„Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały”, J. Faber i J. King

Obiecałam niedawno, że napiszę więcej o książce “Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały”, autorstwa Joanny Faber i Julie King. Nie mogłam przejść obok niej obojętnie i poprzestać na krótkiej notce w „Cukrze do kawy„. Dziś, zgodnie z obietnicą, kilka przemyśleń na temat tej książki 😉

Książka “Jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły”, Adele Faber i Elaine Mazlish, jest już kultowa. Powstała w 1980 roku i była wielkim odkryciem dla wielu rodziców. Córki autorek, kiedy same stały się mamami, postanowiły napisać swoją, odświeżoną wersję. 

Joanna i Julie prowadziły warsztaty dla rodziców. Książka powstała na bazie tych warsztatów, co było według mnie świetnym pomysłem. Czytając można się poczuć trochę jak ich uczestnik. Przede wszystkim widać jakie wątpliwości mieli inni rodzice (często czytając miałam tak, że myślałam sobie “przecież to nie zadziała”, przewracałam stronę i okazywało się, że dokładnie tak samo myśleli inni rodzice uczestniczący w warsztatach!). Zawsze pod koniec rozdziału lub opisywanej metody pojawiają się historie poszczególnych rodziców i można zobaczyć jak to wszystko zadziałało w praktyce. 

Bardzo mi się podoba, że autorki zdają sobie sprawę, że rodzice mogą mieć zły humor albo nie mieć siły. Padają często słowa “możesz użyć tej metody, jeśli masz dobry humor”. Proponują też jak można coś powiedzieć żeby nie wywołać awantury, ale jednak żeby nie trzeba się było za bardzo wysilać, kiedy sami mamy gorszy dzień. 

Autorki nie zgrywają ą, ę, specjalistek od wychowania. Pokazują, że im też zdarzało się zareagować nie tak, jak by chciały. Zdarzało im się krzyknąć na dziecko. Zdarzało im się tracić nerwy. Jak wszystkim rodzicom. To bardzo budujące, kiedy nie czuje się podczas czytania takiej bariery ekspert-rodzic. Nie czujesz, że “musisz”, a to niezwykle ważne. Jest też cały rozdział poświęcony uczuciom rodziców. Wyjątkowo wspierający i potrzebny.

Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały?

Przejdźmy jednak do konkretów jeśli chodzi o samą treść książki. Oczywiście całej jej tutaj nie przytoczę, ale może chociaż dam Wam wyobrażenie cóż to za niezwykłe metody rozmawiania z dziećmi są w niej prezentowane. Otóż najważniejszą zasadą jest szacunek i akceptacja uczuć dziecka. To bardzo pomaga, pisałam już o tym w gościnnym wpisie całkiem niedawno. Ważne jest również aby zrozumieć, że złe zachowanie dziecka nie bierze się z sufitu albo z tego, że dziecko jest “po prostu niegrzeczne”. Za tym zachowaniem zazwyczaj coś się kryje, naszą rolą jako rodziców jest odkrycie co dokładnie. 

Podstawowe narzędzia

Cała pierwsza część książki poświęcona jest narzędziom, jakie pozwolą nam opanować większość trudnych i kłopotliwych sytuacji. Reszta to konkretne przykłady, bazujące wciąż na narzędziach takich jak: 

  • akceptacja uczuć (w różnych formach – słownie, na piśmie, rysunkowo)
  • żartowanie – wydawanie poleceń głosem robota, udawanie przedmiotów (“jestem samotną skarpetką, włóż we mnie stopę!”)
  • dawanie wyboru (“Czy chcesz ruszyć do wanny w podskokach jak króliczek czy podpełznąć jak krab?”)
  • wyrażanie również swoich uczuć (np. “nie podoba mi się popychanie innych ludzi”)

Jest też narzędzie pt. metoda rozwiązywania problemów, które skradło moje serce. Jeszcze nie wypróbowałam go w praktyce, mam też pewne wątpliwości czy “zadziała” na dwulatku, ale kiedyś skorzystam z niego na pewno! W skrócie jest to metoda, którą stosuje się w spokojnym momencie. Nie wtedy, kiedy dziecko się wścieka i krzyczy, tylko jak już ochłonie, może nawet następnego dnia. Zapisujemy na kartce problem i proponujemy rozwiązania – zapisujemy propozycje nasze i dziecka, nawet jeśli są totalnie od czapy. Jeśli dziecko nie umie czytać, możemy dorysować obrazki. Na początku piszemy wszystko, a potem po kolei wykreślamy jeśli np. coś nam się nie podoba albo jest zbyt abstrakcyjne i tak metodą kompromisu dochodzimy do rozwiązania problemu. Następnym razem kiedy zdarzy się podobna sytuacja, będziemy już razem z dzieckiem wiedzieli co robić. Jednym z przykładów podanych w książce był uciekający na parkingu chłopczyk – ustalili wspólnie z mamą, że będzie ją trzymał pod rękę żeby mama się nie bała i żeby nic jej się nie stało. Od tamtej pory mama nie miała już problemów z uciekającym maluchem.

To nie są oczywiście wszystkie narzędzia, w książce znajdziecie ich jeszcze więcej! I całe mnóstwo przykładów jak sprawdzają się w praktyce.

W książce są też rozdziały poświęcone dzieciom ze spektrum autyzmu oraz konkretnym sytuacjom: kiedy dziecko jest nieśmiałe, kiedy skarży, histeryzuje w sklepie, nie chce jeść, wkurza się przed wyjściem z domu, kłamie, boi się lekarza, nie chce sprzątać, bije inne dzieci.

Podsumowując, polecam tę książkę naprawdę każdemu rodzicowi dziecka w wieku od 2 do 7 lat. Będziecie w szoku jak narzędzia opisane w niezwykle lekki i humorystyczny sposób, są w stanie zmienić trudne sytuacje w życiu Waszym i Waszych dzieci. Enjoy!

Czytałaś_eś już „Jak mówić żeby maluchy nas słuchały”? Jak wrażenia? Co działa, co się nie sprawdza? Daj koniecznie znać w komentarzu!

Uważasz, że ten artykuł jest wartościowy i może się komuś przydać? Udostępnij go! Możesz np. kliknąć w ikonę Facebooka poniżej 😉

Mogą Ci się spodobać również:

6 komentarzy

    1. Ja myślę, że niektóre fragmenty to nawet w komunikacji z dorosłymi się przydają. Dla starszej młodzieży jak najbardziej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *