Pospaceruj ze mną, czyli co robię na spacerze oprócz kilometrów?

Z cyklu: uczyń sobie macierzyństwo fajniejszym 🙂

Spacery z wózkiem stanowią jeden z tych obrazków macierzyństwa, który wydaje nam się taki naprawdę super. Odwalona mama, wiatr we włosach, szpileczka, dziecko słodko drzemie, żyć nie umierać. Osiedlowa rewia mody i przegląd ploteczek w jednym? Niekoniecznie i na pewno nie zawsze. Bywa, że spacer to konieczność wyższa (a wiadomo, że jak coś MUSISZ to od razu mniej Ci się chce), bo a. dziecko inaczej nie zaśnie, b. musisz coś załatwić, a niemowlaka samego w domu nie zostawisz, c. uciekasz przed morderczym sąsiadem z wiertarką itp., itd. Jeśli aura sprzyja, a chwilę wcześniej sprzyjał Ci humor Twego potomka (na tyle co by zdążyć oko pociągnąć i przejechać szczotką po włosach), może to być bardzo fajnie spędzone kilkadziesiąt minut. Gorzej jeśli akurat nie sprzyja nic, a wyjść i tak trzeba. Można zacząć litanię marudzenia i przez cały spacer mruczeć ją pod nosem. Proszę bardzo. Ale że złość piękności szkodzi, proponuję po prostu pogodzić się z losem i sprawić sobie trochę przyjemności.

Czytaj dalej Pospaceruj ze mną, czyli co robię na spacerze oprócz kilometrów?