Wieczorne rytuały, czyli kto odciął zasilanie?

Znasz to uczucie, kiedy późnym popołudniem masz ochotę się położyć i obudzić następnego dnia, najlepiej w południe, ale niestety do snu jeszcze daleka droga? Też tak masz? Pod koniec dnia wpatrujesz się w zegarek i zaklinasz go, żeby trochę przyspieszył? Chcesz się już położyć i odpocząć, ale musisz najpierw położyć spać człowieka, który nie chce spać, co oznacza żmudną zabawę w “wieczorne rytuały”?

Przyznam się teraz do czegoś, uwaga – będzie szczerze. Przyznam się matce, której też wieczorami odpala się w głowie danse macabre, niech wie, że nie jest sama. Może to Ty? Bo wierzę, że nie tylko ja tak mam. Otóż – dla mnie to całe oporządzanie dziecięcia wieczorem (modnie i parentingowo nazywa się to: wieczorne rytuały) jest jak zły sen. Ja nie wiem co robię źle, czy może coś w mojej głowie układa się nie w tę stronę, nie te instynkty się załączają czy co, ale jak sobie wyobrażam to całe przebieranie, kąpanie, mycie, ubieranie, poziom mojej wewnętrznej baterii zaczyna niebezpiecznie pikować w kierunku rozładowania się. Choćbym nie wiem jak dużym zasobem energii dysponowała około godziny 19, po dwóch godzinach, kiedy dziecko śpi, a ja mam czas dla siebie i mojego szanownego małżonka, nie mam siły nawet przełączyć kanału w telewizji. Na palcach jednej ręki mogę policzyć dni, kiedy Szymek zasypia, a ja nadal żyję i czuję, że jeszcze coś z tym życiem mogę zrobić. 

Noc zapada, spać już pora…

Oczywiście moment, w którym oświadczam (a czasem nieśmiało pytam, zagajam, już różne techniki przerobiłam), że dzień się powoli kończy, a zatem uczcijmy ten fakt kąpielą, nigdy nie jest dobry. Wtedy, DOKŁADNIE WTEDY zaczyna się najlepsza zabawa, ulubiona bajka, pojawiają się najciekawsze pomysły. Nabieram wtedy głęboko powietrza i powtarzam jak mantrę te bzdury o byciu kwiatem lotosu. Od razu mówię: nie zawsze pomaga. Techniki liczenia od jednego do dziesięciu i z powrotem, oddechy pranajama i inne cuda, również zawodzą.

Do gry włącza się wtedy zazwyczaj małżonek, muszę mu to oddać kłaniając się w pas. Często bez zbędnych ceregieli przystępuje do przebierania i nalewania wody do wanny, stara się ogarnąć dziecięce wybuchy irytacji i uspokoić trochę ten taniec szkieletów w mojej głowie. 

Jeśli chodzi o kąpiel (dygresja taka), to jesteśmy na etapie pt. “najpierw będę krzyczał, że nie chcę wchodzić do wanny, potem nie będę chciał w niej usiąść, a jak już usiądę, to nie będę chciał wychodzić póki woda nie wystygnie”. Nawet nie staram się tego zrozumieć.

Kiedy już przebrniemy przez kąpiel, mycie zębów (“mama nie pomagaj” vs. “daj szczoteczkę, mama pomoże”), w tle majaczy już w końcu przyjemniejsza część tego cyrku pt. wieczorne rytuały.

Mama czytaj 

To oczywiście mój ulubiony punkt programu. Pod warunkiem, że nie czytamy po raz milion sto dwudziesty siódmy Kici Koci i nie płaczemy razem z nią kiedy gubi się w sklepowych alejkach. Jeśli tylko uda mi się wynegocjować jakąś inną książkę, jest świetnie. Książeczki generalnie super wyciszają i to dobry kierunek jeśli chce się przyspieszyć proces zasypiania dziecka. Niestety zazwyczaj przyspiesza się również swój własny. Z każdym przeczytanym zdaniem czuję, że energia, która jeszcze chwilę wcześniej śpiewała ci cienko do ucha: damy radę, damy radę, wieczór jeszcze młody, powoli ulatuje.

Jeśli chodzi o przyspieszenie zasypiania to próbowałam też grać na czas. Czekałam chwilę po skończonym zdaniu, wyobrażałam sobie, że może dziecię się zapatrzy, zamyśli i zaśnie? Od razu mówię: nie ma szans. Kiedy zwlekam tylko chwilę dłużej niż to absolutnie konieczne, zaraz słyszę: mama, czytaj! dalej! A potem jeszcze jedną bajkę i jeszcze jedną, i jeszcze… Że o innych możliwych scenariuszach nie wspomnę, już kiedyś o nich pisałam, o tutaj 🙂

zmęczona matka czyli wieczorne rytuały
Oczekiwania vs. rzeczywistość 😀

Tak oto w magiczny sposób, w ciągu plus-minus dwóch godzin, z chodzącego o własnych siłach człowieka, przeobrażam się w zombie. Nie poddaję się, walczę z tym moim wewnętrznym żywym trupem, czasem się udaje, często walka jest przegrana. Dlatego jeśli ktoś ma jakieś antidotum, genialny pomysł, zaklęcie, podzielcie się – nie dajcie tej wiedzy się zmarnować! 

Mogą Ci się spodobać również:

7 komentarzy

  1. Moja córka uwielbia spacery, kiedy jest pora na sen. A to do łazienki, a to pić, poczytaj mi wymienia książki i to trwa czasem dobrą godzinę

  2. Co do książek, masz rację! Mamy w domu książki o smokach, które dwa pierwsze tomy znam już na pamięć 🙈🙈🙈 przekichane, ale są fajne. Przyznaje bez bicia 😁
    I mam bardzo, podobnie jak Ty, Rak ze bateria szybko u mnie pada. No co zrobić 🤷‍♀️🤷‍♀️🤷‍♀️

  3. Oj tak doskonale coś o tym wiem ! Pracując w domu zadanie dodatkowo utrudnione.Wieczorem czuję się jakby stado słoni przebiegło przez moją głowę :D. Antidotum brak 😀

  4. Ach bycie mamą to ciężka praca i próba wytrzymałości, ale jako mama na emeryturze (syn ma 21 lat) kiedyś tego wszystkiego będzie Ci brakować.

  5. Takie wieczory po męczącym dniu wydają mi się najgorsze (pamiętam z dzieciństwa moich kuzynów). Największym plusem jest to, że taki stan po prostu mija 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *