Kalafior ciążowy czyli czego brakuje kobiecie w II trymestrze

Po trudach pierwszego trymestru i jego hasłem przewodnim “albo z kacem, albo wcale” liczyłam na powrót do normalnego życia. Na tyle, na ile można wieść normalne życie będąc w ciąży rzecz jasna.

Muszę przyznać, że po części się to udało.

Wachlarz fizjologicznych odchyleń od normy zaczął znikać, na horyzoncie majaczyły poranki bez rozpaczania na niesprawiedliwość losu (“niby nie mogę pić, a mam kaca jak stąd do Nowego Jorku”), iskierka nadziei była coraz jaśniejsza.

I tutaj można by zakończyć stwierdzeniem jakże mało odkrywczym, że trymestr numer dwa to ten najlepszy dla kobiety, tiruriru etc.

Niewątpliwe mógłby być najlepszy, gdyby nie jeden szczegół. Dla jednych bardziej istotny, dla innych wcale. Ja się może za bardzo czepiam, ale miło by było gdyby wraz z dolegliwościami początku ciąży nie zniknął mi również…

mózg.

Tak. Mózg.

Ja rozumiem roztargnienie, hormony, wahania nastrojów, zachcianki, nie wiem co tam jeszcze. Ale na litość boską, żeby pozbawiać kobietę mózgu?! Jak ja mam się poruszać po mieście, pracować, spotykać ze znajomymi, skoro mój mózg zamienił się w rozgotowany kalafior? Kalafior, który nie kontroluje pewnych zachowań, inne podstępnie podsuwa, a większość z nich można skomentować trzema literami: WTF.

Wychodzę na grilla. Biorę bluzę żeby nie zmarznąć i kurtkę, w razie jakby miało padać. Miałam iść w rozpinanym swetrze, ale nie chcę żeby zyskał zapach wędzonki, bo dopiero co go wyprałam. Kurtkę wrzucam do torby, bluzę mam w ręce, wychodzę. W połowie drogi na przystanek orientuję się, że… mam na sobie sweter. Tak, TEN sweter. A to, że akurat mamy jakieś 14830 stopni Celsjusza? No cóż.

Na tego samego grilla miałam początkowo dojechać prosto z pracy. I tym samym chwilę się na niego spóźnić. W tym samym czasie w gronie znajomych toczy się dyskusja kto ma przynieść grilla i że najlepiej gdyby to był ktoś, kto się nie spóźni, żeby już go zdążyć rozpalić. Co robię? Oczywiście piszę, że ja mogę go kupić i wziąć ze sobą (przecież taka jestem miła i uczynna). A że od początku było wiadomo, że się spóźnię? No comment.

Nastawiam budzik na 7. Zamiast na 6. I przy nastawianiu szczerzę się do telefonu, że jeszcze tyyyle godzin snu. Budzę się i biegnę na jednej nodze na tramwaj. Bez śniadania, bez makijażu, dobrze, że chociaż się zdążyłam ubrać.

Umawiamy się na quiz muzyczny (na którym swoją drogą też dziwnym trafem mózg się ulatnia, ale przecież już nikogo to nie dziwi). Quiz jest we wtorek. Natalia oznajmia, że absolutnie nie da rady, ponieważ w piątek ma wizytę u lekarza. Nikt się nie odzywa. Chyba myślą, że ma to jakiś związek, choć nie znalazł się ochotnik do rozwiania wątpliwości i zadania kluczowego pytania “no i co z tego, że w piątek?”. Po dobrych kilku dniach doznałam olśnienia i przebiło się przez chyba coraz mniej pozwijane zwoje, że wizyta w piątek i quiz we wtorek, choćby bardzo chciały, to raczej nie mają jak ze sobą kolidować. Hmm.

Mama wysyła zdjęcie ubranek, które zakupiła dla swojego nienarodzonego wnuka i pyta czy ładne. Dwa body zapakowane razem, widać po kawałku każdego, żeby nie trzeba było rozpakowywać chcąc się dowiedzieć jakie mają kolory i wzory. Na opakowaniu zdjęcie uśmiechniętego bobasa i zdjęcie tzw. poglądowe, w razie jakby ktoś nie umiał czytać to żeby się zorientował, że ubranka są dwa. Oczywiście widać od razu, że kolory różnią się znacząco od tych, które są faktycznie w opakowaniu. Moje pytanie? Tak, to nie żart – jakie są naprawdę kolory – te widoczne w opakowaniu, czy te na zdjęciu. Mama była na tyle uprzejma, że nie zapytała czy przypadkiem nie znajduję się w stanie upojenia alkoholowego lub czy po prostu mi się nie pogorszyło. Po dłuższej chwili dociera do mnie idiotyzm tego pytania.

Do tego dochodzi oczywiście cała masa mniej spektakularnych sytuacji, których szkoda nawet komentować, a które sprawiały, że czułam się jakby serio mój mózg lewitował sobie gdzieś nade mną i miał niezły ubaw z robienia ze mnie tzw. wariata.

I tu przydałby się człowiek od papryki, który jak nikt umie wygłosić kluczową w takich sytuacjach kwestię: panie premierze, jak żyć?

3 Replies to “Kalafior ciążowy czyli czego brakuje kobiecie w II trymestrze”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *