To jest nos czyli Robinson i Piętaszek w miejskiej dżungli

Nieco ponad rok temu leżałam w szpitalu i próbowałam rozwalić mur z ogromnym napisem “burza hormonów” w swoim wyczerpanym organizmie. Doradczyni laktacyjna biegała między salami jakby ktoś jej podłączył turbodoładowanie, była potrzebna w dziesięciu miejscach na raz, pielęgniarki robiły co mogły żeby ją odciążyć i pomóc młodym mamom karmić swoje dzieci. Nie chciałam się poddawać, ale byłam już bliska załamania. I wtedy jedna z pielęgniarek powiedziała mimochodem “trzeba sobie wyobrazić bezludną wyspę, na której jest tylko mama i dziecko”, po czym wyszła z sali.

That’s right!

Bezludna wyspa! To jest to! Wypłynęłam na nią wtedy, w pierwszych godzinach życia małego człowieka i całkiem nieoczekiwanie powróciłam na nią po kilku miesiącach.

Niech jest więc bezludna wyspa! Dziś nie jesteśmy mamą i Szymkiem. Dziś jesteśmy Robinsonem Cruzoe i Piętaszkiem. Robinson pokazuje Piętaszkowi świat, jakiego ten jeszcze nie zna. Niby widział z daleka, coś tam majaczyło na horyzoncie, niby coś tam wie, ale jak mu powiedzieć “nos” albo “oko” staje jak wryty i robi głupią minę. N-O-S? Co to kurde jest nos? Wtedy Robinson bierze malutką rączkę Piętaszka i dotyka jego nosa. Nos, mówi, to jest nos. Po czym dotyka swojego nosa i pokazuje, że tutaj też jest nos. I misie też mają nosy, popatrz Piętaszku, tu też jest nos. 

Siedzą w pokoju pełnym zabawek jak w dżungli, bawią się, a przy okazji uczą siebie nawzajem. To nos, to oko, a to brzuszek. Robinson mówi dużymi, okrągłymi literami. Tak, żeby każda była wyraźna. Żeby Piętaszek zrozumiał. Na swój sposób pewnie rozumie, ale szybko się nudzi. Chce wytłumaczyć Robinsonowi, że ma lepszy pomysł na spędzenie czasu. Wstaje, gestykuluje, robi poważną minę i tłumaczy zawzięcie coś, czego Robinson nie pojmuje, ale próbuje zgadywać. Podać Ci to, Piętaszku? Ach, chodzi Ci o to! A nie, już wiem, już wiem, na pewno chcesz TO! Piętaszek trochę się już irytuje, taki niedomyślny Robinson jest trochę nieprzydatny, ale co zrobić jak innego nie ma. W końcu Robinson odgaduje o co chodzi, cieszą się razem i zaczynają nową zabawę. 

To tak jakby nie znać ani jednego słowa w obcym języku, ale dzień po dniu, wskazując różne rzeczy, sytuacje, zachowania, części ciała i nazywając je miliard razy, uczyć się zupełnie nowego sposobu na komunikację ze światem. Po czterysta dwudziestym powtórzeniu przez Robinsona “to jest nos”, Piętaszek w końcu ogarnia – nos jest tutaj, mogę go pokazać palcem. To jest nos. Po kolejnych kilku tysiącach powtórzeń Piętaszek pewnie powie sam, że to nos, a to oko, a to ręka, noga…. Robinson będzie płakał ze wzruszenia z każdym nowym słowem i za każdym razem kiedy zorientuje się, że Piętaszek go rozumie. Nawiązuje się nić porozumienia, niełatwa, bo nadal mówią w różnych językach. Ale coś już świta. 

Robinson uczy też Piętaszka  jak się robi pewne, dość oczywiste w jego świecie, rzeczy.  Pokazuje krok po kroku np. jak się je. Widzisz Piętaszku, to jest łyżeczka. Ły-żecz-ka. Nabieramy jedzonko. I teraz powoli do buzi, żeby po drodze nie stracić zawartości. Udało się! Brawo! Piętaszek ochoczo bije brawo, tego też już się nauczył, podpatrzył u Robinsona.  Bo Piętaszek w ogóle dużo obserwuje i widzi więcej niż się Robinsonowi wydaje. A potem wyskakuje jak Filip z konopi i oświadcza, że chce “pici’, wskazując na bidon z wodą. Pici? Ależ proszę bardzo, Piętaszku. Już się dogadują, już rozumieją się wzajemnie. A to dopiero początek… 😉

14 Replies to “To jest nos czyli Robinson i Piętaszek w miejskiej dżungli”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *