Żłobek – tak czy nie. Moje przemyślenia po roku.

Zabierałam się do tego wpisu ze sto razy. Zaczynałam, kasowałam, pisałam na nowo, zostawiałam żeby sobie potem przeczytać jeszcze raz, po czym uznawałam, że to jakiś bełkot, w związku z czym kasowałam, zaczynałam jeszcze raz i tak w kółko, przez kilka miesięcy. W końcu się poddałam, uznając, że widocznie nie jestem jeszcze na napisanie tego tekstu gotowa.

Na blogu o żłobku pisałam tylko raz (o, tutaj), kiedy kończył mi się urlop macierzyński i niedługo miałam wracać do pracy. Wtedy nie wyobrażałam sobie jak to wszystko będzie wyglądało – Szymek w żłobku, ja w pracy, jak my sobie damy radę. Jednak z biegiem czasu zaczynałam odnajdywać radość w tym, że wychodzę z domu na kilka godzin, że nikt ode mnie nie wymaga noszenia na rękach i karmienia. Doceniałam również to, że jeśli ktoś czegoś ode mnie chciał to po prostu mi to mówił, po ludzku, artykułując każde słowo, bez płaczu i marudzenia. Równocześnie gdzieś pod skórą czułam, że chyba nie powinnam się tak cieszyć, bo przecież w tym czasie moje dziecko jest pod opieką jakichś obcych kobiet. Pozbawione matczynej troski przez kilka godzin. Tak się miotałam i czułam radość na przemian z przygnębieniem, jednocześnie mając świadomość, że w zasadzie nie bardzo mieliśmy inne wyjście i była to jedyna właściwa w tym czasie decyzja. 

Żeby była jasność – nie zamierzam nikogo przekonywać o wyższości żłobków nad innymi formami opieki nad dzieckiem. Sama zresztą tak nie uważam. Chciałabym natomiast tym wpisem wlać trochę ciepła w serca mam, które tak jak ja rok temu, nie mogą spać po nocach, bojąc się, że ich dzieciom stanie się krzywda albo że się obrażą na swoje matki już do końca życia. Przy okazji mam nadzieję rozwiać chociaż część wątpliwości, jakie z pewnością są udziałem większości mam przed podjęciem decyzji o posłaniu dziecka do żłobka.

Cała masa wątpliwości, czas: start

Jedzenie w żłobku vs. karmienie piersią

Mamy maluchów karmionych piersią zazwyczaj obawiają się jak ono będzie wyglądało kiedy wrócą do pracy, a dziecko pójdzie do żłobka. Otóż dzieci są chyba w tej kwestii mądrzejsze od nas i potrafią się świetnie dostosować do sytuacji. Roczniaki doskonale wiedzą, że nie ma mamy = nie ma mleka. Spokojnie można pogodzić karmienie z pracą i żłobkiem, karmić np. przed wyjściem i po powrocie do domu 🙂

Jak on tam biedny zaśnie beze mnie?!

To było coś, czego chyba najbardziej się bałam. Jak on zaśnie w tym żłobku, rany boskie, przecież on się potrzebuje przytulić, w tle musi lecieć delikatna muzyka, nie ma bata żeby zasnął w inny sposób. Co się okazało – już w ciągu tygodnia adaptacyjnego moje dziecko po prostu położyło się na leżaczku, przykryło kołderką i przespało prawie dwie godziny (podczas gdy w domu w tamtym czasie spał ok. godzinę). Magia.

Co z jego emocjami?

Dzieci są różne, tak samo zresztą jak dorośli ludzie. Jeden się szybko odnajduje w nowych sytuacjach, drugi musi najpierw przyjrzeć się z boku, wybadać teren by poczuć się swobodnie. Nie przekonamy się, do której grupy należy nasze dziecko, póki nie sprawdzimy tego w praktyce. Choć, że na początku będzie płacz, to prawie pewne. Nie znam dziecka, które w ogóle nie płakało w pierwszych dniach/tygodniach uczęszczania do żłobka. Znam za to sporo takich, które po tym przejściowym etapie były zachwycone dziećmi, ciociami i żłobkiem w ogóle. Roczny Szymek przez pierwsze dwa dni nie do końca ogarniał o co kaman, najpierw został w żłobku przez pół godziny (z czego 20 min przespał na rękach u cioci, była to bowiem dokładnie pora jego drzemki), drugiego dnia godzinę (świetnie się bawił, zachwycony nowym miejscem), po to żeby trzeciego dnia wybuchnąć płaczem już po przekroczeniu bramki i odmówić współpracy. Bo już wiedział, że mama sobie zaraz pójdzie. 

W tych pierwszych dniach/tygodniach Szymek płakał bardzo krótko, tylko przy oddawaniu, potem bardzo fajnie się bawił, ciocie były zachwycone jak sprawnie przebiega proces adaptacji. A ja tego słuchałam z rozdziawioną paszczą, bowiem po przyjściu do domu Szymek przekazywał mi wszystkie swoje emocje, mimo że nie umiał jeszcze mówić. Nie chciał się ode mnie oderwać, mogliśmy sobie siedzieć przytuleni nawet przez całe popołudnie. Zdarzało mu się budzić w nocy. Pękało mi serce, ale czułam, że w ten sposób po prostu radzi sobie z tym, że nie jest już z mamą 24 godziny na dobę. To niecodzienne zachowanie szybko minęło i po ok. dwóch tygodniach wszystko wróciło do normy, popołudniami bawiliśmy się jak zwykle, noce były w porządku.

Szczerze mówiąc gorzej było po powrocie do żłobka po jego zamknięciu z powodu pandemii, ale to chyba temat na inny wpis.

Kiedy będziemy spędzać ze sobą czas, skoro nie będziemy się widzieć przez większość dnia?

Wbrew pozorom tego czasu nie jest wcale tak mało. Są popołudnia, weekendy, święta, urlopy. Ten czas spędza się wtedy dużo intensywniej, bo po prostu bardziej nam się chce. W ciągu dnia w pracy zdążymy się stęsknić za dzieckiem i wbrew pozorom mamy więcej energii na zabawę z maluchem. Łatwiej jest być wtedy wyłącznie dla dziecka, nie rozpraszać się np. telefonem czy innymi zajęciami. Obowiązki domowe owszem, nie znikną, ale dziecko w wielu z nich może nam pomóc (szykuję wpis na ten temat, stay tuned!) i to również może być forma wspólnego spędzania czasu. 

Choroby

Poza tym, szczególnie na początku, może nas czekać sporo “dodatkowych” dni spędzanych z dzieckiem. Chcąc nie chcąc dla wielu dzieci często żłobek stanowi pierwszy kontakt z nowymi wirusami i bakteriami, łatwiej w związku z tym zachorować. Oczywiście, że rok temu przez to przechodziliśmy. Obecnie, w związku z koronawirusem, przy pierwszym kaszlnięciu/kichnięciu/podwyższonej temperaturze wzywani są rodzice, takie dziecko nie będzie też wpuszczone na salę. Do tej pory wiadomo, bywało z tym różnie. Od powrotu do żłobka (po tym jak zostały zamknięte w marcu), Szymek miał tylko raz katar. A właściwie katarek, żeby nie powiedzieć inaczej, ale bardziej już nie umiem zdrobnić (katareczek? ;-)). Dlatego myślę, że te choroby mogą w końcu trochę się w żłobkach i przedszkolach ograniczyć.

Żłobek – zalety

Ależ oczywiście! Jest ich całkiem sporo.

Prace plastyczne i inne

Ja i zdolności plastyczne to zdecydowanie nie jest połączenie idealne. Staram się jak mogę, mamy w domu kredki, blok, nawet jakąś kolorowankę i inne plastyczne artefakty, ale w życiu bym nie zrobiła z Szymkiem nawet połowy tych prac, które robi w żłobku! Poza tym tam się dzieje dużo fantastycznych rzeczy: śpiewanie, muzykowanie, eksperymenty i cała masa innych zajęć.

Mała gaduła i dżentelmen

Szymek ze żłobka przynosi mnóstwo nowych słów. Ja już przestałam nadążać, tempo powiększania się jego słownika jest zawrotne (polecam wpis o rozmowach z 2-latkiem, a także fanpage facebookowy, gdzie czasem pojawiają się na bieżąco różne „perełki”). Ponadto zaczęłam zauważać np. chęć dzielenia się zabawkami na placu zabaw. Nie zawsze oczywiście i jest to uzależnione od okoliczności 😉 ale jeszcze niedawno słyszałam od żłobkowych cioć, że Szymek zabiera dzieciom zabawki. Proces socjalizacji jednak działa, ostatnimi czasy Szymek naprawdę fajnie bawi się z innymi dziećmi.

Mama może pracować

Dla mnie to jest ogromny plus i chyba również temat na osobny wpis. Nie wyobrażam sobie bycia (bo przecież nie siedzenia!) w domu dłużej niż rok-półtora. Nie byłabym w stanie. Wiem, że żłobków w Polsce jest dramatycznie mało, szczególnie w małych miejscowościach, dlatego tym bardziej doceniam, że miałam możliwość posłać Szymka do żłobka zaraz po skończeniu urlopu macierzyńskiego.

A jakie są Wasze przemyślenia i doświadczenia jeśli chodzi o żłobki? W której jesteście grupie – żłobek tak czy nie? A może macie jeszcze jakieś pytania? Piszcie śmiało, sekcja „komentarze” należy do Was! 🙂

Mogą Ci się spodobać również:

17 komentarzy

  1. Syn chodził do żłobka i moim zdaniem była to bardzo dobra decyzja, bardzo się rozwinął dzięki ciociom w żłobku 🙂

  2. Myślę, że to bardzo indywidualna decyzja, która zależy od mnóstwa czynników… warto sobie zrobić listę za i przeciw i zdecydować, co dla naszego dziecka będzie najbardziej odpowiednie. 🙂 Kasia

    1. Z listą to zawsze bardzo dobry pomysł 🙂 Niestety jeśli chodzi o żłobek to niektórzy po prostu nie mają wyboru.

  3. Moj syn poszedł do żłobka w wieku 10 m-cy. Jestem z tego zadowolona, był pod dobra opieka i w towarzystwie innych dzieci. Jako ze nie pracowałam w środy, mieliśmy ten dzień tylko dla siebie. U nas posyłanie dzieci do żłobka nie jest źle widziane, ale wiem, ze w Polsce to co innego. Pozdrawiam serdecznie!

  4. Czasami się zastanawiam, czy te chwile pożegnania z dzieckiem każdego ranka bardziej przeżywałabym ja czy mój synek? 2 tygodnie płaczu i emocjonalnej huśtawki Szymka pewnie ciągnęły się niemiłosiernie! Teraz to się nie wydaje wcale tak długo, ale jak postawię siebie w tej sytuacji, to naprawdę szczerze gratuluję wytrwałości Tobie jako mamie i Szymkowi, świetnie poradził sobie z nową sytuacją. Bardzo podoba mi się ten wpis 🙂 polecam książkę „Rok wychowania przez sztukę” Anny Weber, też nie jestem mistrzem plastyki, muzyki i kreatywności, ale ta książka inspiruje 🤩

    1. U nas z muzyką nie ma problemu, dużo gramy, śpiewamy i słuchamy! Ale plastyka… o matko. Ta Książka brzmi jak dobry plan! Dzięki za polecenie 🙂

  5. Fajnie mały się zaadoptował w żłobku, ale nie wszystkie dzieci tak dobrze mają.
    Przez okno mam przedszkole dosłownie na podwórku
    i wrzesień to miesiąc płaczów dzieci…

    1. Tak, wrzesień jest specyficzny i u nas to wyglądało podobnie (to tylko tak się fajnie czyta, że po kilku tygodniach było ok, ale my te kilka tygodni bardzo przeżywaliśmy ;-))

      1. Popołudniaki!

        Decyzja o żłobku warta jest głębszego przemyślenia przez całą rodzinę. Dobrze jest zrobić listę „za i przeciw” oraz mieć zaplecze opiekuńcze dla dziecka (w razie choroby). U mnie żłobek się nie sprawdził przy córce a przy synku nie wzięłam już go pod uwagę.

        Pozdrawiam, Agnieszka

      2. O, a dlaczego się nie sprawdził? Pytam z ciekawości. Wg mnie żłobek to nie jest idealne rozwiązanie, ale idealnego chyba nie ma 😉

  6. My już mieliśmy jedno podejście do żłobka, córka zaczęła do niego chodzić gdy miała rok. Ja wtedy byłam z drugą w zaawansowanej ciąży. Początek był taki jak u was. Kilka przeplatanych dni, a później mieliśmy problem żeby ją odebrać bo chciała zostać. Później przyszedł covid i popsuł wszystko. Córkę wypisaliśmy bo żłobek był prywatny i opłatę za czas gdy był nieczynny nie były dla mnie do zaakceptowania. Dzis, kiedy powoli szykuje się do powrotu do pracy – odsuwam jak mogę posłanie dwójki dzieci do żłobka. Nic teraz nie działa jak powinno – bez adaptacji, w szybkim pa i sztywnym reżimie sanitarnym. To nie są warunki przyjazne małemu dziecku, żadnemu dziecku. Nie mamy niestety innego wyjscia, gdy chce wrócić do pracy!

    1. Tak, gdybyśmy mieli teraz od początku przechodzić adaptację to byłoby bardzo ciężko. Choć Szymek i tak reagował bardzo kiepsko na początku, po takim czasie przebywania w domu z obojgiem rodziców. Na szczęście my możemy wejść z dzieckiem do szatni, rozebrać, przytulić i nie ma żadnego wyrywania ani pośpiechu.

  7. wysłałam swoją (teraz już 4 latkę) córkę do żłobka jak miała 2 lata, mimo wewnętrznego rozdarcia byłam zadowolona z jej rozwoju, teraz poszedł syn. Nie ma tragedii, a ja na spokojnie mogę zacząć ogarniać inne rzeczy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *