Szybcy i wściekli historia prawdziwa

Żyj szybko, umieraj młodo. Znacie to? Życie jest zbyt krótkie by tracić czas na pierdoły, no błagam, kto by się przejmował takimi rzeczami jak na przykład… spanie.

Podstawowa zasada jest taka – śpi się szybko. A nawet szybciej, w przypadkach szczególnie uzasadnionych. Pół godziny na drzemkę w ciągu dnia powinno wystarczyć. To i tak aż nadto, geniusz Leonarda da Vinci przewidywał 15 minut snu na 4 godziny aktywności. I ile przy tym wymyślił wspaniałości! Można? Można!

W ciąży przekonałam się, że życie na permanentnym kacu jest możliwe. Pod skórą czułam, że niedługo doświadczę też drugiej składowej “syndromu dnia następnego” czyli niewyspania. I muszę z bólem serca przyznać, że tym razem się nie pomyliłam.

Panie prezesie, czas rozpocząć nowy dzień

Barbarzyńska godzina, ciemno jak w pewnej części ciała, a Ty słyszysz, że ktoś postanowił właśnie rozpocząć dzień. Otwierasz jedno oko i w myślach krzyczysz do drugiego żeby się nie poddawało, mając nadzieję, że póki pozostaje zamknięte opóźnisz rozpoczęcie tego dnia chociaż trochę. Z pół godzinki. Dobra, kwadrans. No niechby chociaż ze dwie minuty, błagam. Drugie oko nie wytrzymuje walki, ma tajną umowę z uchem – na dźwięk marudzenia z łóżeczka od razu się otwiera. Możesz oczywiście podjąć próbę ingerencji w te umowy za Twoimi plecami, ale bądźmy poważni, jeśli na czymś rękę trzyma prezes to będzie tak, jak chce tego prezes.

Wstajesz i przypominasz sobie czasy kiedy niewyspanie oznaczało, że do bagażu wspomnień możesz dołożyć kolejną cegiełkę. Jesteś bowiem po imprezie do białego rana, nocnym maratonie filmowym, całonocnym czytaniu wciągającej książki albo szalonej wyprawie na drugi koniec świata. Do wyboru była kawa, jeśli trzeba było iść do pracy lub wylegiwanie się w łóżku do południa albo i nawet popołudnia, w końcu kto bogatemu zabroni. Zrobienie czegokolwiek poza odpoczywaniem względnie markowaniem pracy za biurkiem przez kilka godzin wydawało się nieosiągalnym szczytem.

Kofeinę dożylnie poproszę

A teraz? Pierwsza kawa przelatuje przez Ciebie jak woda. Druga wchodzi jak złoto jeszcze przed południem. Żeby nie zasnąć na siedząco starasz się zrobić cokolwiek, co zmusiłoby Cię do aktywności, nawet jeśli byłaby ona cokolwiek spowolniona. Deska do prasowania to Twoja dobra koleżanka, niby robisz coś pożytecznego, a i oprzeć się można. Ona nie pyta – ona rozumie.

Podobnie ze spacerami. Może jakaś mama w przypływie desperacji i braku sił zasnęła prowadząc wózek, większość ma pewnie jednak nadzieję na to, że cokolwiek się rozbudzi świeżym powietrzem i odrobiną ruchu. No i to przecież takie motywujące, w końcu ruch to zdrowie! I wiecie co, mam wrażenie, że z tymi spacerami to jakaś zmowa. Przed porodem mówili: “spaceruj to szybciej urodzisz!”, po porodzie: “spaceruj to szybciej zrzucisz kilogramy”. A tak naprawdę te wszystkie kobiety pchające wózki przed południem na osiedlu chcą się po prostu obudzić do życia, a nie jakieś tam kilogramy gubić.

Czy muszę dodawać, że akurat na spacerze Twojemu dziecku śpi się najlepiej i często jest to najdłuższa drzemka w ciągu dnia? Akurat wtedy kiedy średnio masz możliwość żeby się położyć obok niego i trochę odpocząć? Nie muszę? To nie dodaję.

Sen jest dla słabych, zapamiętaj to sobie sobie

Niezależnie od tego jak bardzo chce Ci się spać, wiesz, że możesz sobie na to pozwolić dopiero kiedy zaśnie mały amator turbo drzemek. Nie ma polegiwania na kanapie i przymykania oka. I choć do niedawna taki dzień można by spisać na straty i absolutnie wykreślić z życiorysu, teraz jest on pełen aktywności. Pomijając spacer i wszelkie domowe czynności, masz przecież wspaniałego kompana do zabawy! Zamiast biadolić, że zaraz umrzesz i nie masz siły, nie chce Ci się palcem ruszyć, a w ogóle to gdzie ta trzecia kawa, Ty w najlepsze machasz pluszową pszczołą, robiąc “bzzzzz” i śmiejąc się do rozpuku. A potem robisz całe mnóstwo równie absurdalnych rzeczy, o których głupio nawet pisać, w końcu opieka społeczna czuwa, mogliby pomyśleć, że coś z Tobą nie tak i zapukać do drzwi podczas kiedy będziesz udawać samolot na przykład.

I tak mija dzień za dniem. Z każdym kolejnym poziom niewyspania wzrasta, a Ty możesz sobie z satysfakcją przypiąć odznakę superbohatera. W końcu kto oprócz nich znalazłby w sobie tyle siły żeby na koniec dnia zamiast z miejsca paść w ubraniu to stać przy łóżeczku i gapić się w tę cudowną małą buzię i cieszyć się, że już jutro następny piękny dzień, który spędzicie razem?

 

7 odpowiedzi do “Szybcy i wściekli historia prawdziwa”

    1. Niby wiadomo, ale jak już się pojawia to zawsze z elementem zaskoczenia jednak 😛

  1. Ach ten etap nieprzespanych nocy mam za sobą. Mam za sobą również nieprzespane noce, kiedy to syn wychodził z domu i późno wracał… nie dość , że człowiek oka nie zmruży, to jeszcze się denerwuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *