellow leaves of grey pavement

14 Replies to “Chodnikowe ciekawostki”

  1. Przezabawnie napisane i bardzo dobrze sie to czyta, mimo ze to nie długość epopei narodowej 🙂 U mnie z dzieciakami było dokładnie tak samo, to już chyba po prostu taki etap i trzeba to przezyć 🙂

    1. Jak to mówią – nie długość, a jakość 😉 ja wiem, że to minie, ale super się obserwuje takie zainteresowanie dziecka czymś nowym 🙂

  2. tak znam to. a jak jeszcze dochodzi etap „co to?” i pokazywanie palcem na wszystko to spróbuj nie odpowiedzieć … A to? a tam? a tu?

    1. To jeszcze przed nami, ale coś czuję, że już powinnam robić zapasy relanium 😂

  3. Myślę, że matka z opowieści była niepracują i po prostu nie musiała oddać dziecka na konkretną godzinę do placówki.
    A z drugiej strony popieram całkowicie prawo każdego człowieka do kontemplacji przyrody (o ile kostka brukowa to przyroda?), ale chciałabym też, aby rodzic potrafił dziecko nauczyć, że jak idziemy to idziemy, bo jakieś zasady jednak są.

  4. To ja wydałam właśnie miliony monet na najlepszą matę edukacyjną, taką co to 2 lata ma dziecku służyć, edukować i bawić, a tu się okazuje, że za kilka miesięcy wystarczy dziecko wynieść przed dom… 😂 ciekawe, czy ta inwestycja zapewni mi chociaż jedną ciepłą kawę w życiu

    1. 2 lata 😂😂😂 z całym szacunkiem dla producenta, ale on chyba nie zna życia 😀

  5. Nic na to nie poradzimy że dzieci są ciekawe i same chcą poznawać świat, powinnsmy im to umożliwić choć oczywiście czasami to denerwuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *