Przytulasy na zły dzień

Tak sobie myślę, że każdy z nas ma czasem gorszy dzień. Taki, że potrzebujemy koca, kroplówki z kawą, książki/telewizora/netflixa (wg upodobań), może nawet dobrego drinka albo butelki wina. A przede wszystkim czujemy przemożną chęć przytulenia się do kogoś bliskiego. I tak byśmy sobie mogli od rana do wieczora – książka, wino, przytulasy i jeszcze raz od początku. I jeszcze raz. I jeszcze.

A co jeśli mielibyśmy taki dzień, ale byśmy o tym nie wiedzieli? Nie umielibyśmy tego nazwać i czulibyśmy wszystkimi częściami ciała i duszy, że o coś nam bardzo mocno chodzi, tylko nie wiemy jeszcze o co? Mało tego, nie umielibyśmy wyrazić tego w dorosły sposób? I wydawałoby nam się, że najlepiej o tym opowiemy płacząc lub krzycząc wniebogłosy do utraty tchu? No właśnie.

Niemowlę nie powie nam, że coś je boli, że w tym tygodniu nauczyło się wielu nowych rzeczy i teraz nie wie jak to sobie poukładać, że idą zęby, że miało zły sen albo po prostu jest mu źle i potrzebuje się przytulić.

My możemy się tylko domyślać. Jeśli przyczynę marudzenia można zidentyfikować to super. Gorzej jeśli to jest akurat TEN dzień i choćby piekło zamarzło, niebo zapłonęło, a Kaczyński do Tuska dłoń na zgodę wyciągnął, nie ma, po prostu nie ma bata – zamiast słodkich anielskich uśmiechów, będziemy doświadczać zrzędzenia od drzemki do drzemki. Oczywiście nasze rodzicielskie serce krwawi, chcemy jakoś temu małemu człowiekowi pomóc, ale czasem mimo zaspokojenia wszystkich potrzeb nie jesteśmy w stanie. Pozostają przytulasy, głównie ze szkodą dla naszego kręgosłupa, no ale cóż.

Śpiewać każdy może

Chcesz wierzyć w uspokajającą moc Twojego głosu, dlatego przypominasz sobie wszystkie kołysanki z dzieciństwa, odkrywając po drodze zawiłości tekstów i zastanawiając się jakim cudem nie dziwiły Cię kilkadziesiąt lat temu (“Kochał ją król, kochał ją paź, królewską tę dziewoję. I ona też kochała ich, kochali się we troje” – ?!) i śpiewasz, śpiewasz, śpiewasz. Ale ileż można śpiewać o Wojtusiu z popielnika, kotkach dwóch, gwiazdkach, księżycach i królewnach z marcepana? Wtedy zastanawiasz się czy na dziecku dobór repertuaru robi jakiekolwiek wrażenie, biorąc pod uwagę, że raczej nie analizuje warstwy lirycznej. Dogrzebujesz się więc do najdalszych zakątków swojej pamięci śpiewając co tylko przyjdzie Ci do głowy, pokonując przy tym wszelkie bariery i modląc się, żeby sąsiedzi nie zorientowali się potem na klatce, że Ty to Ty.

Niestety po jakimś czasie kończy się nawet najbardziej rozległy repertuar. W tym momencie poznajesz siłę swojej kreatywności. I nie, nie mam na myśli układania własnych tekstów do znanych melodii. Przypominam, że mówimy o dniu, w którym dziecko daje nam wyjątkowo do wiwatu i generalnie i ono i my mamy serdecznie tego dnia dosyć. Równocześnie boimy się marzyć o tym, by się skończył, bo wiemy do czego to dąży – do nocy (haha).

Ale kanał… informacyjny

Twój umysł jest coraz bardziej ociężały i plączesz się nawet śpiewając Whisky, moja żono. Tym bardziej, im mocniej uświadamiasz sobie, że ten trunek mógłby Ci pomóc, ale jeśli karmisz piersią to cóż – nie dla psa kiełbasa. Potrzebna jest pomoc. Nieocenione okazują się… tak, tak, można się teraz popluć ze śmiechu, ale nie ma się co oszukiwać… paski z kanałów informacyjnych! Niewysychające źródło tekstu! Co prawda nie zawsze ilość sylab jest dostosowana i w jednym miejscu trzeba trochę przyspieszyć, w innym zwolnić, ale co tam. Nie trzeba myśleć nad tekstem.

Spróbujcie to sobie zaśpiewać na melodię “Na Wojtusia z popielnika”. Małopolskie: Policjanci zatrzymali mężczyznę, który zatankował 1200 litrów paliwa i odjechał. Senat nie zgłosił poprawek do tegorocznego budżetu. Warszawa: Sąd utrzymał wyrok 25 lat więzienia dla Marka Cz., pseudonim Rympałek.

(Odważni proszeni o przesłanie filmików z nagraniem! – tekst dowolny, co tam akurat u Was leci ;-))

Dziecku możesz się zwierzyć ze wszystkiego. Dlatego kiedy nastrój na kołysanki odszedł w niepamięć (lub jeszcze czekasz ze śpiewaniem żeby nie wyciągać od razu najcięższych dział), opowiadasz co się dzieje dookoła, że to jest kuchnia, a to pokój, że tu stoi łóżeczko, a tu wisi zdjęcie rodziców, a tam za oknem idzie pani z pieskiem, a tu jakiś człowiek nie umie zaparkować równolegle. Potem opowiadasz o planach na najbliższy tydzień, ewentualnie lecisz po raz kolejny z “paskami” i komentujesz bieżącą sytuację polityczną w kraju i za granicą.

„Sąsiad z wiertarką morderczo skrada sięęę…”

A na koniec, kiedy dziecko śpi już bezpieczne w Twoich ramionach i zastanawiasz się czy to dobry moment by odłożyć je do łóżeczka, sąsiad za ścianą postanawia zostać bohaterem domu i wyciąga wiertarkę. A Ty zamiast się wkurzyć, że to niezwykle marudne dziś stworzenie zaraz się obudzi, przytulasz je jeszcze bardziej i mówisz automatycznie: “Cichutko, cichutko, już wszystko dobrze…”.

5 Replies to “Przytulasy na zły dzień”

    1. Zależy jak do tego podejść 😉 najważniejsze to nie nastawiać się negatywnie, bo przetrwanie takiego dnia może być wtedy hardkorowe 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *