Czy macierzyństwo można sobie wyobrazić?

Zacznę ten post od anegdoty z czasów poprzedniego ustroju, a mianowicie z lat 80. ubiegłego wieku. Wówczas moja kochana mamusia, jako radosna studentka, wybrała się na egzamin z wojska. Kiedy generał zasiadający w komisji zadał pytanie (cytuję): co to jest ewakuacja i rozśrodkowanie? moja rodzicielka w myślach podskoczyła pod sam sufit, odtańczyła taniec hula i już widziała oczyma wyobraźni okrąglutką piąteczkę w indeksie. Zanim jednak zdążyła nabrać powietrza przed udzieleniem odpowiedzi, usłyszała od generała, w zamyśleniu wspominającego wojenne czasy:
– Kto tego nie przeżył, wyobrazić sobie nie może…

Kurtyna.

Nie byłaś na wojnie – nie zrozumiesz jak to było tak naprawdę.

Z macierzyństwem jest DOKŁADNIE TAK SAMO. Możesz sobie wyobrażać ile chcesz, możesz przeczytać milion książek, obejrzeć setki filmów na discovery, zdobyć dwa metry certyfikatów ze szkół rodzenia i konferencji dla świadomych rodziców, a i tak to nie będzie to samo co w prawdziwym życiu. 

Jakie jest macierzyństwo tak na serio?

Fankom Instagrama może się to wydać dziwne, ale uwaga – nie jest tak, że macierzyństwo to li tylko słodkie kadry, piękne stylóweczki, pokoiki pod linijkę, pastelowe życie, wycieczki, cudne zdjęcia, wyjścia z psiapsiółkami-mamusiami i nic poza tym. To nie chodzenie z jednego baby shower na drugie, gdzie pojawiasz się ze swoim bobaskiem (w pasujących do siebie stylówkach za milion złotych ofkors) i pokazujesz przyszłej mamie, że nic lepszego w życiu poza byciem matką jej nie spotka. To nie wyłącznie spacery z wózkiem, kiedy Ty masz czas na słuchanie audiobooków albo naukę nowego języka, a maluch spokojnie przesypia trzy godziny. Wreszcie to nie tylko magia, wróżki i latające serduszka za każdym razem kiedy przystawiasz dziecko do piersi i widzisz jego błogi wyraz twarzy, a sama możesz oddać się relaksującej lekturze bądź oglądaniu serialu.

Z drugiej strony bycie rodzicem nie jest wyłącznie pasmem udręk i orką na ugorze. Nie ogranicza się do nocnego wstawania, noszenia całymi dniami płaczącego dziecka, walki z kolkami, wychodzącymi zębami, chorobami, złym humorem i czort wie czym jeszcze. To nie tylko wieczny strach czy nic mu nie będzie, czy się nie przeziębi, czy przypadkiem się nie zabije kiedy odwrócisz wzrok na kilka sekund. Nie tylko lawirowanie pomiędzy obowiązkami domowymi i zabawianiem niemowlaka a usilnym staraniem by nie zapomnieć o sobie, co nie zawsze pewnie się udaje.

Mieszanka wybuchowa

Macierzyństwo łączy w sobie absolutnie wszystkie te składniki. Czasem w ramach jednego dnia. A bywa, że i jednej minuty. To trochę jak połączenie schizofrenii z chorobą afektywną dwubiegunową. Wściekłość i radość. Gniew i miłość. Dziecko wyje jak wilk do księżyca, po chwili śmieje się w najlepsze, żeby za minutę ze złością rzucić zabawką. A Ty podążasz emocjonalnie za nim, bo co masz zrobić? Czujesz się jakbyś stała w progu szpitala psychiatrycznego i zastanawiała się – wchodzić, nie wchodzić? W jednej sekundzie siedzicie sobie razem i świetnie się bawicie, w drugiej dziecko zaczyna płakać najrzewniejszymi łzami świata, a Ty nie wiesz o co kaman. To się nazywa podobno labilność uczuć. Jeśli ktoś uważa, że kobieta w trakcie PMSu jest labilna uczuciowo, to znaczy, że nie spędził jednego dnia sam na sam z małym dzieckiem.

macierzyństwo bez fikcji

Zwrócę się do przyszłych mam. Nie dajcie się nabrać – to wcale tak nie działa, że jest beznadziejnie, chcesz wniknąć w ścianę albo dostać refundację na pavulon, po czym w okamgnieniu jeden dziecięcy uśmiech powoduje, że zapominasz o znojach i trudach. Nie działa tak, choć dobrze się sprzedaje taka wersja i zdaje się, że funkcjonuje całkiem nieźle w świadomości ciężarnych kobiet.

No dobra, może trochę działa, ale jak dziecko jest już trochę starsze. Kiedy już mam zacząć się wściekać na mojego 2-latka, który nie chce czegoś zrobić albo odwrotnie – robi coś, czego nie powinien, mimo moich próśb i od utraty cierpliwości dzielą mnie ułamki sekund, a on spojrzy na mnie maślanym wzrokiem i rzuci z uśmiechem: spoko, mama! (albo inny ze swoich rozbrajających tekstów), to wtedy faktycznie jestem rozłożona na łopatki i już mi się nie chce wściekać. Możemy się przytulić, pośmiać i wszystko jest super. Ale kiedy podczas kolkowych zrywów albo wychodzących zębów zdarzało mu się na chwilę uspokoić, może nawet uśmiechnąć, to chyba tylko mistrz zen mógłby w jednej sekundzie zapomnieć, że od dwóch godzin ten mały klocek wył w niebogłosy i torturował matczyny kręgosłup. 

Jeden uśmiech może nie pomoże, ale już dziesięć spokojnych minut, owszem 😉

Można być wykończonym i szczęśliwym jednocześnie. Nie ma nic dziwnego w tym, że masz ochotę skoczyć z balkonu i zacałować swoje dziecko w tym samym czasie. Tak to po prostu wygląda. Dlatego ani słodkie zdjęcia (#mamwszystko, #jestembojesteś), ani teksty o tym jak to jest źle i strasznie (#macierzyństwobezfikcji) nigdy nie oddają całej prawdy. Macierzyństwo jest miksem tych wszystkich emocji, uczuć i zachowań. Tylko dla osób o mocnych nerwach 😉

macierzyństwo - mama z dzieckiem na rękach

Podobał Ci się ten tekst? Będę wdzięczna jeśli udostępnisz go dalej lub podzielisz się wrażeniami w komentarzu. To dla mnie bardzo ważne! Zapraszam Cię również na moje profile na Facebooku i Instagramie! 🙂

Mogą Ci się spodobać również:

10 komentarzy

  1. Można myśleć że coś by się chciało w danym rytmie robić/wychować ale życie zweryfikuje wszystko.
    No i są blogerki, które jednak pozwalają swoim dzieciom chodzić jak chcą mieć plastikowe zabawki i kolorowe pokoje. Patrz my 😂

  2. Piękny post. Ja patrzę z przymrużeniem oka na biało- beżowe macierzyństwo blogerek:). Owszem przyjemnie się na to patrzy, ale fakt, że nasze dzieci mają ubranka we wszystkich kolorach tęczy, a w ich pokojach czasem panuje totalny bałagan nie czyni nas gorszymi matkami. Już dawno wrzuciłam na luz:).

  3. Raczej nie można. Zawsze czymś nas zaskoczy. A to zaskoczenie nie jest jednorazowe. W zasadzie… macierzyństwo to taki film sensacyjny. Pełen emocji i zaskakujących zwrotów akcji.

  4. Ja się dopiero zbliżam do roku macierzyństwa, ale już mogę się podpisać pod słowami, ze nie da się na TO przygotować. Choćbym nie wiem, jakie miała założenia odnośnie tego, jaką będę mamą, choćbym wyobrażała sobie milion scenariuszy, to i tak tego nie przewidzę, a życie i jeden maluch zniweczą moje wszelkie wymysły na temat macierzyństwa. W ciąży dostałam jedną dobrą radę: nie słuchaj rad innych ludzi – każde dziecko jest inne, a mamą dla Twojego dziecka jesteś właśnie Ty. I to jest prawda. To nasza historia, którą z tymi wszystkimi emocjami i doświadczeniami tworzymy każdego dnia.

  5. Wyobrażenia nijak mają się do rzeczywistości, przynajmniej w moim przypadku 😂 Pierwszy rok był taki aby przeżyć 🙈

    1. Dokładnie! Dopiero około roku zaczęło być „normalnie”, może też już się człowiek przyzwyczaił bardziej 🙂

      1. Pogodniaki!

        Zanim zostałam mamą, wiele innych mam opowiadało mi o swoim macierzyństwie. Jedne przedstawiały je w sposób zachęcający do posiadania dzieci a inne zupelnie odwrotnie. Doświadczając macierzyństwa na własnej skórze nie potrafię utożsamić się z żadną wcześniej usłyszaną historią. Każde.macierzynstwo jest inne i nie da się na nie przygotować – bo przecież nie da się przygotować na nadejście żywiołu.

        Pozdrawiam, Agnieszka

      2. Nadejście żywiołu to jest chyba najbardziej trafne określenie jakie słyszałam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *