Oooh sugar, sugar!

Przy okazji postów na temat rozszerzania diety (cz. 1 tutaj i cz. 2 tutaj) przyszło mi do głowy, że powinnam bliżej przyjrzeć się składnikowi, który nie bez przyczyny znajduje się w nazwie bloga. Cukier. Chciałam się trochę rozprawić z tą nazwą, zdając sobie sprawę, że dla osób nie kojarzących jej z nazwiskiem autorki może być cokolwiek myląca 😉

Aby rozprawy z cukrem stało się zadość, postanowiłam się porządnie doedukować. Ja wiem, że cukier niezdrowy, że słodycze to w ogóle zło z tymi swoimi olejami palmowymi i innymi cudami. Lubię przygotować coś zdrowego do kawy, wcale nie mniej słodkiego od sklepowych ciast, a nie zawierającego góry cukru. Co nie zmienia faktu, że jednak ten składnik jest obecny i czasem ciężko z niego zrezygnować. Taka czekoladka, no mniam. I zawsze znajdzie się powód. Bo zły dzień. Bo pada. Bo kawa.

Zanim dotarłam do informacji typowo “naukowych” i różnych rewelacji na temat cukru jako składnika pożywienia i zanim zeszłam na zawał tysiąc razy czytając co też on może w naszym organizmie wyrządzić, moja żyłka historyka (tu ciekawostka, bo pewnie mało kto wie i mnie o to podejrzewa – z wykształcenia jestem historykiem :P) doszła do głosu i zakrzyknęła: ALE SKĄD TO SIĘ WSZYSTKO WZIĘŁO?

No to proszę. Skąd się wzięło i jak się rozwinęło. 

Tylko nie ziewajcie. I nie wyłączajcie przeglądarek. Będzie ciekawie!

Że od słodyczy psują się zęby to wiemy nie od dziś i żadna to rewelacyjna wiadomość. Ale że starożytni Rzymianie nie mieli próchnicy wcale, o tym już pewnie nie każdy wie. Nie mieli jej, bo… nie znali cukru! Za to połowa zwłok, spoczywających w kościele Mariackim w Krakowie z XV-XVIII wieku owszem, ma próchnicę. W Poznaniu w analogicznym okresie jest to 72%! Przyczyną była zła jakość jedzenia i brak witamin.

Królowa Anglii Elżbieta I (XVI w.) nie uśmiecha się na obrazach. Dlaczego? Czy miała takie smutne, choć królewskie, życie? Nie, nie, było jej na pewno bardzo wesoło, szczególnie podczas zjadania góry słodkości. A nie uśmiechała się, bo… miała czarne i zepsute zęby!

Wbrew pozorom czarne zęby nie odstraszały dworzan. Wręcz przeciwnie, stały się oznaką statusu, cukier bowiem do najtańszych nie należał. Trzeba go było przecież sprowadzać aż zza oceanu. Dlatego sprytni Anglicy malowali sobie zęby na czarno. Początkowo zęby malowały tylko damy dworu (wiadomo, babki zawsze wymyślą jak się ustawić), potem także arystokraci, a w końcu nawet klasa średnia. Na znak bogactwa, a co!

Pod koniec XVII wieku Martin Lister, angielski lekarz i ginekolog, odwiedził Paryż. Był tutaj kilka lat wcześniej i zauważył pewną zmianę – paryżanie przytyli. W pamiętniku z podróży zapisał potem: „Ze szczupłych i chudych zamienili się w tłustych i tęgich”. A wszystko to przez cukier, uwielbiany przez Ludwika XIV i zyskujący w tym czasie coraz większą popularność.

Czy cukier krzepi?

Po I Wojnie Światowej problemy gospodarcze (oszczędzę Wam szczegółów, spokojnie :P) w Polsce, która wróciła w końcu na mapę, doprowadziły do tego, że powstała Komisja Propagandy Konsumpcji Cukru. Cudna nazwa, sami przyznajcie. Pracownicy tej komisji mieli stanąć na rzęsach żeby Polacy kupowali jak najwięcej cukru. Wymyślili z tej okazji konkurs na hasło promocyjne. Do wygrania zawrotna kwota 5 tys. złotych. Można było za to kupić samochód osobowy marki Opel. 

A teraz coś, czego dowiedziałam się na studiach, ucząc się do egzaminu z XX wieku. Nie pamiętam już większości dat i faktów, ale ten zapamiętałam (przypadek?). Otóż panie i panowie, konkurs wygrał Melchior Wańkowicz (ten od “Ziela na kraterze”). Hasło brzmiało: “CUKIER KRZEPI”. Było ono  widziane i słyszane wszędzie – na plakatach, w radiu, w gazetach. Propaganda cukrowa chyba działała wyjątkowo dobrze, bo cukier zagościł w umysłach Polaków jako coś naprawdę ekstra i to na długie, długie lata. 

Dowód? W latach 50. przy każdej plotce o podwyżce cen lub wprowadzeniu kartek, ludzie w pierwszej kolejności wykupywali właśnie cukier. Lata 80. to już jest w ogóle hit. Władza sobie myślała skąd by tu wziąć pieniądze na podreperowanie budżetu. I wymyśliła! Jakie to proste – zniechęcimy ludzi do kupowania cukru, zaoszczędzimy 100 ton, sprzedamy na zachód i tadaaa, gotowe. Niby proste, a jednak nie do końca, bo ludzie i tak stali w gigantycznych kolejkach po cukier, kiedy tylko dostawali sygnał, że może go zacząć brakować. 

Badania do wyrzucenia

W 1957 roku w USA ogłoszono (oczywiście w wyniku badań amerykańskich naukowców), że zmiany miażdżycowe tętnic wieńcowych serca są spowodowane nadmiarem cukru, a nie tłuszczów – jak do tej pory sądzono. Ale cukrownicy, którzy rozwijali w tym czasie biznes życia, produkując mnóstwo słodyczy i słodkich napojów, pomyśleli: oł noł! I tup, tup, tup – zlecili badania naukowe, które miały bagatelizować szkodliwy wpływ cukru na zdrowie i obwinić za całe zło tego świata tłuszcz. Jak to mówią – nie ma rzeczy niemożliwych, zależy tylko ile się za to zapłaci. Noł koment.

Podobnie było w latach 70. Dwóch naukowców badało niezależnie od siebie wpływ tłuszczu i cukru na organizm. Dlaczego ludzie uwierzyli, że to właśnie przez tłuszcze wzrasta ryzyko chorób serca i zawałów, a cukier nie ma z tym nic wspólnego? Otóż dlatego, że naukowiec twierdzący, że to tłuszcz jest zły, wynajął agencję PR, mające przekonać wszystkich o dobroczynnym wpływie cukru na ludzki organizm. Po raz kolejny wygrał piniondz. Kurtyna.

A tu jeszcze kilka uroczych obrazków z czasów kiedy „cukier krzepił”.

A na Instagramie i Facebooku trwa 14-dniowe wyzwanie – ograniczamy cukier w diecie naszej i naszych dzieci. Można dołączyć w każdej chwili, nikogo nie rozliczam, chodzi o to, żeby zredukować ilość cukru, który codziennie spożywamy! Chodźcie, bądźmy w tym razem!

2 Replies to “Oooh sugar, sugar!”

  1. Świetny wpis. Dowiedziałam się czegoś nowego. Nie miałam zielonego pojęcia, że Królowa Dziewica miała czarne zęby. Fajna ciekawostka. 🙂 Jeśli chodzi o cukier, to trzeba znać umiar. Kiedyś zajadałam się słodkościami, teraz już bardzo cukier ograniczyłam. 🙂

  2. Ten post był nawet zabawny, dopóki sobie nie uświadomiłam, że czytam go, zajadając czekoladkę Merci. I to nie pierwszą dzisiaj 😳

    Jak to jest, że zdając sobie sprawę z „nieobliczalnych skutków” spożywania krzepiącej substancji, nadal po nią sięgamy i to w niemałych ilościach? A niby takie z nas inteligentne stworzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *