Dajcie nam, do cholery, wybór!

W pewnych sytuacjach tak trudno jest milczeć. Starałam się, nie chciałam wywoływać burzy i kolejnej internetowej walki przekonanych z przekonanymi. Ale już dłużej nie wytrzymam, przysięgam. W tym garnku się gotowało, gotowało aż wykipiało, pokrywka spadła i koniec, muszę to z siebie wyrzucić. Zapraszam, poznaj moją historię.

To był październik, 4 lata temu. Spędzałam wtedy niespieszny poranek na włoskiej plaży, razem z moją siostrą śledząc wydarzenia w Polsce. Tego dnia odbywał się Czarny Protest, przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Wsparłyśmy protestujące dziewczyny dobrym słowem i właściwie sama nie wiem co sobie myślałyśmy. Że ten protest pomoże? Że trzeba będzie wyjść na ulicę jeszcze raz i jeszcze, i jeszcze? Trochę było mi głupio, że nie mogę być na miejscu, ale chyba chciałam mieć nadzieję, że to już ostatnia taka akcja. Że protesty nie będą potrzebne. Przecież protestowałyśmy też tydzień temu. To może już nie będzie trzeba?

Dajcie nam wybór, po prostu

Czy byłam wtedy za aborcją? Nie. Ja byłam i nadal zresztą jestem za prawem do wyboru. Wtedy, jeszcze nie będąc mamą, myślałam sobie butnie, że nikt mnie nie będzie zmuszał do tego, żebym urodziła dziecko bez mózgu albo takie, które umrze godzinę po porodzie. Wiedziałam, że to jest nieludzkie, czemu mamy skazywać kobiety na takie cierpienie? Czy nie jest wystarczającym cierpieniem diagnoza, że dziecko umrze zaraz po porodzie, że będzie miało całe mnóstwo wad wrodzonych, że nie da się go uratować? O tym sobie wtedy myślałam. Albo o tym jak można zmuszać zgwałconą kobietę do urodzenia dziecka gwałciciela? Jeśli czuje, że chce urodzić, to oczywiście, ale nikt z nas nie ma prawa stawiać się w jej skórze, nikt. Bo nikt z nas nie wie, przez co ona przechodzi. Zresztą chyba wystarczy powiedzieć, że w tym kraju ofiary gwałtów boją się zgłosić przestępstwo, bo zaraz ktoś się zapyta jak była ubrana albo czemu przychodzi dopiero teraz, przecież gdyby to był gwałt to przyszłaby od razu. Co dopiero mówić o legalnej aborcji.

Zanim wróciłam z wakacji, sejm odrzucił projekt ustawy o całkowitym zakazie aborcji. Ulga.

Sprawa jednak całkiem nie przycichła, odbywały się kolejne protesty, czasem byłam na demonstracjach, czasem nie. 

A potem nastąpił marzec 2018.

I w tym momencie historia z protestami i aborcją nabrała dla mnie nowego znaczenia, bardzo osobistego. 

Jest marzec 2018 roku, jestem pod koniec pierwszego trymestru ciąży. Dzień wcześniej miałam tzw. USG I trymestru, bardzo dokładne, mające sprawdzić ewentualne wady płodu. Oddałam też krew do przeprowadzenia testu PAPP-A, żeby dodatkowo sprawdzić czy istnieje zagrożenie, że moje dziecko może mieć zespół Downa, Patau lub Edwardsa. Tak, to nie błąd, tak chciałam napisać – moje dziecko. Wiem, że każda kobieta odbiera to inaczej i po swojemu, ale dla mnie, kiedy już otrząsnęłam się z pierwszych emocji i potwierdziłam ciążę u lekarza, to już było moje dziecko. Nawet wtedy kiedy od ginekologa usłyszałam, cytuję: “proszę w sobie jeszcze nie uruchamiać uczuć macierzyńskich”. Swoją drogą, bardzo szybko od tego człowieka uciekłam, ale to już inna historia. 

Wtedy, pod koniec marca 2018, ze łzami w oczach poszłam na krakowski Rynek, żeby krzyczeć wraz z innymi kobietami. Żeby protestować przeciwko kolejnym pomysłom o zaostrzeniu prawa do aborcji. Poszłam tam z pełną determinacją, czekając na wyniki badań, od których bardzo dużo zależało. I teraz uwaga, chciałabym zaznaczyć jedną, ogromnie ważną dla mnie rzecz:

Ja wtedy, będąc w ciąży, zrozumiałam, że gdyby te wyniki były złe, gdyby to dziecko miało szereg wad genetycznych i mogłoby nie przeżyć nawet kilku minut albo żyłoby jak roślina, to ja wcale bym nie była taka pewna co do usunięcia ciąży. Serio, NIE WIEDZIAŁABYM CO MAM ZROBIĆ, BO TO PRZECIEŻ MOJE DZIECKO. (Jeśli dla kogoś wtedy to dopiero potencjalny człowiek, zbiór komórek, płód – spoko). I wiecie co, niewykluczone, że chciałabym urodzić tylko po to, żeby zobaczyć to moje ciężko chore dziecko i się z nim pożegnać. Czy naprawdę właśnie tak bym zrobiła gdyby ta sytuacja faktycznie miała miejsce? Nie mam pojęcia, bo to byłaby chyba najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Ale wiecie co? Chciałabym móc ją podjąć. Zdecydować. Usiąść i się zastanowić – co teraz zrobić? Krótko mówiąc: CHCIAŁABYM MIEĆ WYBÓR. I nawet gdybym ostatecznie uznała, że urodzę to śmiertelnie chore dziecko, miałabym świadomość, że to ja o tym zadecydowałam. Ja, a nie smutni panowie w garniturach i człowiek z kotem

To przecież nie jest humanitarne zachowanie, jeśli kobietom noszącym w sobie tak zniekształcony płód, bez szans na przeżycie lub na życie choć względnie normalne, nie daje się możliwości podjęcia decyzji. To nie ma nic wspólnego z umiłowaniem życia i troską o nie. Bo przecież jak tylko się urodzi to nagle wszyscy odwracają głowy i zapominają. Znikąd pomocy. Dajmy więc tym kobietom wybór, żeby w tak trudnej, może najtrudniejszej sytuacji w ich życiu, nie musiały być skazane na zimne przepisy prawa. To może już trochę wyświechtane hasło i zaraz znajdzie się ktoś, kto mruknie pod nosem: o masz, ale se znalazła nowość…, ale jest wciąż niezwykle aktualne: NIE CHCESZ ABORCJI, TO JEJ SOBIE NIE RÓB. 

Szanujmy się

Rozumiem, że religia może odgrywać w życiu człowieka bardzo istotną rolę. Uważam, że to jest w porządku, szczególnie jeśli ktoś ma taką potrzebę, jeśli czuje więź z kimkolwiek “na górze” do kogo się modli. Jeżeli w ramach tej religii aborcja to największe zło i ktoś sobie nie wyobraża, że mógłby ją wykonać, to okej. Ale nie można obarczać innych tymi religijnymi nakazami, jeśli druga osoba wyznaje inną religię lub nie wyznaje żadnej. Pamiętajmy o tym i szanujmy się nawzajem. Świat nie jest czarno-biały, warto to zrozumieć. 

W tym momencie krótka dygresja, ale muszę – polecam po raz kolejny książkę “9 rozmów o aborcji”. Pisałam o niej kiedyś i być może jeszcze będę pisać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Najkrócej mówiąc, ta książka wprowadza szarości do czarno-białego świata zwolenników i przeciwników aborcji. Powinien ją przeczytać każdy krzykacz, a już na pewno każdy człowiek głosujący za delegalizacją usuwania ciąży. 

22 października Trybunał Konstytucyjny ma rozstrzygnąć czy aborcja ze względów embriopatologicznych jest zgodna z konstytucją. Można się domyślać jaki będzie wyrok: skazujący wiele kobiet, a także całych rodzin, na cierpienie. I ja nie wiem co teraz – znów wychodzić na ulicę, krzyczeć, domagać się czegoś tak oczywistego jak prawo do wyboru? Prawo, z którego chciałabym nie musieć korzystać, ale co się wydarzy w przyszłości, tego przecież nie wiem.

ciąża - dajcie nam wybór

Photo by João Paulo de Souza Oliveira from Pexels

Mogą Ci się spodobać również:

10 komentarzy

  1. Tak – szanujmy siebie i traktujemy innych ludzi jak integralne jednostki, Poza tym poznajmy podstawową wiedzę w zakresie biologii, zamiast w tych decyzjach dotyczących ustal opiera się na religii. Wiara z nauka nie ma nic wspólnego. A wiara polityka, nie może być ważniejsza, niż tworzenie kraju w duchu dobra dla obywateli.

  2. Mam córkę, którą kocham odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży. I uważam, że kobieta, która chce dokonać aborcji na zdrowym dziecku, bo go nie chce i nie kocha – może nie być dobrą mamą. I ten maluch może mieć piekło na ziemi – taki niechciany i niekochany przez własną mamę (a może i przez tatę też). Coś mi się wydaje, że ani państwo ani Kościół nie zastąpi mu matczynego ciepła – choć chciałabym się mylić…

    1. O tak, to jest zupełnie osobny temat wg mnie, aborcja kiedy dziecko jest zdrowe. Choć i w tym przypadku kobieta powinna móc wybrać.

  3. Zgadzam sie w 100% to jest w ogole jakis chory zart, że trzeba przekonywaco tym ze nasze ciało nalezy do nas i walczyc o prawo do decydowania o nim!

  4. „Wybór” – o to się właśnie rozchodzi! Czy zrobiłabym sobie aborcję? Dzisiaj mówię „nie”, niezależnie od okoliczności, ale każda kobieta (nawet ja) powinna mieć wybór! Bo dzisiaj jest tak, a jutro może być inaczej…

  5. Mam takie samo podejście. To, że mamy wybór to nie znaczy, że kobiety nagle ochoczo zaczną usuwać ciążę. Każda kobieta ma swój rozum, serce, emocje i to od niej zależy jak w takiej ciężkiej sytuacji postąpi.

  6. Podpisuję się pod tym postem, zgadzam się z każdym Twoim zdaniem w tym tekście. I jest mi przykro, że w tym kraju w ogóle takie dyskusje mają miejsce, zwłaszcza że odbiera się w nich głos tym, których to dotyka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *