O czym szumią wierzby czyli rozmowy z 2-latkiem

W życiu chyba każdego rodzica jest taki czas, zazwyczaj na samym początku drogi, kiedy trzyma się w rękach pół metra wrzeszczącego człowieka, a najczęściej pojawiającą się myślą jest: o co kurde chodzi? skąd ten płacz?!

Ja marzyłam przez długi czas o wyświetlaczu, który pokazywałby mi chociaż dwa słowa, już nie wymagałam cudów. Chciałam tylko wiedzieć “tak” czy “nie” (o, tutaj marzyłam o tym). Jesteś głodny? – na wyświetlaczu “nie”. Może ci zimno? – na wyświetlaczu “tak” i już wszystko jasne. 

Wiedziałam, że przyjdzie taki moment, kiedy dowiem się od dziecka wprost o co chodzi, czy coś boli, czy coś by zjadło, gdzie chce iść. Czekałam z utęsknieniem, pokazywałam – to jest nos, to jest oko

I wiecie co? Czuję, teraz dopiero, że to się może na mnie kiedyś zemścić. Ja już nie wiem czy chcę w ogóle sobie wyobrażać co będzie, kiedy moje dziecko osiągnie wiek przedszkolny, skoro teraz, mając niecałe 2 lata, jest w stanie mnie dosłownie zagadać.

Idziemy na spacer. Mój syn za punkt honoru stawia sobie nazwanie wszystkiego, WSZYSTKIEGO co mija. O, drzewo! Drzewo jest duże, może wejść na nie kot i wtedy trzeba wezwać straż pożarną, gdyż kot się boi i woła: ratunku, pomocy! (W ustach Szymka brzmi to mniej więcej: “ooo, duuuzie dziewo, kotek! kot, miauu, alarm, alarm, jatunku, pomoci!”). Dalej mijamy panią (“o, pani!”), potem dziecko na rowerku, człowieka z lodem (świetna lodziarnia w pobliżu domu to jest jednak zło, mówię Wam), psa, kolejne duże drzewo, dziecko w wózku, pana, auto… a mój pierworodny nadaje cały czas (“o, mamusiu, loda! o, piesek! duzi! o, djugi piesek! mały! o, pan!). Dziwi się jakby za każdym razem pierwszy raz w swoim życiu widział człowieka, psa albo rower. A ja czasem ustawiam autoresponder: tak, tak kochanie, tak, piesek, tak, widzę, bardzo ładny. Ja bowiem wszystko rozumiem i jaram się jak wiecie tymi zachwytami nad światem, ale od czasu do czasu w ciszy sobie pokontemplować nad pięknem drzew i psów też byłoby niczego sobie.

Wiem, że może to wyglądać jak klasyczny przykład zwariowanej madki, która pieje nad każdym gestem swojego dziecka, ale trudno, w Internecie podobno nic nie ginie, a ja nie chcę żeby na fali nowych zdań tworzonych przez mojego syna, zapomniały mi się te pierwsze zabawne sceny z jego nowym słownictwem w roli głównej. Dlatego poniżej kilka scenek rodzajowych 🙂

***

– To! – Szymek pokazuje w bliżej nieokreślonym kierunku. O tyle nieokreślonym, że nie widzę kompletnie nic, co mogłoby przyciągnąć jego uwagę. W zasięgu wzroku leży tylko zatyczka do aparatu.
– Chcesz zatyczkę do aparatu? – próbuję doprecyzować.
– Tak! Apajatu – wszystko musi powtórzyć, wszystko.
– Okej, to proszę bardzo – podaję zatyczkę i co słyszę?
– Dzięki, mamuś!

***

Siedzimy po południu w domu, pełen relaks, nagle Szymek zrywa się jak oparzony, biegnie na korytarz i wsiada na swój turbo rower. Nie wiemy jakim cudem, ale w swojej determinacji zdołał nawet założyć sobie buty, domagał się również kapelusza. Tata postanowił dociec co jego syn zamierza teraz zrobić:
– Szymek, a gdzie ty jedziesz?
– Do skjepu! – oświadcza syn, zerkając na tatę z ukosa, bo gdzie niby ma jechać, no raczej, że do sklepu.
– Do sklepu? Ale po co? – dopytuje tata.
– Po mjeko! 
Tata: konsternacja, duszony śmiech (bo w końcu nie wypada tak genialnego pomysłu wprost obśmiać), nie zdążył nic powiedzieć, gdyż oto usłyszał kolejną część planu.
– Siam! Wjócę! – uspokoił Szymon, lat dwa.

***

Robimy babki w piaskownicy. Tzn. ja robię, syn się zachwyca po czym rozwala i prosi o następną. Jedna mi się nie udała. Klasyk by powiedział, że oczko mu się odlepiło, temu misiu. 
– Kiepsko – ocenił Szymek, wyraźnie zniesmaczony.

***

Zabawa z tatą na huśtawce typu ważka:
– Wysioko! Niśko!
Chcę uczestniczyć w tej zabawie, krzyczę, że pohuśtamy się razem, ale będzie super! Siadam obok mojego dziecka, po czym słyszę stanowcze:
– Mama, zejdź!

***

A na koniec pokłosie wyborów i śledzenia kampanii na wszystkich kanałach informacyjnych:
– Ale nam Andrzej podniósł podatki – stwierdza mój małżonek patrząc na paragon po wyjściu ze sklepu.
Na co Szymek, nie zastanawiając się długo, uściśla:
– Andrzej Duda!

Mogą Ci się spodobać również:

4 komentarze

  1. Coś wiem na temat ciekawych rozmów z dzieckiem 🙈 Mamy w domu 4 latka i teraz dopiero są rozmowy! Wszystko przed wami, warto się tym cieszyć 😊

  2. Dzieci nie maja filtra także trzeba czasem uważać co się przy nich mówi, ale nie ukrywam ze takie rozmowy tez są najzabawniejsze 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *