Wyjście bezpieczeństwa

Dziś miało być o czymś innym. Zupełnie innym. Miał być całkiem macierzyński tekst, na całkiem poważny temat, czyli jak zwykle, wiadomo, nuda i trochę sucharów, że niby matka taka do przodu. Ale słuchajcie, życie lepiej wie. Jak to mówią – mamę oszukasz, tatę oszukasz, życia nie oszukasz. 

Co się zatem stało, zapytacie. A ja na to – w zasadzie to nic. Nic szczególnego, żadne tam cuda na kiju, nie skakałam ze spadochronem, nie odkryłam szczepionki na koronawirusa i nie okradłam królewskiej mennicy, nic z tych rzeczy. Po prostu: w piątkowy wieczór wyszłam z domu, spotkałam się ze znajomymi i odpoczęłam. 

Psychiczny reset

Przede wszystkim psychicznie. Zero myślenia o pracy. O dziecku. O tym, że trzeba do się skontaktować z ubezpieczalnią. Że trzeba pamiętać o zapłaceniu rachunków. Że na pocztę, do banku, tam, sram, jak jakaś stara styrana życiem kobita z garbem i chustką na głowie. Ta chustka to nie dlatego, że taka moda i styl, tylko, jak przypuszczam, ona nie ma czasu włosów umyć i uczesać, bo tak biega i załatwia ciągle.  

I ja tak wyszłam sobie i tak po prostu wcisnęłam czerwony guzik resetujący całą tę burzę mającą miejsce w moim mózgu. Da się. Można, kochane mamy, można. A nawet trzeba! W tym miejscu chciałam o tym przypomnieć wszystkim babkom, które niczym krążowniki szos popierdzielają w trójkącie praca-przedszkole-dom, przedszkole-sklep-dom czy jakichkolwiek innych konfiguracjach – złamanie tego trójkąta jest konieczne dla naszego zdrowia psychicznego! Wiem, że to co teraz piszę jest tak banalne i suche, że większość czytających sięga zapewne po szklankę z wodą. Ale niech pierwsza rzuci kamieniem, która nigdy w pędzie codzienności nie zapomniała o zostawieniu wszystkiego na później i wyjściu z domu. O spędzeniu piątkowego wieczoru lub sobotniej nocy z głównym problemem w rodzaju: piwo czy wino i pośrednimi problemami takimi jak: kto idzie do baru, to może jeszcze po jednym albo czy tramwaje nocne jadą tą samą trasą co dzienne. Nie żartuję. Rzucajcie śmiało.

Już, porzucane?

Nie, te pojedyncze kamienie mnie nie przekonują. I nie, nie namawiam teraz do rzucania żelazkiem o podłogę w buńczucznym geście pt. wychodzę, radźcie sobie beze mnie! Nie ma potrzeby. Po prostu umawiacie się i wychodzicie, żadnych scen. Tylko najważniejsze żeby w ogóle o tym pamiętać. Żeby przypomnieć sobie raz na zawsze i mieć z tyłu głowy, że to wyjście też jest potrzebne i powinno znaleźć miejsce w naszym kalendarzu pomiędzy

I mogłabym tu wypisywać dalsze pseudo-wzniosłe myśli i tego typu farmazony, ale nie ma sensu. Nie czytajcie już dzisiaj. Łapcie za telefon i dzwońcie do znajomych. Może będą mieli wolny wieczór jeszcze przed weekendem. Skorzystajcie z tego i cieszcie się z wieczornego wyjścia. To będzie Wasze prywatne wyjście bezpieczeństwa. 

Saturday night fever

Mogą Ci się spodobać również:

1 komentarz

  1. Ja mam niepelnosprawnych rodzicow – oni sa jak dzieci. Mam opiekunki, ale poświecam rodzicom bardzo wiele czasu. I powiem Ci, ze w tym kołowrocie trzeba mysleć tez o sobie – to jedyny sposob, zeby nie zwariować 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *