„Moje dziecko nigdy” czyli wyobrażenia vs. rzeczywistość 1:0

Jesteś w pierwszej ciąży i zastanawiasz się jak to będzie. Co się zmieni? I czy w ogóle coś się musi zmieniać? Czy serio dziecko wywraca wszystko do góry nogami i teraz to już tylko matka i ojciec, już nie żona i mąż, tak po prostu cyk i zmiana? 

Możliwości jest co najmniej kilka. Ale uwaga. Nawet jeśli przeanalizujesz ich sześćdziesiąt cztery, życie zaproponuje Ci sześćdziesiątą piątą. Także wiecie. Nie ma się co nastawiać. To zasada numer jeden. 

Nie ma się co nastawiać

To zdanie powinna sobie wytatuować każda przyszła mama. Ewentualnie powiesić w jakimś często uczęszczanym miejscu w domu. W przypadku ciężarnej będą to lodówka i toaleta. Także wieszamy sobie kartkę i luzujemy gacie, kochane. 

Moje dziecko nigdy…

…nie będzie spało z nami w łóżku! 

…nie będzie nauczone noszenia na rękach!

…nie będzie oglądało bajek!

…nie dostanie słodyczy!

…nie będzie rozwydrzone!

Blablabla, i tak dalej, i tym podobne.

Znasz to? 😀 

Zakładasz sobie, że Ciebie te wszystkie bejbiblusy i inne kryzysy macierzyństwa nie dopadną. Bo przecież jak to – ja sobie nie poradzę? JA?! Ja sobie otóż z palcem w pewnej części ciała poradzę z takim stworzeniem, co to ledwo wie, że żyje, przecież to nie może być trudne. Nie będę zrzędzić jak te płaczki z forów dla rodziców, co to nie wiedzą czemu dziecko marudzi, nie potrafią dziecka uśpić normalnie w łóżeczku, a jeszcze potem się okazuje, że mają niejadków i biedne nie wiedzą co zrobić. Plis biczys, mnie dziecko nie będzie dyktować jak mam żyć! Ja się literatury naczytałam, ostatnie tygodnie ciąży wykorzystałam w stu dwudziestu procentach, a jeszcze na szkołę rodzenia, zajęcia mindfulness i jogę dla ciężarnych chodziłam. Jestem wyluzowana jak ten wagon pełen tybetańskich mnichów. Nic mnie k*rwa nie zaskoczy, nic.

A potem rodzi się dziecko. 

Na początku je i śpi. Coś tam niby, że problem ze ssaniem przejawia, że mało mleka, że źle przystawiamy, w każdym razie tak twierdzi doradczyni laktacyjna, ale przecież sobie poradzimy. Może to tylko tak w szpitalu, wrócimy do domu to się wszystko ułoży. Musimy się tylko dotrzeć i lepiej poznać, bez paniki. 

No. I tak się poznajesz i docierasz zazwyczaj podczas tych godzin karmienia (a miało być tak, że je i śpi, czemu wszyscy zapominają dodać po “je” jeszcze z pięć razy to samo? czyli je, je, je, je, je, je, je, je i śpi, a potem znowu je, je, je, je, je, je…). Po całym dniu karmienia okazuje się, że jakimś cudem dziecko nadal chce jeść. Ale PRZECIEŻ miało spać w swoim łóżeczku. Będziesz zatem twardo odkładać po każdym karmieniu, dziecko śpi w łóżeczku i tylko tam. Aż za siódmym razem stwierdzisz, że pierdzielisz, bierzesz to nienajedzone dziecko do siebie, bo jak będziesz musiała wstać po raz kolejny to przewrócisz się razem z nim i tyle z tego będzie. Jesteś zawziętą bestią, następnej nocy znów chcesz odkładać latorośl do łóżeczka po każdym karmieniu. Wysiadasz po którymś razie, tak jak poprzednio. A po kilku takich nocach stwierdzasz, że trudno, śpicie razem, tak jest wygodniej. 

Upada Ci w głowie pierwszy mit, który sama sobie do niej włożyłaś. Jesteś trochę na siebie zła, a trochę jest Ci po prostu głupio. A potem pojawiają się kolejne sytuacje, których nigdy, przenigdy miało nie być. Twoje dziecko ryczy jak opętane, Ty ze stresu nie umiesz go nakarmić, w końcu się poddajesz i dostaje butlę z mlekiem modyfikowanym. Bang. Jedziecie samochodem, korek jak stąd do jutra, decybele z dziecięcego gardła jak na koncercie rockowym. Wyciągasz telefon, włączasz bajkę. Bang. A potem szykujesz się do pracy lub chcesz ugotować obiad lub potrzebujesz chwili żeby ogarnąć mieszkanie lub po prostu chcesz w spokoju iść do toalety. Telewizor, pilot, bajka. Bang. Wspólne zakupy, nagły atak histerii, a to “rozwydrzone dziecko” to Twoje. Bang. Idziecie na spacer, a ono potrzebuje coś zjeść, koniecznie teraz, wyłącznie na tej ławce i już! Wyciągasz dziecko z wózka i cyk, karmisz, chociaż obiecywałaś sobie w ciąży, że karmić piersią będziesz tylko w domu. Bang. Popołudniowa drzemka możliwa tylko przez uśpienie na rękach. A miało zasypiać samo. Bang. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. 

Pamiętaj. Nigdy nie mów nigdy. Szczególnie kiedy patrzysz na inne matki i chciałabyś im powiedzieć, że Twoje dziecko to by nigdy… Jeśli jesteś w ciąży po prostu idź w macierzyństwo i nie rozglądaj się na boki. Nie wyobrażaj sobie, że będziesz idealną matką w idealnie czystym mieszkaniu, a Twoje dziecko będzie jadło, spało i bawiło się zabawkami edukacyjnymi, a jak podrośnie będzie chodziło za rączkę na spacer tam gdzie Ty chcesz i w tempie jakiego oczekujesz, nie krzycząc przy tym wniebogłosy, bo tam jest lepszy chodnik. Po prostu czekaj. I kochaj. Bo życie i tak Cię zaskoczy. 

crying baby

Mogą Ci się spodobać również:

9 komentarzy

  1. Przy pierwszym jeszcze upilnujesz, drugie ukradkiem podpija oranzade zostawiona przez starsza i nawet o tym nie wiesz 😂😂😂

    1. Haha, teraz jestem w stanie w to uwierzyć, ale w ciąży bym odpowiedziała „o nie, u mnie tak nie będzie!” 😀

  2. Pierwsza ciąża to zawsze jest wyzwanie, które w dniu narodzin dziecka na nas spada i tak już trwa…Lepiej myśleć zarówno o dziecku jak i o sobie! Za drugim razem będzie luzik…

  3. Spimy razem! Bang! W czworke z psem! Bang! Starszak zaczal bac sie ciemnosci i sam w lozku, w swoim ukochanym pokoju nie chce spac! Młodsza- 4miesięczna, procz tego, ze wiecznie usmiechnieta, to jednoczesnie wiecznie nienajedzona, mala bestia 😉

  4. Je, je, je, je, je, je i śpi – to brzmi jak refren jakiejś chwytliwej piosenki. Coś jak She loves you (ye ye ye) Beatlesów. To prawda, wyobrażenia rozmijają się z rzeczywistością, choćby nie wiem ile książek przeczytać i ile rad wysłuchać, to trafi się coś nieoczekiwanego. W sumie spacery z dzieckiem też sobie inaczej wyobrażałam. W każdym razie na pewno nie tak, że musi z nami spacerować szumiś, a początek każdego wyjścia powinien przypaść na najbardziej nierówną powierzchnię w okolicy, żeby wózkiem rzucało jak łodzią podczas sztormu. Tego w książkach nie było.

    1. Książka, która by zebrała wszystkie nieoczywistości macierzyństwa musiałaby się otrzeć co najmniej o pokojowego Nobla 😀 nie da się tyyylu rzeczy przewidzieć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *