Wyprawka dla noworodka – hity i kity

Zadałam ostatnio na Facebooku dwa pytania – jedno o wyprawkowe klęski, kompletne kity, których drugi raz nikt by już nie kupił, a drugie o mega hity wyprawki dla noworodka, niczym te na polsacie w sobotni wieczór, takie, że bez nich w macierzyństwo to się za dużo nie ugra.

Zbierzmy więc wszystko razem, przypatrzmy się i oby to pomogło rodzicom głowiącym się teraz nad tym czy kolejne body w rozmiarze 56 to absolutna konieczność i czy da się wychować dziecko bez fotela do karmienia.

Biorą namiar na plażę, 
ci tekstylni nudziarze

Kocyki w modne wzory, podusie, kołdry, ochraniacze na łóżeczko, otulacze, organizery do łóżeczka, nie wiadomo na czym zatrzymać wzrok na dłużej, oczopląs gwarantowany. Tymczasem okazuje się, że większości z tych rzeczy dziecko kompletnie nie potrzebuje. Przede wszystkim łóżeczko powinno być możliwie puste, bez tych wszystkich cudów-wianków. Dziecko śpi pod kocykiem albo w śpiworku, kołdra i poduszka są na początku kompletnie niepotrzebne. Także jeśli ktoś ma wątpliwości – zdecydowanie można sobie darować większość wyżej wymienionych rzeczy, może oprócz kocyka (ale kocyka, a nie dziesięciu różnych kocyków).

wyprawka dla noworodka

Jeśli o tekstyliach mowa, nie sposób pominąć oczywiście ubranek.

Co ja się naczytałam w ciąży o tym ile czego kupić i czym te wszystkie półśpiochy, pajacyki i kaftaniki w ogóle się od siebie różnią. Ile osób, tyle pomysłów i “uniwersalnych” podpowiedzi. A prawda jest taka, że… nie wiadomo! Możemy nakupić słodkich ciuszków w rozmiarze 56, a po porodzie okaże się, że dziecko potrzebuje już ubranek o rozmiar większych. Równie dobrze może się okazać (tak jak u nas, na ten przykład), że rozmiar 56 będzie w użyciu przez 3 miesiące, a potem przeskok z 62 na 68 nastąpi tak szybko, że nawet nie zdąży się wszystkiego założyć. No, także cieszę się, że pomogłam wszystkim przyszłym rodzicom w kwestii doboru ubranek.

Wyprawka dla noworodka to kwestia względna

Polećmy teraz trochę filozofią. Wszystko jest względne, jak by powiedział Stephen King, nie filozof co prawda, ale ja przecież nie o tym. Okazuje się, że to, co dla jednych jest absolutnym hitem, dla drugich okaże się badziewiem, szybko lądującym w koszu. Co więcej, coś, co przy jednym dziecku super się sprawdza, przy drugim będzie zupełnie bezużyteczne. I to jest chyba najszersza kategoria produktów “wyprawkowych”. Taka, że nie wiadomo – kupować, nie kupować, przyda się czy się nie przyda. Chyba ciężko uniknąć takich wątpliwości i faktycznie dobrać wyprawkę w 100% tak, żeby mieć wyłącznie potrzebne rzeczy i nie wzbogacić kosza o nową zawartość.

Ja osobiście np. uważałam, że elektroniczna niania to wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo przecież przy mieszkaniu, które ma niecałe 60 metrów, nie jestem w stanie nie usłyszeć dziecka, nawet jeśli będzie spało w drugim pokoju. Na początku Szymek spał w ciągu dnia w tym samym pomieszczeniu, w którym ja przebywałam, wydawałam się więc sama sobie Grażyną sukcesu, że nie kupiłam tej niani. Wtedy mogłabym radzić wszystkim, żeby sobie darowali o ile nie mają piętrowego domu. A potem dostaliśmy nianię w prezencie i okazało się, że bardzo długo nie byłam w stanie bez niej żyć, była mi absolutnie niezbędna. Także o, punkt widzenia…

Miś Szumiś

Białe szumy to podobno wybawienie dla niejednego rodzica. Misio przyjemnie buczy (przyjemnie dla dziecka ofkors, bo mi te szumy drążą mózg), dzidzia zasypia, wszyscy szczęśliwi. Czy da się żyć bez Misia Szumisia? Jasne, że się da, od czegoś są też suszarki, okapy i nagrania na You Tube, ale wielu rodziców na pewno zgodnym chórem krzyknie, że bez tego małego stworzenia wyprawka dla noworodka to nie wyprawka i nie wyobrażają sobie bez niego swojego rodzicielstwa. Czy u Ciebie też się sprawdzi? Nie wiadomo.

Laktator, butelki, mleko modyfikowane

Ulala, teraz to się może zrobić grząsko. Karmienie jest sprawą bardzo indywidualną, wywołuje często sporo emocji, coś jednak trzeba postanowić w kwestii zaopatrzenia się w wyżej wymienione produkty. Laktator? Dla mnie niezbędny, ale pod Facebook’owym postem znalazło się sporo głosów, że zupełnie do niczego się nie przydał. Dokładnie ta sama historia z butelkami i mlekiem. Jeśli zamierzasz karmić wyłącznie piersią – pewnie się nie przydadzą, może nawet wystarczy tylko ta z laktatora (o ile postanowisz go kupić), ale jeśli któregoś dnia będziesz musiała wyjść z domu w trybie emergency, a butelka będzie dopiero czekać na Ciebie w sklepie to, hmm, może być różnie. Natomiast po powrocie do domu, jeśli dziecko będzie sobie smacznie spało nakarmione mieszanką, a Twoje piersi będą wołały o opróżnienie, laktator może się okazać potrzebny. A jeśli z kolei nie wyobrażasz sobie podać dziecku mm, laktator będzie tym bardziej konieczny, bo przecież wcześniej będziesz musiała czymś odciągnąć swoje mleko. Jednym laktator przydaje się już w szpitalu, u innych będzie potrzebny dopiero po jakimś czasie, u jeszcze innych – nigdy.

Poduszka i fotel do karmienia

W temacie karmienia ja mam swój absolutny hit, który ratował mnie jeszcze w ciąży. Wiem, że niektóre dziewczyny prawie w ogóle nie korzystały z poduszki do karmienia, albo korzystały i nie czuły żeby im w jakikolwiek sposób pomogła. Ja jestem zdecydowanie w teamie “poduszka”. Dzięki mojej (typu rogalik) mogłam wygodniej spać pod koniec ciąży (wtedy kiedy wszyscy mówią “wyśpij się na zapas”, a Ty przez pół nocy szukasz dobrej pozycji), a potem używałam jej do karmienia Szymka przez prawie rok. Udany zakup. Natomiast jeśli chodzi o fotel – jak najbardziej. O ile zamierzasz używać go do sweet instazdjęć albo jako dodatkową szafę 😉

O kosmetykach dla dzieci się nie wypowiadam, gdyż ja się nadal na tym kompletnie nie znam. Nie umiem w kosmetyki, co się będę oszukiwać. Naczytałam się, nasłuchałam, a używałam jedynie czasami kremu do pupy, a latem kremu z filtrem.

Natomiast wszelkie inne wyprawkowe produkty, cóż – czy są tak naprawdę potrzebne? Komu bardziej – dziecku czy rodzicom? Co się przyda naszemu bobasowi? Czy Szumiś będzie hitem czy kitem? Tak naprawdę to pokaże tylko czas. W rekomendacjach Fecebook’owych pojawiał się jako absolutny must have stojak pod wanienkę, którego ja nawet nie brałam pod uwagę, nie kupiłam, nie korzystałam i dało się 😉 Jak napisała jedna z dziewczyn pod postem na Facebooku: “przy trzecim kupiłabym już chyba tylko pieluchy”.

A jeśli o pieluchy chodzi to… może tony pampersów produkowane przez pierwsze lata życia naszych dzieci też nie są wyprawkowym wymogiem? To niesamowite jak mało wiemy o wielorazowych pieluchach, ale ja się jaram, że znam kogoś, kto wie całkiem sporo i chce się tą wiedzą z nami podzielić i to już całkiem niedługo. Stay tuned! 🙂

Mogą Ci się spodobać również:

12 komentarzy

  1. Zgadzak się prawie że wszystkim co napisałaś, ale co do elektro niani się nie przekonam, to urządzenie to port typu dect, czyli promieniowanie.

    1. Zależy pewnie jaka niania i jak daleko stoi od dziecka. Nam się bardzo sprawdziła przy wyjazdach, np. do rodziców, gdzie synek śpi na piętrze, a my zwykle siedzimy jeszcze na dole. Wiele razy się przydała, a bez niani na pewno bym nie słyszała, że się obudził.

  2. Ach pamiętam ten czas 20 lat temu jak szykowałam wyprawkę dla 1 dziecka. „złote rady” wielu osób się nie sprawdziły

  3. Bardzo przydatny post, u nas z kolei koce się nie sprawdziły bo młody spał jednak pod kołderka, jedynie pózniej, ale to już takie wieksze, misia nie mieliśmy, miałam telefon z suszarką, mleko i laktator miałam bo potrzebowałam. Ale powiem tak, po pierwszym dziecko każdemu zmienia sie pojęcie o wyprawce, ja teraz jakbym miała mieć drugie dziecko nie kupiłabym 2/3 tych rzeczy które miałam 🙂

  4. No ja się nasłuchałam „złotych rad” jak to kupić właśnie większe ciuszki i były naprawdę za duże, robiłam po wyjściu ze szpitala dodatkowe zakupy. Ale tamte też się nie zmarnowały 😉 Trzeba bardzo sitować te porady i nie dać sobie wcisnąć miliona niepotrzebnych rzeczy.

  5. Ja miałam tak, że przed porodem chciałam mieć absolutnie wszystko zapewnione i to na kilka pierwszych miesięcy życia maluszka. Potem okazało się, że spokojnie można to dokupić przez Internet w trakcie, jeśli zajdzie taka potrzeba. A fotel do karmienia… to chyba kwestia hormonów, bo byłam tak przekonana o jego sensowności i przydatności, że płakałam, kiedy mąż wybijał mi go z głowy rzeczowymi argumentami. A teraz nie wyobrażam sobie, gdzie miałby stać ten mebel, zwłaszcza po rozłożeniu maty dla dziecka, która zajmuje większość pokoju 😀 wszystko warto przemyśleć, chociaż naprawdę syndrom wicia gniazda bardzo utrudnia racjonalne zakupy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *