Ciążowe ograniczenia bez ograniczeń

Dowiadujesz się, że jesteś w ciąży i zastanawiasz się co możesz, a czego nie. Myślisz sobie – matko moja kochana, ja muszę teraz o siebie dbać, co mam zrobić, czy ja mogę pić kawę? Jeść sushi? Tatara? Biegać? Grać na klarnecie? A co z wysiłkiem fizycznym? Kto wie o co kaman i co zrobić żeby nie zwariować, HELP!

Nad jedną rzeczą nie musisz się jednak głowić i jest jasna jak słońce…

Czytaj dalej Ciążowe ograniczenia bez ograniczeń

Kalafior ciążowy czyli czego brakuje kobiecie w II trymestrze

Po trudach pierwszego trymestru i jego hasłem przewodnim “albo z kacem, albo wcale” liczyłam na powrót do normalnego życia. Na tyle, na ile można wieść normalne życie będąc w ciąży rzecz jasna.

Muszę przyznać, że po części się to udało.

Wachlarz fizjologicznych odchyleń od normy zaczął znikać, na horyzoncie majaczyły poranki bez rozpaczania na niesprawiedliwość losu (“niby nie mogę pić, a mam kaca jak stąd do Nowego Jorku”), iskierka nadziei była coraz jaśniejsza.

I tutaj można by zakończyć stwierdzeniem jakże mało odkrywczym, że trymestr numer dwa to ten najlepszy dla kobiety, tiruriru etc.

Niewątpliwe mógłby być najlepszy, gdyby nie jeden szczegół. Dla jednych bardziej istotny, dla innych wcale. Ja się może za bardzo czepiam, ale miło by było gdyby wraz z dolegliwościami początku ciąży nie zniknął mi również…

Czytaj dalej Kalafior ciążowy czyli czego brakuje kobiecie w II trymestrze

Upojenie alkoholowe w wersji dla ciężarnych

Nigdy nie byłam typem imprezowicza “na sto pro”, któremu nie straszne nocne wojaże, szalone ilości alkoholu i hasło “na przypale albo wcale”. Wynika to pewnie trochę z mojej natury, chociaż chyba też gdzieś z tyłu głowy po prostu podświadomie czułam, że chcę żyć następnego dnia. Że nie chcę leżeć jak skóra z byka marząc o szybkiej i bezbolesnej śmierci. Że trochę szkoda całą dobę mieć wykreśloną z życiorysu. Jak można się domyślić – nie zawsze się ta sztuka udawała, ale doszłam do wprawy w określaniu punktu granicznego w piciu na tyle, że przeważnie omijał mnie koszmar poranka po imprezie (przy czym “przeważnie” to kluczowe słowo).

Myślałam, że to dobry sposób na to, żeby nie zmarnować całego dnia na leżenie. Że jak będę mieć ciężką głowę, będzie mi niedobrze, będzie mnie bolał żołądek, to nic nie będę w stanie zrobić, a w sumie trochę by było szkoda.

I okazałam się w tym względzie trochę wołową dupą, gdyż otóż muszę to przyznać publicznie – byłam w błędzie.

Czytaj dalej Upojenie alkoholowe w wersji dla ciężarnych