Eluwina! Czyli czy ja się dogadam z własnym dzieckiem?

Wczytałam się ostatnio z nieskrywanym zdziwieniem w wyniki tegorocznego konkursu na Młodzieżowe Słowo Roku. Początkowo wydawało mi się, że czytam w języku zielonych ludków z czułkami na głowie. Albo w jakimś, nie wiem, ugrofińskim czy coś w ten deseń.

Okazało się jednak, że to polskie słowa. Polskie, aha. Czyli powinnam rozumieć, tak z grubsza chociaż, a jednak coś mi tu nie grało. Wygrała “alternatywka” – pomyślałam sobie, że chyba spoko całkiem, rozumiem nawet, to taka mała alternatywa przecież. Okazało się, że nie, że mój stary mózg tego nie ogarnia niestety. Nie wiedziałam też, że chętnie zostałabym “jesieniarą” (miejsce 2.), gdybym tylko miała ku temu warunki, czytaj brak biegającego dziecka skutecznie burzącego spokój jesieni. Nigdy w życiu nie wpadłabym też na to, żeby witając się z kimś zakrzyknąć radośnie “eluwina!”. I tak oto dowiedziałam się, że ze mnie to jest po prostu “boomer”.  Czytaj dalej Eluwina! Czyli czy ja się dogadam z własnym dzieckiem?