Upojenie alkoholowe w wersji dla ciężarnych

Nigdy nie byłam typem imprezowicza “na sto pro”, któremu nie straszne nocne wojaże, szalone ilości alkoholu i hasło “na przypale albo wcale”. Wynika to pewnie trochę z mojej natury, chociaż chyba też gdzieś z tyłu głowy po prostu podświadomie czułam, że chcę żyć następnego dnia. Że nie chcę leżeć jak skóra z byka marząc o szybkiej i bezbolesnej śmierci. Że trochę szkoda całą dobę mieć wykreśloną z życiorysu. Jak można się domyślić – nie zawsze się ta sztuka udawała, ale doszłam do wprawy w określaniu punktu granicznego w piciu na tyle, że przeważnie omijał mnie koszmar poranka po imprezie (przy czym “przeważnie” to kluczowe słowo).

Myślałam, że to dobry sposób na to, żeby nie zmarnować całego dnia na leżenie. Że jak będę mieć ciężką głowę, będzie mi niedobrze, będzie mnie bolał żołądek, to nic nie będę w stanie zrobić, a w sumie trochę by było szkoda.

I okazałam się w tym względzie trochę wołową dupą, gdyż otóż muszę to przyznać publicznie – byłam w błędzie.

Permanentny kac to moje drugie imię

Przekonałam się o tym mniej więcej w trzecim miesiącu ciąży. Ciąży, której uosobieniem nie jest – jak to mają czelność przedstawiać specjaliści od marketingu – radosna pani gładząca swój piękny brzuszek w otoczeniu motyli, jednorożców i słońca z niemowlęcą buzią.

No cóż.

Jednak coś mi ten miesiąc przyniósł w nagrodę. Uświadomiłam sobie otóż, że jak tylko będę mogła znów spożyć alkohol, to absolutnie, ale to ABSOLUTNIE nie będę się przejmować czymś tak przyziemnym jak kac. Ja będę ponad to.

Skąd ta pewność, zapytacie?

Z życia, ot co. Przeżyłam permanentnego, miesięcznego kaca. Może doprecyzuję – miesiąc to była najbardziej mordercza, radykalna i podstępna jego odmiana. Taka po imprezie do samego rana, kiedy budzisz się w południe i czujesz, że bania nadal trwa. W głowie helikopter. Wchodzisz do kuchni, chcesz zrobić herbatę albo czegoś się napić i boisz się, że to może nie być dobry pomysł. Coś byś zjadł, ale jest Ci niedobrze, a jednocześnie wiesz, że jeśli nie zjesz choćby suchego chleba to będzie Ci jeszcze bardziej niedobrze. Świat wiruje, żołądek jest wywrócony dokładnie na drugą stronę, a Ty z paniką wpatrujesz się w lodówkę. A co jeśli ją otworzysz i poczujesz zapach, którego nie zaakceptuje Twój nos? Zapach przysmaku, za który jeszcze wczoraj dałbyś się pokroić, a dzisiaj uciekasz od niego z odruchem dość mało eleganckim? Myślisz sobie – może się położę. Kładziesz się na kanapie z nadzieją na lepsze 5 minut, ale już po drugiej zdajesz sobie sprawę, że to jednak nie to. Wstajesz, idziesz po wodę, niestety po drodze stwierdzasz, że dystans jest za długi. Myślisz, że może jeśli pozbędziesz się bólu głowy to poczujesz się lepiej. I wtedy uświadamiasz sobie, że do dyspozycji masz tylko Apap, który, delikatnie mówiąc, najsilniejszym lekiem nie jest. Wracasz na kanapę, śpisz do wieczora. Budzisz się, a helikopter nadal szuka miejsca do lądowania.

Znacie to?

Pewnie tak. A teraz wytnijcie fragment z kanapą i możliwością spania do wieczora. I dorzućcie 8 godzin w pracy + godzinę dojazdu do niej (w dwie strony na szczęście!). Dojazdu, dodajmy, w tramwaju, który mimo wyświetlanych z dumą filmików o “tłumieniu drgań”, średnio się tym przejmuje i telepie Tobą w każdą stronę jak w furmance. A to, w stanie silnego kaca,raczej nie znajduje się na szczycie listy pożądanych sytuacji. Nie mówiąc już o tłumie ludzi. I tym, że w międzyczasie uświadamiasz sobie, że jednak Twoje ulubione perfumy od tej chwili zdecydowanie nie są już ulubione. I kiedy akurat w tym momencie motorniczy dorzuca swoje trzy grosze hamując gwałtownie, jakby przewoził worki ziemniaków.

Teraz jednak mogę zdecydowanie powiedzieć – przetrwałam to! Dałam radę! Wiem, że na kacu-gigancie jestem w stanie zrobić absolutnie wszystko, łącznie z pracą, sprzątaniem, obiadem, pieczeniem babeczek, płaceniem rachunków i całą resztą. I już nic mnie nie powstrzyma przed imprezą do rana z hektolitrami alkoholu. O ile, rzecz jasna, będę miała ku takiej sposobność w ciągu następnych 15 lat.

3 odpowiedzi do “Upojenie alkoholowe w wersji dla ciężarnych”

    1. Podobno są kobiety, które omija ten słynny kac. A jeśli nie to – co nas nie zabije, to nas wzmocni 😀

  1. Teraz już żaden kac nie straszny 😄 pisz dalej! I oby jak najszybciej się nadarzyła okazja żeby się napić 😅

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *