Podsumowanie roku 2020 wg Natalii Coehlo Cukier

podsumowanie roku 2020 kalendarz

Teksty o tym, jak dziwny był ubiegły rok, zalały w ostatnim czasie Internet. Trudno się zresztą dziwić. Myślę, że wielu z nas nawet po wielu latach będzie miało taki odnośnik w postaci roku 2020. (Czekaj, kiedy to było… 2019? A nie, bo pamiętam jak w maseczkach byliśmy, to musiał być 2020!). Podsumowanie roku 2020 nie jest łatwe, ale chciałabym je tutaj mieć. Na pamiątkę tego, jak bardzo było dziwnie. 

Życie daje Ci cytrynę – zrób z niej lemoniadę!

Co zyskaliśmy w ubiegłym roku? Wiosną przede wszystkim – czas. Większość z nas utknęła w domach i nawet jeśli nie straciliśmy pracy, to usiłowaliśmy ją łączyć z opieką nad dzieckiem. Szumnie nazywaliśmy to home office. W rzeczywistości jedną nogą mieszaliśmy zupę, drugą odpisywaliśmy na maile, a rąk używaliśmy do zabawy z dzieckiem, które totalnie nie czaiło czemu matka siedzi w domu, ale nie chce układać klocków i ciągle tylko ten komputer i komputer. 

Można się było zagubić, szczególnie na początku. Stres był wszechobecny, mimo że większość z nas wiosną nie znała nikogo, kto chorowałby na covid. Puste ulice, ludzie w maseczkach, zamknięte sklepy – to działało na wyobraźnię. Dziękowałam wtedy niebiosom za nasz duży balkon, bo tam spędzaliśmy większość czasu. 

Życie rzuca Ci kłody pod nogi – zrób z nich schody!

Dosyć szybko odnalazłam się jednak w tej przedziwnej sytuacji. Nie traciłam czasu na dojazdy do pracy, bo pracowałam przy stole w kuchni. Po pierwszej fali covidowej masakry (o której trochę pisałam tutaj) nastały spokojniejsze czasy i pracy było dużo mniej. Mało kto potrzebował pomocy ludzi z obsługi klienta linii lotniczych – czasem jakaś zbłąkana dusza chciała wiedzieć gdzie utknął jej zwrot pieniędzy za skasowany lot. Czasem ktoś z nadzieją pytał czy w najbliższym czasie będzie mógł wrócić do rodziny. I tyle. Cisza na morzu. Oprócz tego pojawiły się w naszym kalendarzu dodatkowe urlopy. Dużo urlopów. A tym samym naprawdę dużo wolnego czasu.

Nie mogłam tego zmarnować! Rzuciłam się w wir pisania i pracy nad blogiem. Pisałam, piekłam babeczki i ciasta, a potem robiłam im zdjęcia. Byłam jak w amoku. Odkryłam też (trochę późno, biorąc pod uwagę kiedy powstał blog, ale lepiej późno niż wcale) ciekawe miejsca w Internecie, gdzie wspaniali ludzie dzielą się swoją wiedzą. Tworzenie treści, marketing, planowanie, sprawy techniczne, fotografia, grafika – bloger to taki trochę człowiek-orkiestra, przynajmniej na początku. Z radością zdobywałam nową wiedzę, wprowadzałam ją w życie, w końcu miałam na to czas. 

Oczywiście, że miałam przy tym wszystkim sporo szczęścia. Jak mówi moja mama – więcej szczęścia niż rozumu. Nie straciłam pracy (choć moja wypłata nieco zeszczuplała, kosztem dodatkowych urlopów, ale już mniejsza o to). Nikt z moich bliskich nie zachorował. Mogłam sobie pozwolić nie tylko na rozwijanie pasji, ale też przyjmowanie ciekawych zleceń. Jednak po czasie myślę sobie, że to wszystko chyba dzięki zadaniowemu myśleniu i poczuciu, że nie mogę usiąść na kanapie i płakać, że nie wolno mi tego robić.

Dzięki temu poznałam też mnóstwo przeciekawych osób, między innymi w różnych grupach tematycznych. Pamiętacie posty o kobietach z pasjami (część pierwszą i drugą)? Byłam tak bardzo szczęśliwa, że one powstały! Dawały pozytywnego kopa, pokazywały, że macierzyństwo to nie koniec czasu dla siebie i samorozwoju. Pokazywały też, że nawet w dobie pandemii kobiety się nie poddają i działają dalej! 

Jedno zdanie na podsumowanie 2020?

Przede wszystkim zastanówmy się – czy warto się przejmować czymś, na co nie mamy wpływu? Tak naprawdę jest bardzo mało rzeczy, na które mamy realny wpływ. Pogoda, zachowanie i decyzje innych ludzi, ceny w sklepach, terminy składania różnych wniosków, kwarantanna, to czy możemy lecieć do jakiegoś kraju czy może akurat zamknęły się granice… Ale wyłącznie MY mamy wpływ na to, jak będziemy na poszczególne sytuacje reagować. Czy się popłaczemy, bo pada deszcz, a planowaliśmy przyjęcie w ogrodzie, czy pobiegniemy do sklepu po peleryny i parasole i zrobimy deszczowe party? To już zależy od nas! Wiem, że to nie jest łatwe, ale zdecydowanie warto próbować.

Chciałabym tego właśnie życzyć wszystkim moim czytelniczkom (i czytelnikom, bo wiem, że też tutaj jesteście, panowie!) w 2021 roku:

Wyciskania lemoniady z cytryn, jakie da nam życie.
Budowania schodów z kłód, jakie życie rzuci nam pod nogi.

podsumowanie roku 2020

PS: A jeśli chodzi o podsumowanie samego bloga – co się działo, najchętniej czytane teksty, najważniejsze linki – sporo już pisałam w poście z okazji drugiego roku blogowania. Ten tekst znajdziecie o, dokładnie TUTAJ 😉 

Mogą Ci się spodobać również:

11 komentarzy

  1. tamten rok był dobry,mimo pandemii trzeba patrzeć w przyszłość.Dbać o siebie,o swoje zdrowie ,mieć cele i marzenia.Co by się nie działo wytrwać i podążać za marzeniami…uśmiechać się i brać zycie garściami,co mi daje teraz,co mogę by mieć w przyszłości rezultaty.Podsumowanie zrobione,Wszystkiego najnaj lepszego,Pozdrawiam.

  2. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. We wszystkim można znaleźć jakiś pozytyw. 🙂
    Ja z początku panikowałam, ale szybko się ogarnęłam i wzięłam w garść. Rozwijałam swoje pasje, spędzałam więcej czasu z rodziną. 🙂

    1. Gorąco przytulam i dokładnie tego życzę – żeby nowy rok był lepszy i sam budował schody! <3

  3. To prawda, że nie mamy wpływu na różne sytuacje lub ludzi i nie warto się tym przejmować, ale czasami jest to jednak trudne by tak ot… tak usunąć to z myśli.

    1. Jasne, to często jest trudne. I nie chodzi nawet o to, żeby usuwać coś z myśli, tylko przekuć te złe myśli na działanie. Wiem, że to trudne i nie mówię absolutnie żeby się nie przejmować. Dla mnie jest to po prostu uspokajające, kiedy uświadamiam sobie, że nie mam wpływu na pewne rzeczy.

  4. Masz racje, wiele nie zależy od nas, ale na pewno od nas zależy, jak na to zareagujemy. Staram sie akceptować to, co życie przynosi i posuwać sie naprzód. Nie zawsze jest to łatwe, ale warto, bo płaszcze i peleryny na deszcze są dla mnie odpowiedniejsze niż płacz. Pozdrawiam Cie serdecznie!

    1. Jakie piękne zdanie! Tego Ci Aniu życzę – żeby zawsze peleryny były odpowiedniejsze niż płacz 🙂

  5. Ja z reguły nie robię podsumowań, wolę patrzeć w przyszłość. Ale ten rok był jak dla mnie fatalny, a to za sprawą tej całej pandemii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *