Końcowe odliczanie!

Zastanawialiście się kiedyś nad tym jak to jest, że nawet jeśli się czegoś spodziewamy, wiemy ze stuprocentową pewnością, że coś się wydarzy, na koniec i tak zwykle jesteśmy tym czymś zaskoczeni. Właściwie możemy mieć pewność, że jeśli życie może nas zaskoczyć, na pewno to zrobi. Sprawdzian w szkole, kolokwium na studiach – wiemy o nich od dwóch tygodni, a nagle okazuje się, że to już jutro! Wiadomo również nie od dziś, że alkohol w butelce kiedyś się kończy, a chciałabym zobaczyć osobę, której ten fakt nigdy nie zaskoczył.

Kończy się również ciąża. Każda. Mija sobie powolutku, im bliżej końca tym wolniej i z każdym dniem zbliża się jej koniec. Zewsząd padają pytania o to “czy coś się ruszyło?” (pisałam o tym TUTAJ), lekarz radośnie oznajmia, że “możemy rodzić!”, ale niestety (wyłączając planowane cesarskie cięcia) nikt nie jest w stanie określić kiedy dokładnie SIĘ zacznie.

Na ostatniej prostej

I tutaj dochodzimy do momentu, w którym wszystkie zorganizowane dusze dostają rozstroju nerwowego i nie, nie pomaga ciągłe powtarzanie “ty się przecież nie możesz stresować!”. Posłużę się własnym przykładem. Trzy tygodnie przed planowanym terminem porodu usłyszałam, że w zasadzie dobrze byłoby urodzić na początku przyszłego tygodnia i jest na to całkiem spora szansa. Wyszłam z gabinetu tak blada, że pani z rejestracji zapytała z troską w głosie czy coś się stało. Owszem, stało się, pan doktor mówi, że mogę już śmiało rodzić.  A ja przecież właśnie wtedy jeszcze nie mogłam, bo kalendarz na cały kolejny tydzień pękał w szwach! No jak to, mam tyle do zrobienia i co teraz? Po dłuższym czasie wyliczyłam, że mogę urodzić najwcześniej w piątek, do czwartku nie dam rady i koniec. Nie wiem doprawdy czemu rodzina i znajomi reagowali wybuchami śmiechu kiedy im to mówiłam. Nie rodzę do czwartku i proszę mi dać święty spokój.

Chcesz rozśmieszyć Pana Boga?

Czwartek szczęśliwie minął, ambitna dusza wzięła górę. Postanowiłam nie dać się zaskoczyć. Prepersi mogli się schować przy moich przygotowaniach. Nieśmiało stawiam tezę, że to nie tylko u mnie tak, że to bardziej powszechne szaleństwo u ciężarnych na ostatniej prostej. Chciałabym wierzyć, że nie tylko ja tworzyłam nowe pozycje jogi pod prysznicem po to tylko żeby nie spędzić kilku dni w szpitalu z nieogolonymi nogami. I że nie ja jedna przed położeniem się spać zastanawiałam się czy by może nie umyć włosów jeszcze raz, bo myłam co prawda rano, ale jeśli się zacznie nad ranem albo w nocy to potem już będą takie sobie. Może nie tylko ja histerycznie wręcz robiłam pranie i mimo że ledwo stałam przy desce do prasowania nie chciałam mieć żadnych zaległości, tak jakby to naprawdę miało większe znaczenie w obliczu przyjścia na świat nowego człowieka.

Co by nie mówić, kiedy nie ma się żadnych planów to żadna sztuka tak sobie codziennie o siebie dbać, rozmyślać, szykować się. Bo przecież jak się siedzi przez dwa tygodnie jak na bombie, to jak tu cokolwiek zakładać? Dodać należy, iż dziwnym zbiegiem okoliczności te ostatnie dwa tygodnie trwają w rzeczywistości prawie pięć razy tyle, tylko kalendarz nas oszukuje. On w podstępny sposób wyczuwa końcówkę ciąży i przeprowadza jakieś machloje żeby je jak najbardziej wydłużyć. Co prawda nie zrezygnowałam w tym czasie z biegania po mieście w tę i z powrotem, ale jednak przyznać muszę uczciwie – załatwiania żadnych większych spraw w pojedynkę się nie podejmowałam.

Opowiedz mu o swoich planach!

Aż któregoś razu stwierdziłam, że muszę, bo się uduszę. Urodzę po terminie jak znam życie, a przesiedzę jak ćwok ostatnie chwile kiedy mogę być sama ze sobą. Wtedy zaplanowałam sobie na wtorek robienie dżemu jabłkowego. A w poniedziałek przeszłam w przybliżeniu pół miliona kilometrów, z czego sporą część po schodach, taszcząc nowiutkie, świeżo kupione słoiki. We wtorek rano już wiedziałam – o robieniu przetworów mogę dziś zapomnieć.

A co robiłam we wtorek zamiast dżemu możecie przeczytać -> o tutaj 🙂

6 odpowiedzi do “Końcowe odliczanie!”

  1. We wrześniu urodziłam drugie dziecko. Im bliżej rozwiązania, tym szybciej go pragnęłam bo już było mi zwyczajnie ciężko. 🙂 Org pokazywało ruchy skurcze, ale delikatne. Urodziłam równo tydzień po terminie 🙂

    1. Ja bym chyba padła czekając do tygodnia po terminie! :O Ale jak już uznałam, że pewnie tyle poczekam to już wiadomo jak to się skończyło 😉

  2. Ja właśnie kupiłem bilety do Wietnamu na połowę kwietnia i mam jednak nadzieję, że ten wyjazd mnie nie zaskoczy.

  3. Każdy ma swoje doświadczenia w tym temacie, a jednym ze sposobów by przyspieszyć poród to jest właśnie to co zrobiłaś dzień wcześniej , dlatego nie zdążyłaś zrobić dżemu jabłkowego 🙂
    Zdrowia życzę wam wszystkim 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *