Spoko-loko, luz i spontan!

Bez zbędnych wstępów – codzienne zajmowanie się dzieckiem może poważnie dać w kość. Nie oszukujmy się, to nie jest drink z palemką. A nie, to chodziło o bułkę z masłem… mniejsza. Na szczęście, jak już kiedyś pisałam (o, tutaj), dużo zależy od nas i naszego nastawienia. Generalnie tak jest nie tylko z wychowywaniem dzieci, zasadniczo wszystko może być największą tragedią i wybitną komedią jednocześnie, w zależności od tego jak na to spojrzymy. 

Przymruż więc oko i spójrz…

Klątwa powtarzana przez bezdzietne twarze, patrzące na ledwo już toczącą się ciężarną brzmi: “jeszcze trochę i się skończy” – w domyśle: skończy się swoboda zmiany planów w kilka chwil. Nie będzie już “o, jaki fajny film, chodźmy do kina!” czy “gdzie jesteście? będę za 5 minut!”. Już nie dla Ciebie będą spontaniczne wypady na piwo albo w góry, nie zdecydujesz w ciągu kilku sekund o tym, że dziś nie wracasz na noc do domu, a w razie jednego drinka za dużo nie wykrzykniesz zuchwale: “to nic, najwyżej wezmę enżet!”.

Oczywiście to wszystko prawda. Prawda, lecz…

Należy to sobie powiedzieć otwarcie i bez niepotrzebnego krygowania się – jeżeli ktoś twierdzi, że życie na spontanie kończy się w momencie przyjścia na świat dziecka oznacza to ni mniej, ni więcej, że…  nie ma dziecka.

Wszystkich drżących z obawy, że szybkie, nieprzemyślane i trochę szalone reakcje na otaczającą rzeczywistość znikną wraz z pojawieniem się na świecie dziecka, informuję i uświadamiam – życie z niemowlakiem to nieustające pasmo spontaniczności.

Zacznijmy od tego, że każdy dzień jest zupełnie inny od poprzedniego i nawet jeśli masz szczęście dysponować chociaż szczątkowym rozkładem dnia, próby zaplanowania czegokolwiek zwykle można sobie wsadzić. W wiadomą część ciała oczywiście. Zawsze, ale to zawsze kiedy ośmielisz się dokonać choćby mini mini planu, trzeba go będzie korygować, dostrajać do sytuacji, ewentualnie porzucić w cholerę.

Dziecię zasypia przed 20 już od kilku tygodni. Możesz więc nieśmiało przypuszczać, że dziś będzie podobnie. Umawiasz się ze znajomymi, a młodociany uruchamia party-radar i nie śpi do 22. Oł jea, tego mi było trzeba, impreza z niemowlakiem!

Za to nigdy, przenigdy nie śpi o godzinie 11 przed południem. To jest dokładnie pośrodku wszelkich możliwych konfiguracji drzemkowych. Nie śpi wtedy i już. Umawiasz więc wizytę u lekarza, a jakże – na 11! OCZYWIŚCIE, że akurat postanowi iść w kimę tego dnia, a Ty kombinuj dziewczyno.

Kiedy Polak staje się Norwegiem

Budzisz się rano i stwierdzasz, że dziś ze spaceru nici. Niby powinnaś iść i dobrze o tym wiesz, co z tego, że zimno i piździ, niech się dziecko zahartuje! Dobra, dobra, dziecko dzieckiem, ale Tobie się nie chce wyściubiać nosa w taką pogodę i postanawiasz, że będziesz się grzać w cieple swojego domku, pod kocykiem, z kawką, ciasteczkiem, książką i spędzisz w ten cudowny sposób drzemkę Twojego malucha, która zwykle przypada na czas spaceru. Choć bardzo się starałaś, nie udało Ci się opanować sztuki spania na chodząco z jednoczesnym pchaniem wózka, często więc odpoczynek wtedy jest dokładnie żaden. Dlatego tym bardziej odliczasz już w myślach do drzemki i cieszysz się, że pogoda dziś pod psem.

Niestety po kilku godzinach wysłuchiwania na przemian “beeeeeeee” i “yyyyyyyyyy” chcesz wsiąknąć w ścianę ewentualnie wyskoczyć z balkonu. Kręgosłup zaraz trzaśnie z hukiem, ręce już mdleją, łeb pęka. Ostatnia deska ratunku – spacer. Wiem, że dzieci reagują różnie na wózek, akurat nasz egzemplarz nawet podczas tzw. dnia marudy wpada w szok w czasie załadunku do wózka, a będąc już na zewnątrz zapomina, że jeszcze chwilę temu wył jak do księżyca. W ten sposób, całkowicie na spontanie, porzucasz wszelkie plany na dzisiejszy dzień i wykrzykujesz radośnie: “Ale bym się przeszła! Nie płacz, synu, idziemy na spacerek!”. Nagle okazuje się, że nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. W 10 sekund jesteś gotowa. Potem tylko ubierasz trzydzieści warstw sobie i dziecku i wychodzisz na te minus pińćset. Co tam kawa i książka, ahoj przygodo!

Twój plan na półgodzinną drzemkę (dziecka, nie Twoją) to umycie podłogi i zebranie prania. A że jesteś szalona, mówię Ci, spontanicznie postanawiasz jeszcze wstawić kolejną pralkę, umyć okna i upiec ciasto.

Zamierzasz zjeść obiad, szybko jednak dochodzisz do wniosku, że lepiej  potańczyć i się powygłupiać.  Zaparzyłaś kawę, ale do duszy z nią, poczytajmy książeczkę! Zaczęłaś prasowanie? Bądź poważna, rzuć to i zjedz obiad, póki spokojnie się bawi! I co, i co? Karuzela spontanu kręci się od rana do wieczora!

A jak jest u Was? Udaje Wam się cokolwiek planować czy jesteście w #teamspontan? 😉

14 odpowiedzi do “Spoko-loko, luz i spontan!”

  1. Nie mam dzieci, ale wydaje mi się, że dużo też zalezy od charakteru dziecka – są takie, nad którymi nie da się zapanować, inne nie sprawiają prawie żadnych problemow

    1. Tu nie chodzi o sprawianie problemów – nawet najbardziej bezproblemowy niemowlak może sobie strzelić drzemkę dokładnie wtedy kiedy macie wyjść z domu albo wymyślić coś, co zmusi Cię do szybkiej zmiany planów 😉

  2. A mi się wydaje że dziecko to nie problem i na prawdę jak się chce to wszystko idzie ogarnąć, mam czterolatka który potrafi nieźle namieszać, ale podróżujemy i spotykamy się zee znajomymi i wszystko się da pogodzić

  3. Bardzo lubię spontaniczność, choć planuję równie często 😀 Nie mam dziecka, aczkolwiek podjęłam się opieki nad chorym czworonogiem, a z nim prawie jak z dzieckiem. Może to nietrafne porównanie, jednak gdy tylko chcę chwili dla siebie, on chce jeść, gdy zabieram się za sprzątanie, on uważa, że to świetny moment na spacer… Wieczorami zaś dostaje „kota do głowy” i nie ma zmiłuj. Zatem jak to mówisz „karuzela spontanu kręci się od rana do wieczora” 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *