Instynkt macierzyński czy instynkt zabójcy?

Czeka się na nie długo. Odlicza się każdy tydzień, przetrząsa internety i mądre książki w poszukiwaniu informacji co teraz dzieje się z naszym bobasem. Już bije serduszko! Już ma rączki! O rany, od tego tygodnia wykształcają się paznokcie! Wszyscy z niecierpliwością czekają na nowego człowieka. Nikt chyba wtedy nie przypuszcza, że przy okazji wraz z przyjściem na świat dziecka, narodzi się również całkiem nowa kobieta.

Nie dajcie się zwieść, pewnie nie będzie to widoczne od razu. Może przez dłuższy czas reszta rodziny się nawet nie zorientuje, że mieszka pod jednym dachem z bezwzględną Cruellą de Mon.

Nie wiem czy to normalne, być może do normalności tu daleko, ale cóż. Nie będę udawać, że po porodzie li tylko łagodność bije z mej twarzy i jakem Matka Polka muchy bym nie skrzywdziła, gdyż to stworzenie żywe jest i prawo ma by szczęśliwą być.

Wręcz przeciwnie

Otóż uaktywnił mi się, schowany gdzieś w najgłębszych zakamarkach umysłu i nie dający o sobie wcześniej znać, instynkt zabójcy. A konkretnie to wpadam w dziki szał kiedy ktoś dopuszcza się czynności zagrażającej w jakikolwiek sposób drzemce mojego syna. Młodym rodzicom nie muszę tłumaczyć czym grozi niewyspanie tudzież przedwczesne wybudzenie malucha. Żaden komentarz tego nie odda. Żaden.

Sąsiad z wiertarką

Usypiam Szymka przez pół godziny. Chce bidulek zasnąć, ale nie może, coś go męczy (konia z rzędem dla kogoś, kto wie co), a przy okazji zmęczona jestem ja, moje ręce i kręgosłup. W końcu się udaje, wstrzymując oddech wychodzę z pokoju i wznoszę modły o nieskrzypiącą podłogę i żeby nie strzeliło mi w kolanie, bo całe misterne usypianie diabli wezmą. Rozsiadam się wygodnie na kanapie, ledwo przymykam oczy i robię głęboki wdech, a tu…WRRRRRRRRR. Nosz k*rwa! Serio, wiertarka o 8 rano w sobotę? Dajcie mi tu tego człowieka, zaraz mu rozwalę łeb, no przecież ja tu dziecko położyłam spać dopiero co! Znika łagodna mamusia, gugająca do swojego bobaska “aaa kotki dwa, śpij moje najdroższe serduszko”, a pojawia się wredny babsztyl obmyślający plan zemsty. Z gracją Jacka Gmocha rysuję w myślach schemat – on wyjdzie z mieszkania tędy, ja się zakradnę tutaj, wtedy sąsiad z drugiego będzie wynosił śmieci odwracając uwagę, a dziad od wiertarki pogrąży się w błogim niebycie po ciosie od rozwścieczonej matki, której dziecko obudziło się po 10 minutach drzemki.

Dokładnie w ten sam sposób chcę zatłuc listonosza, który dzwoni jak oszalały, jakby to miało przyspieszyć moje podejście do drzwi. Nie, panie listonoszu, nie przyspieszy. Szczególnie jeśli przed otwarciem muszę uspokoić właśnie obudzone i płaczące dziecko. Może pan zadzwonić do swojego szefa i powiedzieć, że zostaje pan dzisiaj u mnie i będzie przez resztę dnia zabawiał buczące i marudzące przez niewyspanie dziecko?

No właśnie. Przez resztę dnia. Wyobrażacie sobie jak musi wyglądać dzień, kiedy 2 (słownie: dwie!) minuty po zamknięciu oczu dziecko zostaje wybudzone przez hulający za ścianą młot pneumatyczny czy inne cholerstwo, a następnie przez półtorej godziny stara się zasnąć i chciałoby, ale nie umie? I co się dzieje dalej, kiedy plan dnia idzie sobie najzwyczajniej w świecie w diabły? Po głowie chodzi mi jedno – morderstwo w afekcie. Ciekawe czy sąd wziąłby pod uwagę działanie w obronie własnej. Jeśli ma własne dzieci to niewykluczone, że tak.

Morderczo skrada sięęęę

Piękna, wiosenna pogoda, spacerek jak marzenie. Niemowlę w końcu śpi jak niemowlę, w uszach audiobook, ponętny głos Agnieszki Dygant prowadzi przez meandry mrocznej opowieści, aż tu nagle… “Stary, dobra fucha, nie ma lypy!!!”. Bach. Oczy otwarte, grymas na twarzy, już wiem co się święci. Zaczynam nerwowo bujać wózkiem, a tego gogusia z podkręconym volume pragnę obudować w dźwiękoszczelny skafander.

 

 

 

 

 

Dobrze, że człowiek prędzej czy później czegoś tam się na swoich błędach (właśnie – szkoda, że na swoich) nauczy. W związku z tym, będąc w stanie skrajnej desperacji, podczas oczekiwania na przyjście fachowca, który miał naprawić usterkę, piszę kartkę na drzwi z prośbą żeby pukać, a nie dzwonić. Zadziałało i tym samym fachowiec szczęśliwie uszedł z życiem.

(Mam nadzieję, że nie jestem sama w tych swoich morderczych zapędach. Dajcie znać jak to jest u Was!)

11 odpowiedzi do “Instynkt macierzyński czy instynkt zabójcy?”

  1. Już teraz mniej mam okazji to palącego spojrzenia córka ma siedem lat wiec to ona najczęsciej wyprowadza mnie z równowagi tekstem nudziło mi się więc pomalowałam papier toaletowy co tam papier blat tez przy okazji.

  2. Mi się instynkt mordercy włącza tylko i wyłącznie po imprezach póki co 😀 ale wierze na słowo że moze sie uruchomic

  3. Zapędy rozumiem, ale czy warto im ulegać? 😉 Życie jest jakie jest i nie warto oczekiwać, by inni dostosowywali się do tego, że akurat masz dziecko – sąsiad chce powiercić rano? Proszę bardzo. Twoje dziecko może baaaardzo długo i głośno zasypiać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *