(Nie) ogarniam – matka też może!

Jakiś czas temu, kiedy żłobki były zamknięte, a mimo to życie toczyło się dalej, przeprowadziłam taką oto rozmowę:
– Natalia, podziwiam Cię, że ogarniasz i pracę i syna w domu.
– Nie ogarniam. Uciekam do biura.

Kurtyna. 

Ten krótki dialog zainspirował mnie do napisania tekstu, o tym słynnym ogarnianiu właśnie. Że czasem ludzie mają matki za jakieś nadludzkie istoty, że co one to nie są – zarobione, utyrane po łokcie, ale przecież dają radę, bo jak inaczej. Pomyślałam sobie, że oto wejdę cała na biało, poklepię Was po ramieniu i powiem: hej, laski, to wcale nie tak! Nie musicie ogarniać, MOŻECIE NIE DAWAĆ RADY

Tylko wiecie co? Nie napisałam tego tekstu. Nie dałam rady. 

To make a long story short – kwiecień 2021 nie należał do nadmiernie łatwych miesięcy w moim życiu. I tak, poprzednie zdanie to jest szczyt eufemizmu. Nie wiem jak łagodniej powiedzieć, że zapieprzałam jak dzik, byłam zarobiona po same uszy, w gratisie dostałam jeszcze inne problemy, co by nie pozostać z pustym przebiegiem, a na sam koniec otrzymałam koronę. Bynajmniej nie taką co to pani Małgosia Rozenek rozdawała swego czasu w telewizji. Koronawirus niby w odwrocie (w sumie to od wyborów w maju 2020 jest w odwrocie, poprawcie mnie jeśli się mylę), a tu proszę. Ktoś musi podtrzymywać statystyki programów informacyjnych, przecież gdyby nie kolejne zachorowania to nie mieliby o czym mówić.

Ale o czym ja to miałam… a tak, o ogarnianiu. No, kochane Wy moje, chciałam Wam po prostu napisać, że nie musicie. Bo wiecie co, ja to sobie myślałam, że jak tak nagle po ludzku przestanę ogarniać, to wezmę i zniknę. Że jak będę miała za mało obowiązków, kiedy pojawi się choćby pół godziny takie “o”, bez żadnego planu, bez niczego, to… nie wiem co tak właściwie. Nie wiem. I właśnie kiedy dotarło do mnie, że ja serio nie wiem co się stanie kiedy się zatrzymam, to po prostu się zatrzymałam. I wiecie co? Nic się nie stało. 

Ratunku, nie ogarniam!

Dotarło do mnie za to, że wiele rzeczy, które codziennie robimy, to są nasze wybory. Mam wrażenie, że narzucamy sobie tak dużo, że kiedy potem przestajemy ogarniać, to mamy poczucie, że nie dałyśmy rady. Ja tak miałam. Byłam zła, kiedy uświadomiłam sobie, że muszę dokonać wyboru niczym w greckiej tragedii. Mogę albo zapomnieć o nowych tekstach na bloga, albo zajeżdżać się dalej – siedzieć po nocach, nie bawić się z dzieckiem, tylko kraść z doby czas na pisanie. Aż w końcu pomyślałam sobie, że hej, to jest mój wybór! Nie ogarniam, nie umiem w tym miesiącu w zorganizowane życie i co? I nic. 

Nie ogarniałam do tego stopnia, że nawet nie napisałam tekstu o tym, że nie ogarniam. Bo musisz wiedzieć, że słowa, które teraz czytasz, miały powstać kilka tygodni temu. Powstają dopiero teraz. Mogłam co prawda udawać, że miało go wcale nie być, zastąpić ten post czymś innym. Ale nie chciałam. Właśnie dlatego, żeby pokazać Ci, że jeśli masz wrażenie, że nie ogarniasz, to nie jesteś w tym sama! 

Jeśli masz czasem poczucie, że nie ogarniasz, to… NIE JESTEŚ SAMA!

Psst, wiesz, że to już 100. post na blogu? 🙂 Jeśli masz ochotę przejrzeć poprzednie teksty, wejdź w -> spis treści (klik)
Miłego czytania!

A jeśli masz jakieś uwagi lub chcesz mieć wpływ na to, co będzie się pojawiać na blogu, wypełnij krótką ankietę: ANKIETA (klik)

Mogą Ci się spodobać również:

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *