Pozory mylą. Nie zawsze na zewnątrz = w środku

Opowiem Wam coś. 

Pamiętam sytuację, kiedy Szymek miał kilka miesięcy, siedział na podłodze u moich rodziców i jęczał. Tak wiecie, że nie wiadomo o co chodzi, niby nic się nie stało, niby wszystko spoko, ale dziecku coś nie pasuje. I wtedy ja bardzo szybko tracę pomysły co robić z taką małą zrzędą. Co innego jak wiem, że jest śpiący, głodny, o coś się uderzył, wtedy wiadomo czemu płacze i można działać. A takie jęczenie bez jednej łzy, takie „buu buu” wwiercające się w mózg, wyprowadza mnie z równowagi. Kiedy Szymek tak siedział i jęczał, powiedziałam do siebie pod nosem: “jak ja nie mam cierpliwości w takich sytuacjach, nie mam cierpliwości…”.

Na co moja mama otworzyła szeroko oczy i zdumiona zawołała: “Jak to nie masz cierpliwości? Ty masz ogromną cierpliwość!”.

Kilka dni później przypomniała mi się ta sytuacja i powiedziałam to mężowi. “Moja mama uważa, że mam ogromną cierpliwość, hahaha”. Popatrzył na mnie jak na idiotkę i odparł: “bo masz”. Nie wiedział o co mi chodzi.

A ja wewnętrznie, w sobie, wściekałam się minimum kilka razy dziennie. Przed tym żeby nie wpaść z rozbiegu w ścianę albo nie wyjść z domu zostawiając małe dziecko na pastwę losu powstrzymywały mnie jakieś nieznane mi moce. Zrozumie to pewnie każda matka. Bo każda tak czasem ma, nawet jeśli się nie przyznaje. Ale widzicie – na zewnątrz pozostawałam oazą spokoju, mimo że nawet nie byłam tego świadoma. Myślałam, że tę moją niecierpliwość, ten wewnętrzny wkurw, po prostu widać..  

Innym razem usłyszałam, że nie wyglądam jak mama małego dziecka. W sensie komplement to był – w moim rozumieniu chodziło o to, że nie mam podkrążonych oczu i mam umyte włosy. A było to w czasie kiedy odczuwałam tak głębokie niedospanie, że mogłabym spokojnie zasnąć na środku chodnika przy ruchliwej ulicy. Byle tylko ktoś obiecał, że nie obudzi mnie przez kilkadziesiąt minut.

Dlaczego to wszystko piszę? Ano dlatego, żeby przekazać Wam jedną mądrą rzecz, o której zdarza się czasem nam wszystkim zapomnieć. 

Nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. 

Nie zawsze mama, która wygląda na wypoczętą, faktycznie taka jest. Może zasypiać na stojąco, ale po prostu trzyma fason. Może się uśmiechać, ale to tylko dobra mina do złej gry. W drugą stronę jest podobnie. Matka burcząca na dziecko na placu zabaw nie musi być najgorszą matką świata. Może po prostu ma gorszy dzień. Albo dostała złą wiadomość, ale nie może położyć się na kanapie i płakać, bo jej dziecko potrzebuje ruchu, a tata jest daleko. 

Pamiętajcie o tym. Pozory mylą. Nie dajmy im się zwieść. To, co na zewnątrz, nie zawsze równa się temu, co w środku. A jeśli nie jesteśmy czegoś pewni, zapytajmy. To dobra zasada – nie domyślaj się, zapytaj. Nie oceniaj jeśli nie masz całego obrazu, nie znasz kontekstu. Po prostu. 

Mogą Ci się spodobać również:

13 komentarzy

  1. Punty widzenia mogą być naprawdę różne. Nie warto mówić o innych, jeśli nie znamy „pełnego obrazka”. Najgorzej jest wygłaszać opinie na temat osób, z którymi nawet nie rozmawialiśmy…a i to się zdarza.

  2. Poniekąd się zgadzam,ale niektóre mamy same sobie na to „zasłużyły” – bo nie mówią o swoim zmęczeniu,emocjach,nie potrafią poprosić o pomoc. Boją się,że zostaną uznane za „wyrodne” – a przecież każdy ma prawo być mieć gorszy czas. Nie jesteśmy robotami zaprogramowanymi na wieczny entuzjazm i zachwyt nad macierzyństwem. Czasami warto powiedzieć głośno,że czujemy się po prostu do bani.

    1. O tak, to jest 100% racji! My zawsze mamy prawo powiedzieć jak się czujemy, oczywiście. Ale czy musimy? Wg mnie wcale nie musimy mówić o tym, jak się czujemy, ponieważ i tak nikt nie ma prawa nas oceniać. Nie za wygląd. Nie na pierwszy rzut oka. To miałam na myśli pisząc ten tekst 🙂

  3. Boszszsz, jak ja wiem o co Ci chodzi.
    Sytuacja jak u mnie ostatnio, na zewnątrz opanowana,
    a w środku wkurzona na maksa,
    no ale nie wypada mi się inaczej zachować,
    a ludzie uważają, że wszystko jest ok….

    1. O tak. U mnie na czele stawki jest „uśmiechnij się, co jesteś taka smutna” – ale może ja nie jestem smutna, może jestem zmęczona, może po prostu mi się nie chce, a może mam taki wyraz twarzy?

  4. Jest taki rysunek w Internecie podzielony na dwie sekcje: 1. Co ja robię cały dzień – pod tym podpisem widać mamę, która aktywnie spędza czas z dziećmi, sprząta i gotuje. 2. Co Ty widzisz: I tu widać mamę, która prowadzi wózek z dzieckiem, patrząc w telefon. Zawsze widzimy tylko mały wycinek rzeczywistości, który nie powinien być dla nas podstawą do oceny kogokolwiek. Nie traćmy czasu na głupie obgadywanie i komentowanie życia innych, nasze własne życie jest wystarczająco ciekawe i zajmujące

    1. Dokładnie, do-kład-nie! Nasze życie jest wystarczająco ciekawe, szkoda czasu na rozstrząsanie życia innych 🙂

  5. Zgadzam sie, ze pozory mylą, choć trudno im nie ulegać. Ale warto zadać sobie pytanie, dlaczego myślimy tak, a nie inaczej. Czasami mamy wrażenie, ze eleganckie i umalowane mamy, maja więcej czasu niż te, które mniej o siebie dbają. A to wszystko może być jedynie kwestia organizacji… Pozdrawiam serdecznie!

    1. Albo może ta mama po prostu pierwszy raz od pół roku „dostała” w prezencie np. od rodziców trzy wolne godziny i poszła się zrelaksować do kosmetyczki. Who knows? 😉

      1. Bardzo słusznie, powodów jest wiele! No chyba, ze ona zawsze taka zadbana, bo tak sobie organizuje czas, żeby wszystkiemu podołać (w sobie jedynie znany sposób 😉 ) Pozdrawiam, Natalio!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *