O czym się uparcie milczy czyli urodziłam i…? – cz. 2

Po powrocie ze szpitala do domu miało być już tylko lepiej.  Wygodne łóżko, prysznic, obiad. I te cholerne wróżki miały latać i sypać pyłkiem, a Ty się budzisz następnego dnia i zastanawiasz – co poszło nie tak?

No właśnie – co?

Obiad może i na Ciebie czeka, ale boisz się go zjeść. Nie masz sił po szpitalnym jedzeniu i oczy zjadłyby absolutnie wszystko, ale niestety. Po pierwsze zastanawiasz się ile zjeść żeby potem nie umierać w toalecie. Tak, tak, zaparcia po porodzie to rzecz tak normalna jak mdłości w ciąży. Tylko dlaczego o nich nikt nie mówi i mało kto wie? Czemu stają się wstydliwym słowem na “z” i nikt nie rzuca pytania w powietrze tak jak na początku ciąży “hej, jak tam, masz mdłości?”.  (Pomijając oczywiście szpitalną załogę, z werwą wkraczającą o 7 rano na salę z pytaniem: „stolec był?” – a Ty ze strachu, że nie wypiszą Cię do domu odpowiadasz, że jasne, jak najbardziej)

W związku z powyższym podczas jedzenia starasz się sama siebie kontrolować, ponieważ już wiesz, że im więcej zjesz, tym bardziej będzie Cię potem bolał brzuch, już wystarczająco zresztą obolały. Dodaj do tego babcie, ciocie i mamuśki, które straszą gotowanym kurczakiem, ryżem i bziaką z marchewki i groszku (błagam, nie wierzcie w te bzdury i podczas karmienia piersią jedzcie to, na co macie ochotę! – niedowiarkom polecam stronę Mamy Lekarz oraz akcję #karmiejemwszystko) i awersja do jedzenia gotowa. 

Po powrocie do domu zauważasz coś, co w szpitalu łatwo można było ukryć przed swoim własnym wzrokiem, mianowicie brzuch. Nawet jeśli przypuszczałaś, że to może być dłuższy proces i po trzech dniach nie będziesz wyglądać jak TAP MADL, możesz przeżyć szok. Wielki kawał skóry wisi bezładnie i ani myśli stać się nagle jędrnym, fajnym brzuszkiem. Niezależnie od wagi i ilości kilogramów, które zostawiłaś w szpitalu, ta strategiczna część ciała wraz z możliwymi rozstępami może Ci pokazać środkowy palec. A Twoje mocne postanowienie sprzed porodu, że bierzesz się od razu za siebie i szybko wrócisz do formy, śmieje Ci się właśnie w twarz. Chodakowską to sobie możesz oglądać, o ile będziesz miała siłę włączyć komputer. Ćwiczenia? Dobry żart. Dodatkowo nie pomaga świadomość tego, że zamiast zgrabnej bielizny masz na sobie właśnie wielkie majciochy z siatki (sic!).

Chciałoby się powiedzieć – jesteś kobietą, dasz radę, pierś do przodu! I tu pojawia się kolejny problem, przyjęcie bowiem wyprostowanej sylwetki, szczególnie przed ściągnięciem szwów, graniczy z cudem. Chwilowo postanawiasz więc solidaryzować się z sympatycznym dzwonnikiem Quasimodo i pocieszać się tym, że Tobie to pewnie kiedyś minie.

Nie śmiej się dziadku…

Kiedy już oswoisz wszystkie przeciwności losu i spontanicznie wybuchniesz śmiechem, szybko okaże się, że jeśli coś ma wybuchnąć to raczej Twój brzuch. Świeżo zszyte powłoki przypominają z całą swoją mocą, że śmiać to Ty się możesz, ale tak raczej w sobie, po cichu i bez zbędnych ruchów. Smutne to trochę, ale co zrobić, nie pozostaje nic innego jak opracowanie własnej metody śmiania się bez śmiania. A mówią, że śmiech to zdrowie.

Wszystkie te fizyczne dolegliwości może nawet nie byłyby aż tak dokuczliwe gdyby nie to, że Twoja psychika przypomina w tym czasie worek mieszczący w sobie wszelkie skrajności i emocje jakie widział świat. Płaczesz, bo jesteś szczęśliwa, by po chwili zalewać się łzami, że tak Ci źle i smutno. Szlochasz na widok tej małej kruszynki by za chwilę uświadomić sobie, że Twój organizm ma właśnie silną potrzebę wycia do księżyca tak po prostu, “bo tak!”. Chcesz się do kogoś przytulić, a za chwilę nie chcesz nikogo dotykać. Boisz się jak sobie poradzisz, szczególnie jeśli to Twoje pierwsze dziecko. Masz w sobie tyle myśli, że nie wiesz co ze sobą zrobić. Marzysz o przespaniu kilku godzin, ale nie chcesz spuścić maleństwa z oka nawet na chwilę, bojąc się o to, czy nie przestanie oddychać kiedy tylko odwrócisz wzrok. Jednym słowem, w Twojej głowie dzieje się PMS razy tysiąc.

woman holding baby

Życzę wszystkim przyszłym mamom aby pierwsze tygodnie po porodzie były jak najlepsze. Nie chciałam nikogo straszyć, wręcz przeciwnie. Ja osobiście chciałabym wiedzieć jak to wszystko może wyglądać tak na serio, bez owijania w bawełnę i pitolenia, że samopoczucie może być obniżone i kobieta potrzebuje wsparcia bliskich. Potrzebuje, owszem, całkiem nawet sporo, ale chyba dobrze wiedzieć co może się dziać z naszym ciałem, nie tylko z psychiką.

Link do cz. 1

13 odpowiedzi do “O czym się uparcie milczy czyli urodziłam i…? – cz. 2”

  1. Fajnie, że poruszasz takie tematy. Nie mam własnych dzieci, ale wpis jest ciekawy. Masz lekki styl pisania i dobrze się czyta Twoje wpisy (mimo niełatwych czasem tematów 😉 ).

    Pozdrawiam Natalia!

    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa! Pozdrawiam również 🙂

  2. Piszesz prawdę 🙂 Ja na szczęście miałam wyjątkowo lekki poród i te pierwsze dni były w miarę do zniesienia, ale nikt nie ostrzegał, że będzie tak ciężko 🙂

  3. Oj, wiem o czym mówisz, mam dwójkę takich cudów świata 😉 i pamiętam, z czym to się wiązało, ale jestem z tych, którzy gromadzą głównie te dobre wspomnienie, więc dobrze było przypomnieć sobie u Ciebie realia. Ściskam mocno 🙂

  4. Jestem po dwóch porodach. Jeśli chodzi o połóg, to na szczęście, bardzo szybko dochodziłam do siebie. Dwa razy rodziłam naturalnie. I jeśli miałabym na coś narzekać, to na skurcze macicy i te zaparcia właśnie. Rodziłam dwa razy naturalnie, więc od parcia też nadwyrezylam te części ciała.

  5. Słyszałam co prawda o Baby Blues, ale te wszystkie książkowe opisy wydają się być teraz zaledwie wstępem do tego, co czeka mnie w prawdziwym życiu. Skończy się „stan błogosławiony” i nagle kobieta schodzi na dalszy plan, bo przecież „wszystkie to przechodzą, to i ty przejdziesz”. Bardzo potrzebny jest taki wycinek z rzeczywistości kobiety po porodzie – wolę wiedzieć, co mnie czeka niebawem, bez owijania w bawełnę. Póki co ciąża mnie rozpieszcza, ale kiedyś ta dobra passa musi się skończyć.

  6. Niestety, nie jest tak różowo. Mój obwisły fald skóry nad zwisa, cztery lata po porodzie. Waga niestety nie spada i wyglądam jak wieloryb, mimo że nosiłam rozmiar 36, a w ciąży bliźniaczej przytyłam 14 kg.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *