Inspirujące mamy, czyli czas na relaks!

Podczas studiów czasem wpadała mi w ręce uczelniana gazetka, w której zazwyczaj znajdowały się wywiady z ekstra turbo studentami, robiącymi milion rzeczy na raz i to jeszcze wszystkie najlepiej, bo tu stypendium rektora, tu nagroda w konkursie, niezliczone pasje, tacy ludzie-widma. Nikt ich nie znał, nie wiadomo z której choinki się urwali, opowiadają jakieś niestworzone historie. I tak sobie pomyślałam, że na wypadek gdybym po moim urlopowym poście wydała się komuś takim studentem-widmo obecnej sytuacji życiowej (matka, która ma czas dla siebie – czy to nie oksymoron aby?), mam coś na swoją obronę. A właściwie nie coś, tylko kogoś, uściślając – trzy przeciekawe kobiety, inspirujące mamy, które znajdują czas dla siebie i zgodziły się o tym opowiedzieć. A zatem oddajmy im głos 🙂

Mój kawałek rzeczywistości – Szczęśliwa Siódemka

Zacznijmy od Martyny, autorki bloga Szczęśliwa Siódemka, mamy dwójki chłopców. Jej ogromną pasją jest pisanie. Marzyła o napisaniu książki, okazało się jednak, że pomysł na fabułę jest w stanie zapełnić pięć książek 🙂 Pierwszy tom jest już prawie gotowy – dlatego jeśli jest tu z nami jakiś wydawca to proszę o pilny kontakt z Martyną, ta powieść to na pewno będzie hit! A jeśli macie inne pytania do autorki, śmiało możecie się z nią kontaktować, chętnie odpowie na wszystkie wiadomości 🙂

Bywa tak: wsiadamy do samochodu, mąż za kierownicą, ja obok. Dzieci w fotelikach z tyłu. Wyciągam z torebki długopis oraz jeden z licznych zeszytów. Z przyjemnością zanurzam się w świecie mojej książki, zagłębiam się w przeżycia bohaterów. Być może to jedyna okazja w ciągu tego dnia. Piszę nieprzerwanie, odkładam długopis tylko wtedy, gdy jedziemy wyboistą drogą i litery stają się nieczytelne.

Bywa też tak: dzieci śpią, ja siadam przy komputerze i dokańczam rozdział, którego pisanie przerwałam wcześniej, bo coś mnie od niego oderwało. Rozdział zamknięty, następnego już nie zaczynam, wyłączam komputer i idę spać. Wiem, że rano nie pośpię za długo, wolę zatem nie siedzieć po nocach.

Bywa i tak, że nie mam czasu na pisanie, ale mogę pogrążyć się w myślach. Układam kolejne sceny zmywając naczynia, zbierając owoce w ogrodzie, zdarza mi się to nawet podczas zabawy z dziećmi, o ile nie jest za bardzo angażująca 🙂 Potem, w wolnej chwili spiszę to, co ułożyłam.

A jak to się zaczęło?

Właściwie to najpierw pisałam, a później zostałam mamą 🙂 Tuż po urodzeniu pierwszego synka byłam tak pochłonięta nową rolą życiową, że nawet nie myślałam o pisaniu. Co najwyżej zdarzało mi się czasem zaintrygować znajomych ciekawym statusem na Facebooku 😀 Pojawiały się wtedy pytania: czy nie myślałam o prowadzeniu bloga? Niedługo później, gdy Robert miał trzy miesiące, a ja znajdowałam coraz więcej chwil dla siebie, założyłam blog Szczęśliwa Siódemka. Pisałam głównie o Robercie i o sobie jako mamie, ale szybko zaczęły się tam pojawiać również inne tematy.

Powieść, nad którą pracuję w tej chwili, zaczęłam pisać tuż przed urodzeniem Michała. Pierwsze rozdziały pisałam w szpitalu, w zeszycie, gdy malutki zasypiał 🙂 Mąż zaoferował, że w wolnej chwili przepisze moje rękopisy, mogłam więc bez obaw pisać ręcznie tyle, ile chciałam. Zapisałam w sumie cztery zeszyty.

Wierzę, że moje dzieci będą mogły kiedyś powiedzieć, że ich mama jest pisarką. Nawet jeśli nie odniosę sukcesu, cieszę się, że mam taki kawałek rzeczywistości, który jest tylko mój, nie ma większego związku z byciem mamą. I gdy dzieci dorosną i zaczną żyć swoim życiem, ja nadal będę miała ten mój kawałek rzeczywistości, to moje pisanie.

Martyna Pawłowska-Dymek, Szczęśliwa Siódemka

Dajcie sznurek, szybko!

Tylko nie do mnie z tym sznurkiem, bo ja to wiecie, w plastyczne rzeczy nie umiem kompletnie! Za to Karolina Borycka, podwójna mama prowadząca blog Z kubkiem kawy oraz stronę Dać Babie Sznurek, robi to przecudownie. A jak pięknie o tym również opowiada, ho ho, przeczytajcie sami:

Pobudki co dwie godziny i ciągłe zgadywanie o co tym razem prosi maluszek. No dobra, napiszę: początki łatwe nie były. Ale mam też dobrą wiadomość. Droga Mamo, proszę się nie przejmować, bo z czasem pojęcie „czas wolny” i Ciebie będzie dotyczył. No przecież w jakiś sposób musisz sobie naładować akumulatory pozytywną energią, dobrym samopoczuciem. Tak naprawdę sposobów na to jest bardzo dużo. Ty sama wybierasz i możesz nawet zacząć robić coś na próbę, aby po miesiącu stwierdzić, że przerzucasz się na coś w zupełnie innym stylu. A kto Matce na pełny etat zabroni. 

Te słowa są właśnie od takiej osoby, która sama sobie wymyśliła zadanie, aby mieć odskocznię od pampersów, ale też domowej rutyny: obiady, mycie okien, pranie… To lecimy dalej z tym tematem. Może kogoś zainteresuje moje rękodzieło, może ktoś się skusi, a może dopiero z tego wpisu dowie się, że sznurek ma potencjał. 

Pewnie teraz sobie myślisz, że to nie dla Ciebie, że na rękodzieło trzeba mieć ogrom czasu. No, ja się z tym zgadzam, ale przecież nikt nie zmusza Cię żeby to robić w hurtowych ilościach. Zorganizuj sobie mały warsztacik i tam nawet co drugi dzień popleć ze sznurka. Sama próbowałam wielu technik, ale w ostateczności skupiłam się na hafcie krzyżykowym i makramie. Haftem krzyżykowym robię tylko dla siebie, aby zorganizować sobie wystrój domu w wiejskim klimacie. Ostatnio na ścianę wjechał bukiet z polnych słoneczników. Mnie to cieszy, daje mi to siłę, aby zmierzyć się z problemami dnia codziennego. To moja odskocznia, to mój mały świat zamknięty w sznurku. Ja to kocham, ja nie mogę się doczekać aż kurier przyjedzie z nową dostawą sznurków. Mam też takie marzenie, aby moje prace wędrowały w świat (no przynajmniej poza granice mojego powiatu:)), aby udawało mi się znaleźć osoby, które czują ten sam klimat co ja. Dlatego pojawiła się moja strona na fb o wdzięcznej nazwie „Dać babie sznurek„. Tak trochę w chłopsko-wiejskim klimacie. Ile ja się nad nią nagłówkowałam, to tylko ja sama wiem. Ale odważyłam się pokazać to, co sama robię w zaciszu mojego domu. Niech inni oglądają, komentują, dowiadują się, że tu się tworzy. Każda moja praca „słyszała” niezliczoną ilość razy słowo „ma-mo”. Tak, tak, bo gdy prawie na cały dzień zostajesz sama z dwójką dzieci, to stajesz się ich superbohaterką, która umie naprawić zabawkowy samochodzik, zrobić pyszny obiad i rozwiązać każdy konflikt (a one w jakiś dziwny sposób wciąż się mnożą). Piszę to z perspektywy osoby mieszkającej na wsi, gdzie życie matki toczy się zupełnie innymi torami. Brak żłobków to ogromna przeszkoda, aby wyjść z domu, ale można ogarnąć to na swój sposób, aby poczuć się dowartościowaną. Mnie to wszystko dają sznurki. 

Karolina Borycka, Dać Babie Sznurek

HR Mama – macierzyństwo to dopiero początek!

inspirujące mamy – HR Mama

A na koniec kilka rad od HR Mamy, czyli Zofii Sidorowicz-Janeczko. Zofia prowadzi blog HR Mama i swoją stronę na Facebooku, jest mamą dwóch chłopców i pokazuje, że macierzyństwo to dopiero początek kariery zawodowej! Zofia przygotowała dla nas, mam, kilka świetnych rad:

Macierzyństwo nie musi być końcem kariery zawodowej, szczególnie jeżeli to, co robiłyśmy przed ciążą sprawiało nam przyjemność i było naszą pasją. Poniżej znajdziesz listę kilku sprawdzonych metod na to, żeby cieszyć się macierzyństwem i być przygotowaną do powrotu do pracy:

1. Słuchaj podcastów ze swojej branży – kiedy dziecko śpi, podczas spaceru, mycia naczyń czy nawet kiedy maluch bawi się obok na macie, Ty w tle możesz posłuchać czegoś wartościowego.
2. Oglądaj i słuchaj webinarów – obecnie jest zatrzęsienie darmowej, specjalistycznej wiedzy. Dobrze jest wcześniej sprawdzić, czy na pewno prowadzący zna się na poruszanym temacie, ale jeżeli tak to korzystaj! Podobnie jak z podcastami, często takiego webinaru wcale nie trzeba oglądać wystarczy go posłuchać.
3. Czytaj branżowe artykuły – z tym może być trudniej, bo kiedy znaleźć chwilę na czytanie? Znajdź kilka branżowych portali, może czasopism i regularnie sprawdzaj co ciekawego publikują. Wybieraj sobie najbardziej wartościowe artykuły i to je czytaj. Kiedy? Może podczas karmienia malucha będzie dobry moment?
4. Oglądaj seriale w oryginalnej wersji językowej – oczywiście jeżeli chociaż minimalnie znasz dany język 😉 Jeżeli znasz trochę, to zawsze możesz sobie włączyć oryginalne napisy. Wtedy osłuchasz się z językiem, nauczysz nowych sformułowań i słówek, a przy tym nie będziesz miała wyrzutów sumienia, że mogłaś zrobić coś innego.
5. Poszukaj innych Mam i się z nimi spotykaj, a kiedy się spotkacie, chociaż troszkę porozmawiajcie o czymś innym niż dzieci. Postarajcie się wzajemnie wspierać i motywować, a może nawet uda Wam się troszkę porozmawiać po angielsku?
6. Niczego sobie nie narzucaj! To jest najważniejszy punkt. Nie rób sobie „planu nauki”, nie zakładaj, że przeczytasz X książek, czy zrobisz kurs online w tydzień. Ten czas jest dla Ciebie i dla dziecka i jest on bezcenny, bo Twój maluch drugi raz taki malutki nie będzie. Nie rób sobie też wyrzutów, nie złość się na dziecko, że Cię potrzebuje. Przeczytanie ciekawego artykułu czy książki może być lepsze od umytej podłogi, ale na pewno nie jest warte ani chwili frustracji.

Zofia Sidorowicz-Janeczko, HR Mama

Mam nadzieję, że macie ochotę na więcej takich inspirujących opowieści, bo kolejna część już wkrótce! 🙂 Inspirujące mamy łączcie się! 🙂

PS: Chcesz coś dodać od siebie? Pokazać, że więcej jest mam, które znajdują czas na rozwój swoich pasji albo po prostu zwykły relaks? Daj znać na natalia@zcukremalbowcale.com, zainspiruj inne mamy!

Mogą Ci się spodobać również:

12 komentarzy

    1. Ja często gęsto uciekam na chwilę na rower,wracam do domu zrelaksowana i zupełnie inaczej mi się prowadzi dialog z dzieckiem;))) taka chwila dla mnie

    1. Dokładnie! Ja tak mam i podpisuję się rękami i nogami 🙂 Im mniej masz czasu, tym więcej zrobisz!

    1. Jaki dopracowany post! Podobały mi się wszystkie trzy opowieści, a chyba najbardziej konkretne rady HR Mamy. Dla mnie najgorsze są wyrzuty sumienia, kiedy znajdę już ten czas dla siebie. Mimo wszystko staram się to celebrować z radością i maksymalnie to wykorzystać:). Pozdrawiam wszystkie mamy!

      1. Właśnie, te wyrzuty sumienia to coś, czego absolutnie nie powinnyśmy mieć, dlatego uważam, że im więcej takich historii, tym lepiej (niedługo druga część!) 🙂 Dziękuję za miłe słowa!

  1. Bardzo lubię takie inspirujące opowieści, zwłaszcza o kobietach, które działając lokalnie zmieniają swój świat. Ostatnio nawet przeczytałam pewną książkę, w której autorka zebrała 13 historii 14 fascynujących i bardzo inspirujących kobiet, które robią fantastyczne rzeczy i kreują dzięki nim świat, w którym one same chciałyby mieszkać. Jeśli masz ochotę, zapraszam na mojego bloga – napisałam o niej parę słów. Uściski, Kasia

  2. Oj też pamiętam te studenckie gazetki i zawsze się zastanawiałam, skąd Ci ludzie się biorą. Dla mnie byli cyborgami. Ale teraz, kiedy ogarniam milion projektów na raz wiem, że się da. 😉

    1. Czasem żałuję, że nie zorientowałam się wcześniej, że oni naprawdę istnieją 😛 Teraz faktycznie widzę, że się da, tylko te x lat temu priorytety były nieco inne 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *