Kanapowe rozterki czyli uczyń sobie macierzyństwo fajniejszym

W zależności od tego jak głęboko się zapuścimy w internetowe odmęty, możemy spotkać dwa zupełnie różne obrazy macierzyństwa. Od cukierkowych słodkości, uśmiechniętych buź i śliczniutkich stylóweczek po frustracje i pokazywanie “prawdziwego życia”, najprawdziwszej prawdy o macierzyństwie, które jest ciężką harówą, orką na ugorze i należy ostrzec wszystkich niedzieciatych przed tym co może ich czekać.

O co tu chodzi?

Prawda leży oczywiście nie tyle po środku, co po obu stronach – zarówno tej “cukierkowej”, jak sfrustrowanej. Ale. Wiele pewnie zaczyna się w naszych głowach i w jakimś stopniu również od nas zależy jak będziemy wspominać te pierwsze miesiące.

Kanapowcy wszystkich krajów łączcie się!

Jednym z zaskoczeń poporodowych stało się drastyczne ograniczenie przestrzeni życiowej. Nie, nie tylko do powierzchni mieszkania. Nawet nie do jednego pokoju, w którym najczęściej przebywa się z dzieckiem. Nie. Ta przestrzeń ograniczyła się do jednego mebla. Do kanapy mianowicie.

Mogłabym co prawda, mając do tego pełne prawo, opowiadać jak to zostałam uwiązana do kanapy i nic nie jestem w stanie zrobić, bo dziecko wisi na piersi przez pół dnia i co skończy jeść to chce znowu, czemu nikt nie uprzedzał, że tak będzie i jak to jest możliwe w ogóle i o matkoboskokochano! Siedzę całymi dniami i nic innego nie robię tylko karmię, to nie tak miało wyglądać, ja rezygnuję, co to w ogóle ma znaczyć.

Ale, ale! Chociaż wiem, że są dziewczyny, które w ten sposób przeryczały na kanapie pierwszy miesiąc-dwa życia swojego dziecka, ja wspominam ten czas naprawdę super. Pomijając wszystkie dolegliwości połogowe, ale o nich kiedy indziej.

Słuchajcie, no nie uwierzę jeśli ktoś mi powie, że nie chciałby nic nie robić cały dzień, a jednocześnie robić coś tak ważnego! Jeśli z Ciebie taki typ, co to długo na czterech literach nie usiedzi, możesz się początkowo czuć nieswojo. Zasadniczo niewiele w tym czasie zrobisz, nic nie ugotujesz, za bardzo też nie posprzątasz, ciężko też samą siebie doprowadzić do ładu, faktycznie trochę głupio.

Czy aby na pewno?

Otóż nie! Nie będzie w tym nic głupiego, jeśli od początku przyjmiesz założenie, że oto wypełniasz misję pt. zadbam o to, by moje dziecko nie było głodne! Od razu inaczej, prawda? I serio, ja może jakaś dziwna jestem, ale nie rozumiem narzekania na to siedzenie na kanapie. To jedyny taki czas, nigdy później już tak nie będzie. Dziecko naje się pod korek w trzy minuty i będzie się chciało bawić zamiast przytulone spędzić w ramionach mamy cały dzień. Postanowiłam zamiast niepotrzebnie się spinać, stworzyć wokół siebie prawdziwe centrum operacyjne, miejsce, z którego zarządzać światem nie powstydziłby się nawet Mózg i jego przyjaciel Pinky.

Otóż. Najważniejsza rzecz, to mieć wszystko pod ręką. Niby oczywiste, ale dla kobiety po porodzie i jej szalejących hormonów niekoniecznie. Na szczęście na własnych błędach człowiek uczy się najszybciej, sprawnie zatem opanowałam logistykę i zarządzanie dobrami niezbędnymi do godnego przeżycia dnia w centrum zarządzania kryzysowego. Najważniejsze są, wiadomo, jedzenie i picie. W końcu jakoś trzeba uzupełnić te 500 kalorii, które pochłania karmienie piersią, poza tym nie oszukujmy się, kto nie lubi czegoś przekąsić dla zabicia czasu. Nie jestem skora do dawania rad, ale na taką jedną malutką sobie pozwolę – uważajcie na ciastka i wybierajcie raczej takie mało kruszące się.

Druga istotna rzecz – pilot od telewizora. Naprawdę z rozrzewnieniem wspominam czasy noworodkowe mojego syna i jego kompletny brak zainteresowania czymkolwiek, jakimkolwiek dźwiękiem tudzież światłem. Znałam na pamięć program telewizyjny kilku kanałów, wiedziałam co po czym i który odcinek, byłam na bieżąco w sprawach politycznych, gospodarczych i ekonomicznych w kraju i na świecie. Czy mogłam przypuszczać, że kilka miesięcy później karmić najlepiej będzie w mysiej dziurze żeby ograniczyć ilość bodźców skutecznie rozpraszających to małe stworzenie, a telewizor stanie się po prostu czarną ozdobą ściany?

Bardziej od telewizora cenię sobie jednak komputer, bo ja czytająca bestia jestem. Abonamenty na gazety, książki i wszystko co da się czytać stanowiły podstawę mojej egzystencji. W sumie nadal stanowią, ale teraz istnieje ryzyko, że czytając jedno zdanie za dużo narażę moje coraz szybciej przemieszczające się dziecko na uszczerbek na zdrowiu, a tego bym nie chciała. Wtedy takiego ryzyka nie było i czytać mogłam do woli. A że mobilność miałam w tym czasie raczej średnią, posiłkowałam się wersjami elektronicznymi, nie zapominając oczywiście o książkach, których stosik leżał zawsze w zasięgu ręki.

No i telefon, wiadomo. Kontakt ze światem ważna sprawa, co tu dużo gadać.

Z tak przygotowanym zestawem można sobie swobodnie spędzać czas w pierwszych tygodniach życia najmłodszego członka rodziny. Bez zrzędzenia, że Wam się obszar do życia zmniejszył. A czy pisałam już, że ten moment karmienia na kanapie może być jedyną chwilą ciszy w ciągu dnia, przerywaną płaczem podczas kolek? O ile trafi Wam się kolkowe dziecko rzecz jasna, czego nie życzę, no ale cóż, life is brutal. Jeśli nie pisałam to robię to teraz, na zakończenie. Delektujcie się ciszą, wypitą w spokoju kawą, przeczytanymi książkami i miękkością kanapy. I bez narzekania. Odmaszerować, wykonać! 😉

 

12 odpowiedzi do “Kanapowe rozterki czyli uczyń sobie macierzyństwo fajniejszym”

    1. Tak, pozycja leżąca jest super! Ja niestety po cc nie od razu byłam w stanie się dobrze do niej ułożyć, dlatego na początek głównie kanapa 🙂

  1. U mnie jakoś tak ciężko nie było. Może nocki cięższe, bo akurat u młodszego ząbkowanie. Jednak ja staram się znaleźć równowagę i czas na wszystko: dla dzieci i dla siebie. Do kanapy uwiązana nie jestem 🙂 Telewizji oglądam bardzo mało. Czesciej o sprawach na świecie czytam w sieci.

  2. Bardzo interesujący wpis. Bardzo dobrze napisany – czyta sie go szybko i lekko. Nie mam jeszze dzieci – bo dopiero studiuje. Ale takie motywujace teksty zostana mi gdzies w glowie i gdy bede w takiej sytuacji z pewnoscia do nich wroce. 🙂

    1. Dziękuję 🙂 haha, warto pamiętać co robić żeby sobie ułatwiać życie 😉

  3. Dobrze, że u mnie etap tego „uwięzienia” zakończył się już jakiś czas temu. Choć teraz jestem z kolei zamknięta z domu z innego powodu – a mianowicie dorabiam sobie zdalnie i muszę być „podpięta” do komputera 😉

  4. Zgadza sie ❤️ Woda, pilot, laptop- koniecznie z ładowarka 😂 i te chwile paniki- o matko, gdzie moj telefon.. na pewno gdzieś blisko, może pod kocykiem? A może pod dzieckiem 😂

  5. To jedna z lepszych rad, jakie do tej pory otrzymałam w ciąży – o ile nie najlepsza! Ustawię sobie przypomnienie, żeby po porodzie maluszka lub tuż przed nim przeczytać ten post jeszcze raz, wziąć głęboki wdech i podejść do sprawy bez spinania się. Proszę o więcej!

    1. Bardzo się cieszę! 🙂 nie jest łatwo się nie spinać, szczególnie przy pierwszym dziecku, ale ok – będzie więcej 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *