Mamo, masz jeszcze siłę?

Powiedzmy sobie szczerze i bez zbędnych wstępów. Bez zwyczajowego pitu pitu o tym jak bardzo kochamy swoje dzieci i o sensie, jaki wraz z ich przyjściem na świat odnalazłyśmy. Powiedzmy to, czego wstydzimy się na co dzień i co ukrywamy przed innymi, żeby nie przyszło im do głowy wykonanie telefonu do Opieki Społecznej. Przyznajmy, że macierzyństwo czasem tak bardzo daje w kość, że chcemy uciec na bezludną wyspę i nie przyjmować gości.

Bo przecież zdarza się, że nie mamy siły. Tak zwyczajnie, po ludzku. Nad nami wisi ogromny miecz sprawiedliwości, który każe nam mówić, że na szczęście dziecko daje nam siłę żeby się nie załamać. Hmm, a czy to nie jest jednak trochę bez sensu, skoro siły nie mamy właśnie przez to dziecko?

Czy siłę bierze się z energii kosmicznej?

Im bardziej jej nie mamy, tym bardziej boimy się do tego przyznać. Na zewnątrz nie chcemy pokazywać słabości, ściemniamy o przespanych nocach i radosnych porankach. Ładujemy tonę pudrów na twarz żeby ukryć szarą codzienność. Bywa, że spotyka się młody rodzic z młodym rodzicem, oboje z worami pod oczami (joł, joł, nie czujesz jak rymujesz), ledwo żywi, każdy marzy o łóżku i to bynajmniej nie w takim sensie, w jakim marzyłby jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Patrzą na siebie, myślą “o, ci to mieli  ciężką noc”, ale nikt się nie odezwie, bo musieliby wtedy przyznać, że też od kilku dni nie ogarniają, że dziecko się ostatnio wścieka i nikt nie wie o co, że nie dają sobie rady ze zmęczeniem kiedy śpią po trzy godziny w nocy, a w dzień muszą wybierać czy się zdrzemnąć czy może wreszcie coś zjeść albo iść do łazienki.

A może z promieni słonecznych?

Jeśli jednak porozmawiamy szczerze z innymi rodzicami okazuje się, że to nie jest tak, że my coś robimy źle – chociaż na początku pewnie tak nam się wydaje, no bo heloł, czy ten mały słodziak nie miał tylko spać i jeść na zmianę przez pierwszy miesiąc? A czy potem nie miał się rozkosznie wpatrywać w karuzelkę przez pół dnia, zdobywać nowe umiejętności, być słodkim bobasem rodem z Instagrama, uśmiechać się i przynosić pociechę? No miał. A robi to? Owszem, ale nie przez cały czas. Bywa, że tylko przez jakąś słabo dostrzegalną NANOSEKUNDĘ w ciągu dnia. Oczywiście każda taka chwila i każdy uśmiech uskrzydla, ale niestety prawa fizyki nie przewidziały zamiany energii uśmiechu w energię mechaniczną. No nie mamy od tego nagle więcej siły, po prostu. Baterie się magicznie nie ładują, żołądek się cudownie nie napełnia, włosy się nie czeszą, a makijaż się nie robi. Jesteśmy nadal zmęczone i nie wstydźmy się tego.

Nie mieć siły to żaden wstyd

Czekając na Szymka dołączyłam do forum dla kobiet w ciąży. Kiedy wszystkie dziewczyny z wątku urodziły, nie rozstałyśmy się, piszemy dalej i dzielimy się doświadczeniami początków macierzyństwa. Chyba każda z dziewczyn przechodziła gorsze momenty. Większość nie wiedziała jak pomóc dziecku i ryczała po kątach. Czuła się przytłoczona i zagubiona. Spora część nie mówiła o tym nikomu, wyżaliła się tylko na anonimowym forum. Po każdym wpisie okazywało się, że podobnie czuje całe mnóstwo dziewczyn i też nie chcą o tym mówić głośno. Bo co by sobie inni pomyśleli, heloł.

Nie chodzi o to, żeby podtrzymywać tradycję Polaka-narzekacza, bo powiedzmy sobie szczerze – nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Tylko dlaczego na pytania typu “przesypia noce?”, “spokojny jest?”, “ładnie je?” i inne (równie durne, przyznajmy) odpowiadamy wymijająco, jakby wstyd nam było przyznać, że w nocy wstajemy milion razy, w ciągu dnia wychodzimy z siebie i marzymy o nocy, jednocześnie czując przed nią strach i tak w kółko.

Kochane mamy! MAMY prawo do zmęczenia! MAMY prawo nie ogarniać i potrzebować pomocy. MAMY prawo ryczeć razem z dzieckiem kiedy wykorzystałyśmy już wszystkie sposoby i nadal nie umiemy mu pomóc. MAMY prawo chcieć – gdzieś wyjść, odpocząć, wyjechać, zrelaksować się. Dajmy sobie te wszystkie prawa i korzystajmy z nich. Będzie nam lżej.

Uwaga na koniec, żeby ktoś nie pomyślał, że Grażyna wyrwała godzinę dla siebie i postanowiła ponarzekać na swoje dziecko przez komputer, wyrzygała wszystko i teraz wraca robić sweet focie różowemu bobaskowi. Nic z tych rzeczy. Uwielbiam bycie mamą i jaram się z każdym dniem coraz bardziej. Ja tylko chciałam zaznaczyć, że macierzyństwo to nie zawsze róże, fiołki i aniołki. Bywa ciężko i choć czasem ciężki jest tylko jeden dzień, męczy tak jak trzy maratony. Gorsze chwile zdarzają się WSZYSTKIM, nawet jeśli nie wszystkie mamy o tym mówią. A może powinny, bo to tak naturalne jak dzień i noc, jak mdłości w ciąży i zaparcia po porodzie.

Mamuśki! Wszystkiego najpiękniejszego!

12 odpowiedzi do “Mamo, masz jeszcze siłę?”

  1. Dokładnie, to żaden wstyd i nikt nie jest cyborgiem chociaż mam wrażenie, ze od matek wiele razy tego właśnie sue oczekuje. A siły czasem opuszczają każdego i znam to z autopsji .

  2. Ważne, żeby mamy nawzajem się wspierały, a nie gnoiły na każdym kroku za swoje poglądy, sposoby wychowania, pielęgnacji, karmienia itp. a niestety coraz więcej tego…

    1. O to to! Najgorsze co może być to wzajemne docinki, bo ta robi tak, a tamta inaczej… a byłoby łatwiej gdyby babki się po prostu wspierały, dokładnie!

  3. Obserwuje kilka Mam, które szczeze mówią że jest im ciężko i o swoim macierzyństwie, podziwiam Ciebie jak i wszystkie inne mamy, które przygotowując nas(młode dziewczyny) do tego że często wcale nie jest tak kolorowa jak wszyscy mówią. 🙂

    1. Mam nadzieję, że nie straszę za bardzo 😉 Po prostu każdemu czasem jest gorzej i chyba dobrze wiedzieć o tym wcześniej, żeby się psychicznie nastawić, a w razie czego pozytywnie rozczarować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *